O odwlekaniu kary przez Bogów

Total votes: 1017

Plutarch

1. To rzekłszy, Kwietusie, epikurejczyk, zanim ktoś zdążył mu odpowiedzieć, oddalił się, gdyśmy właśnie doszli do końca krużganka; my zaś, przystanąwszy, jakby ze zdumienia osobliwością tego człowieka, w milczeniu spoglądaliśmy na siebie nawzajem, a potem zawróciliśmy i kontynuowaliśmy przechadzkę.

 

Następnie pierwszy odezwał się Patrokleas : „Jak wam się zdaje — czy mamy zaniechać tego dociekania, czy też może na twierdzenia, które on wygłosił, odpowiedzmy w jego nieobecności tak jakby był obecny?" Na to Timon : „Gdyby on "cisnąwszy grot oddalił się", nawet nie wypadałoby zlekceważyć tkwiącego w nas pocisku. Podobno przecież Brasidas wyrwał włócznię ze swej rany i ugodziwszy nią tego, kto ją zadał, na miejscu go zabił. A nam przecie nie trudno obronić się przed tymi, którzy kierują do nas kłamliwe i niedorzeczne wypowiedzi: wystarczy odrzucić takie mniemanie, zanim ono nas przeniknie". — „A cóż, rzekłem ja, z tego, co on powiedział, najbardziej nas poruszyło? Nagadał bowiem ten człowiek na opatrzność mnóstwo bez ładu i składu, atakując ją obelżywie jakby w jakimś napadzie złości".

 

2. Na to Patrokleas: „To powolność i zwlekanie bóstwa w karaniu występnych wydaje mi się najgroźniejsze. I teraz te jego słowa odświeżyły i odnowiły moje przekonanie; gdyż od dawna oburzałem się słuchając Eurypidesa: "Ociąga się —już taki jest z natury — bóg" . A wszakże nie godzi się bogu w niczym być opieszałym, a już najmniej wobec występnych — oni nie są opieszali, ani "odkładający na później", tylko dają się namiętnościom ponosić na łeb na szyję ku występkom. Bo wszakże "jeśli zemsta idzie w ślad za krzywdą", jak powiada Tukidides, to zagradza drogę tym, którzy posuwają się jak najdalej w złem, gdy ono się spotyka z powodzeniem. Żaden bowiem dług tak nie odbiera otuchy i dobrego samopoczucia pokrzywdzonemu, a nie dodaje tyle zuchwalstwa i bezczelności niegodziwcowi, jak przeterminowana kara; podczas gdy natychmiastowy odwet za popełnione czyny jednocześnie hamuje dalsze złe postępki i zwłaszcza podnosi na duchu pokrzywdzonego. Toteż uparcie mi się przypomina powtarzane kilkakrotnie przez Biasa powiedzenie, mianowicie miał odezwać się do pewnego łajdaka: "Nie tego obawiam się, żebyś nie poniósł kary, tylko że sam tego mogę nie zobaczyć!" Bo i cóż za pożytek mieli Messeńczycy, co przed tym zginęli, z ukarania Aristokratesa, którego zdrada w bitwie przy "Kurhanie Dzika" nie została wykryta przez 20 lat z górą (a on tymczasem panował nad

 

Arkadyjczykami), kiedy wreszcie wyszło to na jaw i on poniósł karę — ale oni już nie żyli! Albo co za pociechę mieli Orchomeńczycy, którzy potracili dzieci, przyjaciół i krewnych na skutek zdrady Lykiskosa, że w długi czas potem chwyciła go choroba i tak przeżarła jego ciało, że choć ciągle się obmywał i zanurzał w rzece, pod przysięgą przyzywał sam na siebie klątwę i zgniliznę—jako zdrajca i zbrodniarz? Wyrzucania zaś skalanych zwłok i usuwania trupów poza granice kraju w Atenach nie dane było oglądać nawet synom synów owych pomordowanych. Stąd Eurypides bezsensownie stara się odwieść od występków takimi słowy:

 

    Nie wręcz cię Sprawiedliwość spotka, nie bój się. Nic zada ciosu w serce, ni żadnemu z tych, Co grzeszą, lecz po cichu się skradając, chce Pochwycić winnych, choć nie rychło, lecz w sam czas.

 

Nie co innego przecież, tylko ta właśnie myśl, którą źli ludzie sami siebie zachęcają, daje im hasło do bezprawia — że przestępstwo przynosi od razu owoc ponętny i obliczalny, a kara przychodzi późno, w długi czas po odniesionej korzyści".

 

3. Po tych słowach Patrokleasa Olimpichos dodał: „A do tego jak wielką niedorzeczność sprawia, Patrokleasie, ta zwłoka i ociąganie się bóstwa! Mianowicie powolność w działaniu odbiera wiarę w opatrzność. Jeżeli odwet me następuje bezpośrednio po każdym przestępstwie, tylko później, to źli ludzie uważają go za przypadkowe niefortunne zdarzenie i nazywają je nieszczęściem, a nic karą, i nie odnoszą żadnego pożytku, bo martwią się tym, co im się przydarzyło, a nie czują skruchy za to, co popełnili. Tak samo przecież narowy konia po potknięciu się lub rozbrykaniu ukróca i sprowadza na drogę posłuszeństwa bezpośrednio zastosowane smagnięcie lub ukłucie — a targanie lejc wstecz i świstanie biczem po upływie dłuższego czasu wydają się (koniowi) mieć inną jakąś przyczynę, a nie tresurę, przez to, że sprawiają przykrość bez pouczenia. Podobnie skłonność do zła, jeśli za każde uchybienie i fałszywy krok otrzyma cięgi i powściągającą karę, może stanie się oględniejsza, pokorniejsza i ulęknie się boga jako przełożonego nad ludzkimi czynami i uczuciami a nie odraczającego kary sędziego. Ta natomiast Sprawiedliwość nadciągająca według Eurypidesa po cichu i powolnym krokiem, i zaskakująca przestępców, jak się zdarzy, podobniejsza jest do trafu niż do opatrzności skutkiem nieuchwytności, zwłoki i nieregularności. Tak że nie widzę, co za pożytek jest z tych młynów boskich, co to podobną późno mielą, a karę przyćmiewają i lęk przed występkiem osłabiają".

