Promienisty Bóg

Total votes: 1963

Oribasios

Apollona powiła Zeusowi tytanida Leto na wyspie Delos, bowiem inne miejsca, do których zawędrowała bały się przyjąć poród tak potężnego Boga, który – jak głosiły wieści – ma był Bogiem niemiłosiernym i panem nad śmiertelnymi i Nieśmiertlenymi. Poród trwał dziewięć dni i nocy. Z pomocą przybyły wszystkie Boginie (a niektóre mity mówią też o bliźniaczej siostrze Artemidzie), ale dopiero Ejlejtyja, Bogini porodu, której obiecano kosztowny naszyjnik zakończyła matczyne męki. Leto trzymając się oburącz palmy przykucnęła i Bóg przyszedł na świat. Ziemia pod Boginią roześmiała się, a gdy nakarmiony nektarem i ambrozją Bóg przemówił, wyspa rozkwitła i rozpromieniała blaskiem złota, łabędzie ze śpiewem okrążyły wyspę siedmiokrotnie, zapiał kogut zwykły witać wschody Słońca, a wokół roztaczała się cudowna woń. Pierwszymi słowami Apolla były: „Lira i łuk są mi miłe! W moich wyroczniach oznajmiać będę ludziom nieomylną wolę Zeusa!” (K:114)

apollo_and_diana.jpgMłody Bóg najpierw zademonstrował swą miłość do łuku – pokonał olbrzyma Tityosa, który czyhał na jego matkę, przede wszystkim jednak musiał się Apollo zmierzyć z Pytonem, smokiem, który prześladował Leto nie chcąc dopuścić do narodzin Boga. Nie minęło cztery dni od narodzin, jak zabił potwora, spłodzonego przez Gaję. Inni jednak przedstawiają smoka jako żyjącego strażnika świętego kamienia Omfalosa w wyroczni Apollina, co by sugerowało, że Bóg raczej ujarzmił niż zabił smoka, który dał potem imię wyroczni Apollina - Pytii. Wśród przeciwników Apollona wymienia się także smoczycę Delfinę i smoka Tyfona, którego z gniewu miała samodzielnie począć Hera. Mity nie mówią, iż zgładził Tyfona, z całą pewnością natomiast uśmiercił Delfinę, za to zabójstwo musiał potem odbyć oczyszczającą pokutę służąc królowi Admetowi przez „Wielki rok” (czyli 8 lub 9 lat). W czasie tej służby krowy, które pasał rodziły królowi dwojaczki, a u rydwanu królewskiego Bóg zaprzągł lwa i dzika, dzięki czemu ten zdobył rękę Alkestis. Apollo wybawił go również od śmierci upijając Mojry, przez co na pewien czas o królu zapomniały.

apollo-and-muses-greek-mythology-11941221-1024-768.jpgApollo w muzycznych pojedynkach wywalczył sobie pozycję Boga sztuki i przywódcy Muz (Mousegetes). Najpierw pokonał Marsjasza, który znalazłszy magiczny flet porzucony przez Atenę i uległ złudzeniu, że jest dzięki niemu równie biegły jak sam Bóg, a może i gra piękniej. Stanął nawet z Bogiem do zawodów, w których sądziły Muzy. Pojedynek ten wykazał wyższość liry nad fletem, nie tylko bowiem można na niej grać śpiewając, ale Muzy jednak musiały przyznać, że śpiewane przez Boga hymny nie mają sobie równych. Potem pokonał jeszcze Pana w pojedynku na dworze Midasa.

