Z genealogii moralności

Total votes: 121

Nietzsche

Że pojęcie bogów samo w sobie niekoniecznie prowadzi do tego pogorszenia fantazji, którego uprzytomnienia ani na chwilę nie wolno nam było sobie oszczędzić; że istnieją dostojniejsze sposoby posługiwania się zmyśleniem bogów niż samokrzyżowanie i samohańbienie człowieka, w czym ostatnie stulecia Europy doszły do mistrzostwa – to daje się na szczęście wysnuć z każdego spojrzenia, rzuconego na bogów greckich, na te odzwierciedlenia ludzi dostojnych i wielmożnych, w których zwierzę ludzkie czuło się ubóstwionym, nie rozdzierało zaś samego siebie, nie wściekało się na siebie samo!

Grecy posługiwali się przez najdłuższy okres czasu swoimi bogami, by właśnie z daleka od siebie trzymać „nieczyste sumienie”, by móc cieszyć się z swej wolności duszy: więc w rozumieniu odwrotnym niż chrześcijaństwo swego używało Boga. Posuwały się w tym bardzo daleko te przepyszne istoty o lwich sercach a głowach dzieci.

I niemniejszy autorytet jeno sam Zeus homerowski daje im kiedy niekiedy do zrozumienia, że biorą to nazbyt lekce. „Dziwna! mówi on raz – chodzi o sprawę Egistosa, bardzo złą sprawę – „Dziw, że tak bardzo śmiertelni skarżą się jednak na bogów! Zło od nas tylko pochodzi, sądzą; lecz sami ściągają na się nieszczęścia przez swój nierozum, wbrew przeznaczeniu.”

Jednak widzi się i słyszy zarazem, że i ten olimpijski widz i sędzia daleki jest od tego, by gniewać się na nich za to i źle myśleć o nich. „Jakże oni głupi!” myśli, patrząc na występki śmiertelnych. „Głupstwo”, „brak rozumu”, nieco „zaburzenia w głowie”, to tylko przypuszczali Grecy nawet najtęższych, najdzielniejszych czasów, jako powód wiela złego i fatalnego. Głupota, nie grzech! Rozumiecie to?... Jednak nawet to zaburzenie w głowie było problematem. „Bo jakżeż to też możliwe? Skądby się wzięło w głowach, jakie my mamy, my ludzie pochodzenia szlachetnego, szczęśliwi, pomyślnie udani, najlepszego towarzystwa, dostojni i cnotliwi?” – Tak pytał siebie przez stulecia dostojny Grek, w obliczu niezrozumiałej dla siebie zdrożności i występku, którymi splamił się ktoś z jemu równych. „Musiał go pewno bóg dotknąć szaleństwem”, mówił sobie w końcu, potrząsając głową... Ta konkluzja jest typowo grecka... W ten sposób służyli wówczas bogowie jako usprawiedliwienie człowieka do pewnego stopnia nawet w lichem, służyli jako przyczyna zła – wówczas brali na siebie nie karę, lecz, co jest dostojniej, winę...

Z genealogii moralności