 

4. Po tych słowach, kiedy i jam się nad nimi zastanawiał, rzekł Timon: „Czy to ja mam teraz ukoronować rozumowanie wymienieniem głównej trudności, czy też najpierw niech samo stoczy walkę z zarzutami już przedstawionymi?" — „A po cóż, powiedziałem ja, wprowadzać "trzecią falę" i dodatkowo pogrążać sprawę, jeśli ona nie jest w stanie odeprzeć dotychczasowych zarzutów lub ujść przed nimi? Najpierw, jak od ogniska domowego przodków zaczynając od uszanowania filozofów Akademii względem bóstwa, strzeżmy się mówić o tych rzeczach tak, jak gdybyśmy coś (naprawdę) wiedzieli. Źle jest bowiem, kiedy niemuzykalni rozprawiają o muzyce albo tacy, co nie wojowali — o wojnie, ale gorzej, kiedy rozpatrujemy sprawy bogów i demonów będąc tylko ludźmi; to jakby laik zgłębiał zamysły fachowców na podstawie domysłów i przypuszczeń, kierując się prawdopodobieństwem. Nie jest przecie rzeczą laika rozumieć racje lekarza: dlaczego nie zrobił cięcia wcześniej, tylko później, albo zastosował przypalanie nie wczoraj, tylko dzisiaj. A o bogach śmiertelnik cóż może łatwo albo z pewnością twierdzić, jak nie to, że bóstwo, znając najlepiej właściwy moment dla uleczenia zła, stosuje jako lek karę — ale nie ma ona ani jednakowej miary, ani jednego i tego samego czasu dla wszystkich. Że uzdrawianie duszy, zwane zadośćuczynieniem i sprawiedliwością, jest ze wszystkich sztuk największą, zaświadczył wśród mnóstwa innych Pindar, nazywając "arcymistrzem" boga, władcę i pana wszechświata, jako twórcę sprawiedliwości, do której należy określić, kiedy, jak i w jakim stopniu ma przestępca ponieść karę.

 

A Platon powiada, że nauczył się tej sztuki Minos, syn Zeusa *°, jako że nie może ze słusznością wymierzać sprawiedliwości ani zrozumieć wymierzającego ktoś, kto się nie nauczył, ani nie posiadł odpowiedniej wiedzy. Bo i prawa ustanowione przez ludzi nie wykazują racjonalności absolutnie i zawsze; owszem, niektóre ich nakazy są wręcz śmieszne. Jak np. w Lacedemonie eforowie obejmując urząd ogłaszają od razu przez herolda, żeby nie nosić wąsów i słuchać praw, by się nie narazić na ich surowość. A Rzymianie, wyzwalając niewolnika, dotykają go badylem; pisząc zaś testament, jednym spadkobiercom zapisują mienie, innym je sprzedają, co wydaje się bezsensowne. Najbardziej zaś pozbawione sensu jest prawo Solona, że kto w walce stronnictw w państwie nie przyłączy się do żadnego i nie weźmie udziału w walce, traci prawa obywatelskie. I w ogóle niejedną niedorzeczność w prawodawstwie można by wymienić, jeśli się nie zna zamysłu prawodawcy ani przyczyny danego przepisu. Cóż więc dziwnego — skoro ludzkie sprawy są dla nas tak trudne do zbadania — że niełatwo jest powiedzieć, czym się kierują bogowie karząc winnych, jednych później, innych — wcześniej.

 

5. Nie jest to pretekst, by wykręcić się od zagadnienia, lecz prośba o względność, aby rozumowanie, jakby mając na widoku bezpieczną przystań, mogło śmielej, z ufnością odnieść się do kwestii spornej.

 

Rozważcie na początek, że według Platona bóg, dając wszystkim samego siebie jako wzór wszelkiej doskonałości, użycza tym, którzy zdolni są iść za nim, ludzkiej cnoty, będącej poniekąd upodobaniem do niego. Natura bowiem wszechświata, będąca bezładem, wzięła początek przemiany i stania się ładem z pewnego podobieństwa i uczestnictwa w idei i doskonałości boskiej . Ten sam mąż twierdzi, że natura rozpaliła w nas wzrok, żeby dusza oglądając w podziwie ciała niebieskie zachwycała się i przyzwyczajała kochać to, co składne i uporządkowane, nabierała zaś wstrętu do uczuć nieharmonijnych i niestałych, tudzież unikała tego, co przypadkowe i byle jakie, gdyż stąd się rodzi wszelkie zło i błąd . Człowiek bowiem nie może mieć większej korzyści z bóstwa nad tę, że osiągnie doskonałość przez naśladowanie i dążenie do dobra i piękna, które są w nim.

