Ustawa o pogrzebach i grobach

Total votes: 2590

Julian

Konieczne jest dla nas, gdyśmy gruntownie obmyślili to, czemu teraz udzielić chcemy mocy prawa, odnowić znany stary zwyczaj, który mając na myśli dawni ludzie i ustawy dali nam dobre, i zrozumieli całą odległość dzielącą życie i śmierć, i przydzielili każdej z tych dziedzin uprawę odrębnych czynności, gdyż, zdaniem ich, śmierć jest nieprzerwanym spoczynkiem — to właśnie jest ów opiewany przez poetów „spiżowy sen” — życie zaś, przeciwnie, wiele rzeczy bolesnych, wiele przyjemnych zawiera, a więc to poczucie lepsze, to wręcz odmienne. To więc wziąwszy pod uwagę, ludzie postanowili osobno zmarłym cześć należną oddawać, osobno też spełniać zadania życia codziennego, liznąwszy także bogów za początek i cel wszystkiego, byli przekonani, że my i żyjąc jesteśmy pod władzą bogów, i odchodząc stąd wyruszamy znów do bogów. Rozwodzić się dalej o tym, czy obie te dziedziny do tych samych należą bóstw, czy też odrębni bogowie zawiadują żywymi, odrębni zmarłymi, być może, nie warto. Jeśli jednak Helios jest sprawcą dnia i nocy oraz tym, który przez swe oddalenie powoduje zimę, przez przybliżenie lato, to w ten sposób staje się on także najstarszym z bogów samych, do którego [dąży] wszystko i z którego [powstaje] wszystko, i on także ustanowił odrębnych władców dla żywych i dla umarłych. I jednemu, i drugiemu trzeba więc po kolei oddawać cześć należną i w naszym życiu codziennym naśladować ten ład, który bogowie w to, co istnieje, wprowadzili.

Śmierć więc jest spoczynkiem, spoczynkowi zaś noc odpowiada. Z tej przyczyny przystoi nam w nocy dokonywać tego wszystkiego, co do chowania zmarłych się odnosi, zwłaszcza że czynienie czegoś podobnego w ciągu dnia dla różnych powodów powinno być odrzucone. Wtedy bowiem jedni w tej, drudzy w innej sprawie krążą po mieście. Wszędzie pełno jest ludzi spieszących bądź do sądów, bądź na rynek lub z rynku, bądź siedzących przy uprawianym rzemiośle, bądź wreszcie dążących do świątyń dla utwierdzenia się w pokładanej w bogach nadziei.

I wtedy właśnie jacyś nieznani ludzie, niosący na noszach trupa, przepychają się przez ten tłum zajętych ważnymi sprawami ludzi, co jest żadną miarą niedopuszczalne. Natykający się bowiem na to doznają bardzo przykrego wrażenia, gdyż jedni uważają to za złą wróżbę, drugim zaś, co szli do świątyni, nie wolno już potem do nich wstąpić nie umywszy się uprzednio: do bogów bowiem, co są sprawcami życia, rozkładowi zaś są całkowicie obcy, niepodobna nawet zbliżyć się po takim widoku. A nie wytknąłem większej jeszcze zmazy przez to, co się dzieje. Cóż to za zmaza większa? Oto bogów siedziby i święte ich obwody stoją wtedy otwarte, ludzie zaś niosący trupa przechodzą tuż przed świątynią, a odgłos ich skarg i jęków ponurych dociera aż do ołtarzy. Czyż nie wiecie, że przede wszystkim jak sprawy dnia i nocy są od siebie oddzielone, tak samo prawdopodobnie... tak samo jednym jest odebrane, drugim poświęcone. Nic jest prawidłowe ani wdziewanie białej szaty w czasie żałoby, ani składanie umarłych do grobu przy świetle dnia. Znośniejsza jeszcze byłaby czynność powyższa, gdyby nie zawierała uchybienia względem żadnego z bóstw, ostatnie jednak nie uniknie zarzutu uchybienia bogom naraz wszystkim, bo bóstwom olimpijskim przydziela się to, co do nich nic należy, od bóstw podziemnych (czy jakkolwiek inaczej władcy i zawiadowcy dusz zwykli się nazywać) odbiera się to samo wbrew sprawiedliwości. Wiem przy tym, że ludzie w sprawach boskich aż do zbytku skrupulatni uważają za słuszne ofiary bogom podziemnym składać w nocy lub w każdym razie po godzinie dziesiątej. Jeżeli więc to właśnie jest lepszy czas dla służby tym bogom, nie wyznaczajmy w żadnym razie innego dla czci umarłych.

Dla tych, co ulegają chętnie, te słowa wystarczą, jeśli jednak zdarzy się ktoś taki, że potrzebuje groźby i kary, to niech wie, że spadnie nań kara najcięższa, jeśli przed godziną dziesiątą poważy się opłakiwać i przenosić przez miasto ciało zmarłego. Niech więc to odbywa się po zachódzie i przed wschodem słońca. Dzień natomiast czysty niech będzie poświecimy czynnościom czystym i bogom olimpijskim!


Przekład Witold Klinger w: Julian Apostata, Listy, 1962, Wrocław-Warszawa-Kraków

Fragmenty tekstów dostępnych w naszej witrynie są pozbawiane przypisów i aparatu naukowego w porównaniu do wydań książkowych - ich lektura może więc dać zaledwie wstępną orientację w temacie. Zachęcamy do kupna książki z pełnym tekstem i aparatem naukowym