Modlitwa do Izydy

Total votes: 2833

Apulejusz

O ty, święta i wieczna rodzaju człowieczego opiekunko,
ty, co swą szczodrą opieką śmiertelnych zawsze otaczasz
i słodkie matki współczucie masz dla niedoli nieszczęśliwych!
Nie masz dnia ani nocy, ani nawet chwili najdrobniejszej,
która by twych dobrodziejstw była próżna.
Ty ludzi na lądach i morzach osłaniasz,
burze ich życia zażegnywasz i dłoń im zbawczą podajesz,
tę dłoń, którą rozplątujesz wątki przez Los nierozwikłalnie - zdawałoby się - poplątane,
którą uciszasz huragany, jakie naszczuwa Dola,
i którą unieszkodliwiasz gwiazd zgubne obroty.
Czczą cię niebianie, czołem przed tobą biją mieszkańcy podziemia.
Ty dajesz ruch światu, jasność słońcu,
pod twoją dłonią układa się wszechświat, pod twoją stopą lega Tartar.
Na twój to głos odpowiadają gwiazdy,
na jego zawołanie powracają korowody czasów,
od niego zależy bogów wesele,
przed nim korzą się żywioły.
Na twój rozkaz dmą wiatry, czerpią karmę chmury,
kiełkują nasiona, pną się w górę latorośle.
Przed majestatem twym drżą powietrzne ptaki,
bestie w ostępach górskich, węże pełzające po ziemi i morskie potwory.
Za przyziemny jest duch mój, by cię wychwalić zdolił
- za nędzna ma ojcowizna, bym cię uczcić mógł ofiarami, jakie ci należne,
ani mi starczy słów, bym opowiedział, co przed twym majestatem odczuwam,
aniby mi nie starczyło na to tysiąc ust i tyleż języków, i nie kończąca się, niewyczerpana struga wymowy.
A przeto mi ino troską będzie, co jedynie człowiekowi pobożnemu, lecz ubogiemu być może;
abym wiecznie zachował w serca tajnikach najgłębszych boskie twe oblicza
i majestat największy i aby wiecznie mi one były przytomne.


z XI księgi "Złotego osła" Apulejusza, przeł. Edwin Jędrkiewicz