 

Dlatego też bóg dopiero z czasem i powoli wymierza karę występnym, a nie dlatego, by się obawiał jakiejś pomyłki w rychłym ukaraniu, której by musiał żałować. On odejmuje brutalność i gwałtowność naszej pomście i uczy nie z gniewu rzucać się na krzywdzicieli, jakby się zaspokajało głód czy pragnienie, kiedy ciska się i płonie

 

    Ta złość, co rwie się wyżej niż rozsądek chce,

 

ale naśladując jego łagodność i nierychliwość zabierać się do karania mając za doradcę czas, który jak najmniej będzie nas narażał na skruchę. Gorszą jest bowiem rzeczą, jak mówił Sokrates, niż pić mętną wodę przypadłszy do niej przez brak opanowania — mając umysł zamącony, pełen gniewu i namiętności, nasycać się zemstą nad istotą pokrewną i jednoplemienną, zanim się samemu uspokoiło i oczyściło. Nieprawdą jest, że "odwet najbliższy zniewadze, jak powiedział Tukidides, należycie rzecz załatwia, tylko właśnie "oddalony" jak najbardziej. Jak bowiem gniew, według słów Melanthiosa:

 

    Okropne czyni rzeczy, myśl wygnawszy precz.

 

tak rozum działa sprawiedliwie i z umiarem, jeśli poskromi zapalczywość i gniew. Toteż można złagodnieć nawet dzięki samym ludzkim przykładom, kiedy się słyszy, że Platon, podniósłszy już kij na niewolnika, długo stał bez ruchu "karząc", jak mówił, swój gniew . Archytas zaś, spostrzegłszy niedbalstwo niewolników i nieporządek w swojej wiejskiej posiadłości, ale czując, że jest mocno poruszony i rozgniewany na nich, nic im nie zrobił, tylko powiedział, odchodząc: "Macie szczęście, że jestem rozjątrzony na was!" . Przeto jeśli wspomnienie słów i czynów ludzkich osłabia gwałtowność i popędliwość naszego gniewu, o ileż bardziej, widząc boga, który nie zna, co to obawa czy skrucha, a jednak odkłada karę na później i czeka upływu (odpowiedniego) czasu, powinniśmy nabrać cierpliwości i uznać łagodność i wielkoduszność za boską część cnoty. Bóg przez nią okazuje, że karaniem niewielu tylko poprawia, a odwlekaniem kary wielu upomina i przynosi im pożytek.

 

6. Po drugie, rozważmy i to, że kary wymierzane przez ludzi, oddając tylko zło za zło i polegając jedynie na zadaniu winnemu cierpienia, nie posuwają się dalej, tylko na kształt psów ścigają go obszczekując w ślad za jego postępkami. Bóg zaś, przypuszczać należy, skoro ma wymierzyć sprawiedliwość chorej duszy, rozróżnia jej namiętności i widzi, czy może jest ona w stanie skłonić się do skruchy; wtedy przydziela czas tym, których występność nie jest całkowita i nieodwracalna. Bóg bowiem wic, jak wielkie dziedzictwo cnoty dusze otrzymały odeń, gdy przychodzą na świat, i jak ich wrodzona szlachetność jest silna i nieusuwalna, występek zaś panoszy się w nich tylko wbrew naturze skutkiem zepsucia przez złe wychowanie i złe towarzystwo; ale następnie, jeśli dusza jest leczona, u niektórych z powodzeniem odzyskuje należyty stan. Dlatego bóg nie wszystkim jednakowo przyspiesza karę: to, co jest nieuleczalne, natychmiast usuwa z życia i wyplenia, gdyż stałe obcowanie ze złem jest bardzo szkodliwe dla innych, a najszkodliwsze dla siebie samego . Tym zaś, októrych można przypuszczać, że ich skłonność do błędu pochodzi raczej z niewiedzy niż ze świadomego wyboru zła, daje on czas do przemiany; a jeżeli trwają przy swoim, wymierza i im sprawiedliwość, nie obawiając się przecież, że mu ujdą!

 

Rozważ, jakie to zmiany zachodzą w życiu i obyczajach ludzkich; dlatego to ta zmienna część człowieka nazywa się "tropos" ("zwrot") oraz "ethos" ("charakter"), ponieważ nawyk (ethos) przenikają do głębi i opanowawszy, rządzi nią. Sądzę, że i Kekrops został przez starożytnych nazwany istotą o dwojakiej naturze, nie jakoby z dobrego króla przemienił się w tyrana srogiego i podobnego do węża, tylko przeciwnie: ponieważ początkowo był przewrotny igroźny, a później rządził łagodnie i po ludzku. A jeżeli to nic jest pewne, to przecież wiemy o Gelonie i Hieronie na Sycylii oraz o Pejsistratosie synu Hippokratesa, że zdobyli tyranię środkami niegodziwymi, ale używali tej władzy cnotliwie, tak że zdobywszy ją bezprawnie, zostali władcami łagodnymi i działającymi dla dobra ludu. Hieron i Pejsistratos wydawszy bardzo dobre prawa i popierając rolnictwo, uczynili obywateli skromnymi i pracowitymi z rozrzutnych i gadatliwych; Gelon zaś okazał się doskonałym wodzem i zwyciężywszy w wielkiej bitwie Kartagińczyków, nie wpierw zawarł pokój na ich prośby, aż w traktacie przeprowadził taką klauzulę, że przestaną składać dzieci w ofierze Kronosowi. A w Megalopolis był tyranem Lydiadas, który w trakcie panowania nawrócił się i wyrzekłszy się niesprawiedliwości zwrócił obywatelom ich prawa, a w końcu broniąc kraju przed nieprzyjacielem chwalebnie poległ. A gdyby ktoś zabił Miltiadesa wcześniej, kiedy jeszcze był tyranem Chersonezu, albo ścigał sądownie i uzyskał skazanie Kimona za stosunek z siostrą, albo Temistokiesa wygnał z kraju za jego rozpustę i skandale na rynku, tak jak później Alkibiadesa — czyż nie przepadłyby nam przez to Maraton, Eurymedon i wspaniałe Artemision,

 

    Tam, gdzie synowie Aten jaśniejący nam wznieśli

    Niepodległości fundament.