apollo_chasing_daphne_-_carlo_maratta.jpgO Apollonie opowiadano wiele historii miłosnych i to wiążących Boga tak z młodzieńcami jak i dziewczętami. Większość z nich kończyło się nieszczęśliwie. Wdziękom Boga oparła się Marpessa a także nimfa Dafne przemieniona lub podmieniona przez Matkę Ziemię na drzewko laurowe. Odtąd wieniec laurowy stał się atrybutem Boga. Apollo zakochał się też w królewiczu Hiacyncie, w której to miłości nie był zresztą osamotniony. Choć udało mu się pokonać jednego rywala – poetę Tamarisa, to drugi – rozkochany w Hiacyncie Wiatr Zachodni z zawiści o Boga tak pokierował rzuconym przezeń dyskiem, że ten ugodził królewicza w głowę. Z jego krwi wyrosły kwiaty, hiacynty. Inny ulubieniec Boga Kypriassos znienawidził życie po tym, jak sam niechcący zabił swego ulubionego jelenia. Apollo pocieszył go zmieniając w cyprys – drzewko żałobne.

Z wieloma nimfami i śmiertelniczkami spłodził jednak potomstwo: z Ftią Dorosa i jego braci, z muzą Talią korybantów, z Koronis Asklepiosa a z Arią Milterosa, z Kyrene natomiast Aristajosa.

Asklepios_1.JPGNiektórzy właśnie z Akslepiosem wiążą pokutną służbę u Admetosa. Asklepios, godny potomek boskiego lekarza wskrzesił bowiem umarłego, czym rozgniewał Władcę Podziemi. Zeus uznał słuszność jego skargi i cisnął piorun w Apollinowego syna. Z zemsty Fojbos dopuścił się zabicia Kyklopów, kowali, którzy wykuli narzędzie śmierci wielkiego lekarza. Rozgniewany Zeus zamierzał strącić go do Tartaru, na prośbę Leto miał jednak przystać na pokutną służbę u Admetosa.

Wypadki te nauczyły Apollona umiaru, który głoszą maksymy wyryte w jego świątyni.


Apollo, uważany za najbardziej uduchowionego Boga, ukazuje się nam w mitach jako pozostający w ciągłym napięciu ze światem przyrody. Z jednej strony zabija czy choćby ujarzmia potwory, przejawy pierwotniejszych sił natury, czym potrafi rozgniewać Zeusa, który w swej mądrości widzi miejsce dla różnych poziomów bytu. Z drugiej strony, zwłaszcza w swej młodości, nie może oprzeć się największej sile natury – miłości. Nawet w miłości jednak zdaje się nie liczyć z naturalnym porządkiem obdarowując miłością również młodzieńców. A jednak jest to zwykle miłość nieszczęśliwa, wskazująca na głęboką przepaść między czystym, świetliście duchowym Bogiem a światem materii, biologicznego życia (domena Dionizosa). Duch jest obiektywny i zdystansowany – i taką postawę ostatecznie osiąga Apollo „widzący z daleka”. Jego domeną jest muzyka i poezja, najbardziej niematerialne ze sztuk. A jednak nie jest to dystans wrogi w stosunku do natury. Pamiętajmy, że Bóg ten jest też lekarzem, Uzdrawiającym (Akesios), Uzdrowicielem (Paian). Leczenie jest możliwe właśnie dzięki dystansowi i obiektywizmowi. Lekarz musi mieć zimne oko, patrzeć z zewnątrz, aby postawić właściwą diagnozę.

Apollo był również Thearios - Bogiem Wyroczni, Kledônes - Wróżby słowa i dźwięku, Proopsios – Przewidującym. Jest bowiem Bogiem Rozumu, który jest czymś więcej niż rozsądek. Rozsądek rozwiązuje problemy w oparciu o to, co znane. Rozum potrafi przeniknąć struktury rzeczywistości, uchwycić ukryty ład i dzięki temu przeniknąć to, co obecnie niejawne, przewidzieć bardzo odległe konsekwencje obecnych wypadków. Ten aspekt jego natury najbardziej kojarzy się ze Słońcem, które sięga daleko swymi promieniami i rozświetla mroki niewiedzy.


Na podstawie Kerenyi, Mitologia Greków, ss.114-121, Graves, Mity greckie, ss.86-88.