 

Wybitne bowiem natury nie wydają nic małego, a energia czynu w nich jest zbyt gwałtowna, by pozostać bezczynną, miotają się więc jak na wzburzonym morzu, zanim dojdą do spokoju i stabilizacji. Tak więc człowiek nie znający się na rolnictwie nie byłby zadowolony widząc posiadłość pełną gęstych zarośli, dzikiej roślinności, drapieżnych zwierząt, bardzo zamulonych strumieni — ale umiejącemu rzecz ocenić i wyciągnąć wnioski te cechy wskazałyby na żywotność, żyzność i pulchność gleby. Podobnie wybitne natury początkowo wydają wiele osobliwych i niepożądanych pędów; my zaś, źle znosząc ich twardość i kolczastość, uważamy, że trzeba je od razu przycinać i odrąbywać. Bóg zaś, jako lepszy sędzia, rozpoznając z tych cech dobro i szlachetność, czeka na odpowiedni wiek sprzyjający wzrostowi rozumu i cnoty i na porę, kiedy natura wyda właściwy sobie owoc.

 

7. Tyle o tym. A czy nie słusznie, zdaniem waszym, pewni Hellenowie przypisali sobie prawo egipskie, które nakazuje kobietę ciężarną, jeśli zostanie skazana na śmierć, trzymać w więzieniu aż porodzi?" — „Ależ owszem." — odpowiedzieli. — „A jeżeli ktoś nie wydaje na świat dziecka, ale jest w możności wykryć i wywieść na światło dzienne z czasem jakiś tajny czyn lub zamiar, wyjawiając ukryte zło; albo jeżeli umie doradzić zbawienny środek, czy też w potrzebie wynaleźć wyjście — czy nie lepiej postąpi ten, kto z karą na niego poczeka na ów pożytek, od tego, kto by go od razu skazał na śmierć? Bo ja tak właśnie myślę". — „I my też" — odrzekł Patrokleas. — „Dobrze, rzekłem. A zobacz no, gdyby Dionizjos w samym początku tyranii poniósł karę, nikt z Hellenów nie osiedliłby się na Sycylii, którą spustoszyliby Kartagińczycy. Tak samo ani Apollonii, ani Anaktorion, ani półwyspu Leukady nie zamieszkiwaliby Hellenowie, gdyby kara nie spadła na Periandra znacznie później . Myślę, że i Kassandra dosięgła sprawiedliwość ze zwłoką, aby Teby mogły się znów zaludnić . A ci najemni żołnierze, którzy zajęli byli tę oto świątynię, w większości, przeprawiwszy się z Timolco-nem na Sycylię, kiedy zwyciężyli Kartagińczyków i obalili tamtejszych tyranów, później sami marnie wyginęli. Gdyż bóstwo po prostu posługuje się jednymi występnymi, aby karać innych —jakby w roli katów — a potem ich samych niszczy; sądzę, że tak jest z większością tyranów. Jak bowiem żółć hieny albo podpuszczka foki — stworzeń poza tym wstrętnych — są skuteczne na choroby, tak niektórym ludom, potrzebującym bolesnego zabiegu i poskromienia, bóg, zsyłając srogiego tyrana i zapalczywego w gniewie władcę, nie pierwej ulży w tym ucisku i udręce, aż usunie stan chorobliwy i oczyści zeń. Takim to lekiem był dla mieszkańców Akragantu Falaris, a dla Rzymian Mariusz. A Sykiończykom bóg oświadczył dosłownie, że miasto potrzebuje wymierzających chłostę, gdy chłopca Teletiasa, uwieńczonego na igrzyskach pytyjskich, wyrywając go Kleonejczykom i przywłaszczając sobie jako obywatela, rozszarpali na strzępy . Ale rozpasanie Sykiończyków Ortagoras, gdy został tyranem, a po nim Myron i Klejstenes poskromili; Kleonejczycy zaś, nie przeszedłszy takiej kuracji, do niczego nie doszli. A słyszycie, co Homer gdzieś mówi:

 

    Z ojca znacznie gorszego o ileż się lepszy narodził Syn o wielu zaletach

 

chociaż ów syn Kopreusa żadnego świetnego ani wyróżniającego się czynu nie dokonał, podczas gdy potomstwo Syzyfa, Autolykosa i Phlegyasa kwitło w chwale i zasługach > wielkich królów. A w Atenach Perykles pochodził z rodu obciążonego zmazą, w Rzymie zaś Pompejusz Wielki był synem Strabona, którego zwłoki lud rzymski z nienawiści wywlókł i podeptał. Skoro więc rolnik nie wycina kolczastej łodygi, zanim nie uzyska z niej szparaga B, ani Libijczycy nie podpalają zarośli, zanim nie zgarną z nich ladami — cóż w tym osobliwego, jeśli również bóg nie niszczy złego i opornego korzenia sławnego królewskiego rodu, zanim nie wyda on właściwego owocu? Lepiej było, że Fokejczycy postradali tysiące krów i koni Ifitosa, i lepiej, żeby z Delf zginęło jeszcze więcej złota i srebra, niż żeby nie narodził się Odyseusz ani Asklepios, ani tylu innych szlachetnych i wielce zasłużonych mężów pochodzących z niskiego i nikczemnego rodu.

 

8. Nie sądzisz, że lepiej jest, żeby kara następowała w swoim czasie i w odpowiedni sposób, zamiast natychmiast? Weź na przykład Kallipposa, który rzekomo będąc przyjacielem Diona zamordował go sztyletem, a potem tymże sztyletem sam został zabity przez jego przyjaciół. Albo weź Mitysa Argejczyka, który zginął w czasie rozruchów, a którego spiżowy posąg stał na agorze i w czasie widowiska runął na jego zabójcę i zabił go . A historię o Bessosie, Pajonie i Aristonie z Ojty oczywiście znasz, Patrokleasie?"

 

— „Na Zeusa, właśnie nie znam, a chciałbym poznać".— „No więc Ariston, rzekłem, za pozwoleniem tyranów zabrawszy klejnoty Erifyli, które tu były złożone, ofiarował je w darze swej żonie. Syn zaś jego, rozgniewany z jakiejś racji na matkę, podpalił dom i wszyscy w płomieniach zginęli. A Bessos podobno zabił własnego ojca, o czym przez długi czas nie wiedziano. Ale w końcu, przyszedłszy na obiad do obcego domu, widząc gniazdo jaskółcze, rozwalił je włócznią, a pisklęta pozabijał. Gdy zaś obecni naturalnie zapytali: "Człowiecze, co ci jest, żeś zrobił coś podobnego?", odparł: "A bo one od dawna mnie fałszywie oskarżają, szczebiocząc, że ja zabiłem ojca!" Zdumione towarzystwo doniosło o tych słowach królowi i tak po zbadaniu sprawy Bessos poniósł karę.

 

9. Ale to twierdzimy my, tak jak założyliśmy, że zachodzi odwłoka w karaniu występnych. Trzeba zaś jeszcze posłuchać Hezjoda, który mówi nie jak Platon, że kara jest cierpieniem idącym za przewinieniem — ale że jest jego rówieśnicą, że wyrasta z tego samego gruntu i korzenia; powiada on bowiem:

 

    Zamiar zaś zły — najgorszy dla tego, kto powziął go właśnie

 

oraz

 

    Zlo kto innemu gotuje, własnemu je wnętrzu gotuje.

 

Albowiem kantaryda podobno zawiera w sobie na skutek jakiegoś przeciwdziałania swój własny lek; zło zaś samo z siebie rodzi ból i karę, i to nie później, ale w samym momencie przewinienia pokutuje za swą winę. I tak jak każdy idący na stracenie złoczyńca dźwiga sam swój krzyż na własnych barkach, tak zło wytwarza z samego siebie narzędzia własnej kary; a jest ono biegłym twórcą życia opłakanego, pełnego wstydu, lęku, skruchy, ciężkich utrapień i nieustających niepokojów. Doprawdy niektórzy ludzie zupełnie nic różnią się od dzieci, które oglądając w amfiteatrze przestępców, jak uwieńczeni tańczą pyrrichę, ustrojeni w pozłociste chitony i purpurowe chlamidy, podziwiają ich z przejęciem jako wybrańców losu, aż do chwili, gdy ujrzą ich rażonych, chłostanych, a z ich kwiecistych kosztownych szat buchające płomienie.

 

O większości bowiem występnych wyposażonych w pochodzenie z wysokiego rodu, władzę, przemożną potęgę nie wie się, że ponoszą karę, zanim jeszcze zdążą być zarżnięci czy strąceni w przepaść — czego nic należałoby nazywać karą, lecz jej dopełnieniem i końcem. Jak o Herodikosie z Selymbrii, który popadłszy w suchoty, chorobę nieuleczalną, pierwszy z ludzi połączył gimnastykę z medycyną, Platon powiedział, że sobie i innym podobnie chorym przedłużył śmierć, tak i występni, którzy jak gdyby uniknęli natychmiastowego ciosu, pokutują nie po długim czasie, ale przez długi czas; kara jest nie spóźniona, tylko dłuższa, nic w starości (dopiero) zostali oni ukarani, tylko zestarzeli się wciąż karani. A mówiąc o długim czasie, mówię to w stosunku do nas; dla bogów bowiem wszelki przeciąg ludzkiego życia jest niczym, i sprawa, czy przestępca został powieszony albo torturowany teraz, a nie przed 30 laty, to tyle, co wieczorem, a nie rano! Zwłaszcza, że jest zamknięty w tym życiu jak w więzieniu, skąd nic ma przesiedlenia się ani ucieczki, a za to tymczasem wiele uczt, zajęć, darowizn, łask, owszem i zabawy — zupełnie jakby więźniowie w lochu grali sobie w kości lub warcaby, mając pętlę zwisającą nad głową.

 

10. A czyż jesteśmy w możności zaprzeczyć, że więźniowie skazani na śmierć już ponoszą karę, jeszcze zanim utną im głowę? Albo, że ten, co wypił cykutę i przechadza się, czekając aż mu nogi zaczną ciążyć, (ponosi karę) zanim jeszcze ogarnia go chłód i sztywność, graniczące już z utratą czucia? Jeśli za karę uznamy tylko jej moment końcowy, a cierpienia doznawane przez każdego przestępcę po zbrodni w międzyczasie: trwogę, oczekiwanie, wyrzuty sumienia pominiemy, to jak byśmy rybę, która połknęła haczyk, uważali za złowioną dopiero, gdy ją zobaczymy pokrajaną na patelni. Każdy bowiem przestępca znajduje się w pętach sprawiedliwości i słodycz zbrodni łyka natychmiast jak przynętę, ale świadomość zbrodni w nim tkwi i tym on za nią płaci:

 

    Jak tuńczyk maci morze, gdy w nim utkwi hak

 

Przysłowiowe zuchwalstwo i bezczelność zła są silne i pochopne aż do chwili popełnienia zbrodni, ale potem, gdy namiętność, jak nadmuchane powietrze, ulotni się, zło osłabione i poniżone podlega lękom i zabobonom. Tak że Stesichoros przedstawił prawdziwie i według rzeczywistości sen Klytajmestry, tak mniej więcej:

 

    Jej się wydało, że wąż się zbliża z głową skrwawioną, Z niego zaś raptem król z rodu Plejstena się stal.

 

Gdyż widziadła senne i zjawy za dnia, i wieszczby, i uderzenia piorunu, i wszystko, co przypisuje się boskiej interwencji, przynosi znajdującym się w takiej sytuacji szaleństwo i popłoch. Tak powiadają, że Apollodoros kiedyś

 

zobaczył we śnie siebie samego, jak go obdzierają ze skóry i gotują Scytowie, a serce jego odezwało się z kotła i rzekło: „To ja ci to sprawiłem". A innym razem widział swoje córki biegające wokół niego całe objęte płomieniami i spalające się. A Hipparchos, syn Pejsistrata, podobno na krótko przed śmiercią śnił Afrodytę, która mu chlusnęła w twarz krwią z czary . Przyjaciele zaś Ptolemeusza Keraunosa widzieli go we śnie pozwanego przez Seleuka przed sąd składający się z sępów i wilków i rozdzielającego swoim wrogom wielkie porcje mięsa. Pausanias zaś w Bizancjum sprowadził sobie gwałtem Kleonike, wolno urodzoną dziewicę, żeby z nią spędzić noc, a gdy weszła, wzburzony jakimś podejrzeniem zabił ją; po czym nieraz widział ją we śnie mówiącą doń:

 

    Chodźże po wyrok! Bo zbrodnia zaiste jest zgubą dla ludzi.

 

Gdy te widzenia nie ustawały, jakoby popłynął do Hera-klei, gdzie jest miejsce wywoływania dusz zmarłych i tam jakimiś ofiarami przebłagalnymi i libacjami wywołał duszę dziewczyny; ukazawszy mu się powiedziała, że skończy się jego udręka, skoro uda się do Lacedemonu. A gdy tam się znalazł, zaraz zmarł.

 

11. Toteż jeśli duszy nic nie czeka po śmierci i jest ona końcem zarówno wszelkiej łaski, jak i kary — słuszniej można by twierdzić, że karząc występnych rychłą śmiercią bóstwo postępuje pobłażliwie i niedbale. Jeżeli bowiem nawet nie upatrywać żadnego innego zła w przeciągu życia ludzi występnych, to kiedy wykryje się ich niegodziwość i okaże rzeczą bezowocną, odrażającą i za wiele ciężkich wysiłków nie przynoszącą nic korzystnego ani wartościowego — świadomość tego poraża duszę. Jak to opowiadają, że Lysimachos zmuszony pragnieniem do zdania na łaskę Getów własnej osoby i armii, gdy w niewoli dostał pić, miał powiedzieć: "Och, cóż ze mnie za nędznik! Dla tak krótkiej rozkoszy straciłem tak wielkie królestwo" . A wszakże przeciwko koniecznościom z natury wrodzonym niezmiernie trudno jest stawić opór. Kiedy zaś człowiek wiedziony czy to zachłannością na pieniądze, czy żądzą politycznych zaszczytów i władzy, czy dla jakiejś lubieżnej rozkoszy popełni czyn bezprawny i niegodziwy, a następnie ochłonąwszy z tego szalonego pragnienia, z biegiem czasu spostrzega, że haniebne i przerażające skutki zbrodni trwają, nic zaś nie przynoszą pożytecznego, potrzebnego czy dobroczynnego — czyż nie przyjdzie mu nieraz na myśl, że dla próżnej chluby lub dla żądzy marnej i nikczemnej pogwałcił największe i najszlachetniejsze ludzkie zasady, a życie napełnił hańbą i rozpaczą? Jak to Simonides mawiał żartem, że szkatułkę z pieniędzmi ma zawsze pełną, a tę z podziękowaniami zawsze pustą, tak ludzie występni, rozpatrując własną niegodziwość, znajdują ją pustą, pozbawioną rozkoszy, próżną nadziei, zawsze zaś pełną lęków, zmartwień, ponurych wspomnień, trwogi o przyszłość, nieufności wobec teraźniejszości. Słyszymy, jak Ino w teatrach przemawia żałując tego, co popełniła:

 

    Niewiasty miłe, gdybym mogła znowu być W komnatach Athamasa, nie spełniwszy nic Z uczynków popełnionych...

 

Tak samo dusza każdego z występnych rozważa w sobie i przemyśliwa, jak by mogła pozbywszy się pamięci o popełnionych występkach i wypchnąwszy z siebie świadomość winy, odzyskać czystość i zacząć nowe życie. Zło wszakże, kiedy się je wybiera, nie ma w sobie nic bezpiecznego, nic trzeźwego, nic pewnego ani trwałego — chyba że, na Zeusa, będziemy występnych uważali poniekąd za mędrców. Ale gdzie mieszka szalona żądza bogactw albo rozkoszy i nieposkromiona zawiść połączona z nieżyczliwością i złą wolą, tam przyjrzawszy się bliżej znajdziesz czającą się zabobonność i niechęć do wysiłku, i tchórzostwo wobec śmierci, i gwałtowną zmienność impulsów, i pogoń za chwalbą przez próżność. Tacy ludzie boją się ganiących ich, a chwalących znowuż obawiają się, że im robią krzywdę oszukując, najbardziej zaś lękają się zwalczających zło, gdyż ci chwalą takich, co uchodzą za dobrych. Twardość bowiem zła, tak jak zardzewiałego żelaza, jest krucha, a opór łatwy do złamania. Toteż skoro po dłuższym czasie zaczynają zdawać sobie sprawę ze swego stanu, popadają w przygnębienie i gniew, i potępiają swoje życie.

 

Człowiek bowiem mało wartościowy jeżeli zwróci depozyt albo poręczy za znajomego, albo weźmie udział ambitnie i zaszczytnie we wspólnej daninie na rzecz ojczyzny — popada natychmiast w skruchę i trapi się tym, co spełnił, ponieważ sąd jego jest ustawicznie zmienny i błąka się po manowcach. Niektórzy obywatele oklaskiwani w teatrach od razu zaczynają jęczeć, gdyż przywiązanie do majątku przemaga żądzę zaszczytów . Tacy zaś, co zamordowali ludzi w spisku celem osiągnięcia tyranii, jak Apollodoros, albo przywłaszczyli sobie mienie przyjaciół, jak Glaukos, syn Epikydesa, mieliby nie czuć żalu, nie znienawidzić samych siebie, nie trapić się tym, co się stało? Co do mnie, jeśli godzi się tak powiedzieć, nie uważam w ogóle za potrzebne, by czy to bóg, czy człowiek karał za bezbożne czyny, gdyż samo życie takich ludzi wystarcza na to, zrujnowane całkowicie i pełne rozpaczy.

 

12. Ale zwróćcie uwagę, rzekłem, czy moje przemówienie nie poszło za daleko?"

 

Na to Timon: „Może i tak, w stosunku do tego, co jeszcze pozostaje do omówienia. Jeszcze bowiem stawiam przed wami, jak zawodnika w odwodzie, końcową trudność, skoro z poprzednimi, uporaliśmy się wystarczająco. To, co Eurypides zarzuca otwarcie bogom, że zwalają:

 

    Rodziców winy na niewinnych synów ich,

 

niewątpliwie mają za złe i ci z nas, którzy milczą. Jedno z dwojga: albo winni sami ponieśli karę, a zatem nie należy karać niewinnych — a wszakże karać dwakroć nawet i winnych się nie godzi; albo, zaniedbawszy ukarania występnych, ściągają za to zapłatę od nic nie winnych, przez co niesłusznie zwłokę odbijają sobie niesprawiedliwością. Na przykład opowiadają, że Ezop miał przybyć do Delf, mając złoto od Krezusa, żeby złożyć wspaniałą ofiarę bogu i rozdać każdemu Delfijczykowi po 4 miny; ale zaszedł jakoby jakiś gniewny spór pomiędzy nim a nimi, tak że on ofiarę złożył, ale pieniądze odesłał do Sardes, uważając tych ludzi za niegodnych hojności. Ci zaś uknuli przeciw niemu oskarżenie o świętokradztwo i strącili z tamtejszej skały zwanej Hyampeja . Rozgniewane tym bóstwo nawiedziło ich, jak mówią, nieurodzajem i wszelakimi niezwykłymi chorobami, tak że rozgłaszali przez heroldów po różnych helleńskich uroczystościach, kto by chciał przyjąć od nich zadośćuczynienie za Ezopa. W trzecim pokoleniu przybył Samijczyk Idmon, nie krewny bynajmniej Ezopa, lecz potomek tych, co go ongiś kupili byli na Samos i jemu zapłaciwszy grzywnę Delfijczycy pozbyli się utrapień. Od tego też czasu podobno karę na świętokradców przeniesiono z Hyampei na Aulię. Aleksandra zaś nawet jego wielbiciele, do których i ja się zaliczam, nie pochwalają za to, że zburzył miasto Branchidy i wyrżnął całą ludność bez względu na wiek za to, że świątynię w Milecie wydali na łup (Persom) ich pradziadowie. Agatokles zaś, tyran syrakuzański, z drwiną i śmiechem odparł Kerkyrejczykom na pytanie, dlaczego pustoszy ich wyspę: "Ponieważ, na Zeusa, ojcowie wasi przyjęli Odyseusza!" A gdy Itakejczycy podobnie składali skargę, że żołnierze zabierają im owce, odpowiedział: "A kiedy wasz król przybył do nas, to jeszcze i pasterza oślepił!" A czyż nie jeszcze bardziej niedorzecznie Apollon obecnie gubi Feneatów zawaliwszy podziemny kanał i zalawszy całą okolicę za to, że podobno tysiąc lat temu Herakles porwawszy wieszczy trójnóg uniósł go do Feneosu? Albo kiedy Sybarytom obwieścił, że skończą się ich utrapienia, kiedy trzykrotną zagładą przebłagają gniew Leukadyjskiej Hery? A wszak Lokrowie od niedawna dopiero przestali posyłać swoje dziewczęta do Troi:

 

    Które bez szaty zwierzchniej i boso, jak niewolnice,

 

    Świtem zamiatać musiały wokoło Ateny ołtarza,

 

    Zasłon na głowach nie mając i nawet już w wieku sędziwym.

 

przez bezwstydny postępek Ajasa . Czy to jest rozsądne i sprawiedliwe? Przecie i Traków nie chwalimy, którzy aż do dziś piętnują swoje żony, mszcząc Orfeusza, ani barbarzyńców znad Padu, że noszą żałobę po Faeto-ilic, jak mówią . A jeszcze godniejsze śmiechu byłoby, gdyby ludzie współcześni śmierci Faetona ją zlekceważyli, a ci, co się zrodzili w pięć czy dziesięć pokoleń później od wypadku, dopiero przywdziali żałobne szaty na jego cześć. Chociaż to byłaby tylko głupota, nic zaś groźnego ani niepowetowanego; ale z jakiej racji gniew bogów na razie znika jak niektóre rzeki, a później wytryska przeciw innym osobom i doprowadza do najstraszniejszych klęsk?"

 

13. Gdy tylko umilkł, ja, obawiając się, żeby znowu nie zaczął cytować jeszcze liczniejszych i większych niedorzeczności, zaraz go zagadnąłem: „No, dobrze, ale czy ty wszystko to uważasz za prawdę?" — Na co on: „Jeżeli nie wszystko, a tylko część, to czy nie uważasz, że rozumowanie napotyka te same trudności?" — „Być może, odrzekłem, to jak z chorymi na ostrą febrę, którzy odczuwają to samo gorąco, czy mają na sobie jedną szatę, czy kilka; jednak, zdjąwszy nadmiar, doznają ulgi. Jeśli zaś nie chcesz (tego uznać), to dajmy temu spokój (choć większość twoich przykładów wygląda na baśnie i fikcje), a przypomnij sobie niedawne Teoksenie °, kiedy to piękną cząstkę ofiarnego mięsa odłożono i obwieszczono, że mają ją otrzymać potomkowie Pindara—jak ci się ten fakt wydał czcigodny i miły?" — „A któż by się nie uradował na widok czci okazanej z wdziękiem i taką starodawną helleńską prostotą? Chyba, że:

 

    W płomieniu zimnym wykute czarne serce ma

 

według samego Pindara". — „No więc, rzekłem, pomijam podobne temu wezwanie w Sparcie "po lesbijskim śpiewaku !", ogłaszane ku czci starodawnego Terpandra — bo sens jego jest ten sam. Ale przecież wy sami uważacie, że w Beocji należy się wam większe znaczenie niż innym, jako żeście z rodu Ofeltasa, a w Fokidzie — gwoli Daifan-(owił. A wy dopiero co byliście obecni i popieraliście mnie, kiedy pomagałem Lykormasom i Satilajosom odzyskać dziedziczne wyróżnienie należne Heraklidom w postaci prawa do noszenia wieńca, mówiąc, że przede wszystkim powinni potomkowie Heraklesa posiadać wszelkie zaszczyty i przejawy wdzięczności za dobrodziejstwa, które on wyświadczył Hellenom, nie doznawszy za to godnej podzięki ani odpłaty". — „O pięknej zaiste i godnej lilozofii sprawie nam przypomniałeś!" — odrzekł on.— „A zatem, mój kochany—ja na to — porzuć ten ostry ton oskarżenia i nie miej za złe, że ponoszą karę potomkowie ludzi złych i występnych, albo też nie pochwalaj i nie ciesz się, kiedy odbierają cześć zacnie urodzeni. Jeżeli bowiem zachowujemy wdzięczność za cnotę dla całego narodu, to logicznie biorąc i kara nie powinna wygasać i przedwcześnie ustawać, tylko iść równorzędnie z nią i odpłacać odpowiednio. Kto się cieszy, widząc, że w Atenach szanowani są potomkowie Kimona, a oburza się i martwi, że idą na wygnanie obywatele z rodu Lacharesa czy Aristiona, ten jest chwiejny i niekonsekwentny, a raczej skory do oskarżania bogów i żywienia do nich pretensji; zarzuca im bowiem, że synowie synów człowieka występnego i zbrodniczego cieszą się widoczną pomyślnością, a z kolei oskarża ich, jeśli rody ludzi bezwartościowych niszczeją i giną; stawiając zarzuty bogu jednakowo: czy to gdy źle się powodzi dzieciom zacnego ojca, czy niegodziwego.

 

14. Otóż te spostrzeżenia, mówiłem, powinny być dla ciebie szańcem przeciw tym zbyt namiętnym oskarżycielom. Wziąwszy teraz znowu jakby koniec nitki z kłębka w dociekaniu co do bóstwa niejasnym, pełnym zawiłości i plątaniny, posuwajmy się ostrożnie i ze spokojem ku prawdopodobieństwu i wiarogodności, jako że nawet w tym, co sami robimy, nie możemy dojść z całą pewnością jasności i prawdy. Na przykład: dlaczego dzieci rodziców zmarłych na suchoty albo wodną puchlinę, sadzamy z nogami w wodzie dopóki zwłoki nie spłoną? — Sądzimy mianowicie, że choroba w ten sposób nie przejdzie na nie ani się nawet nie zbliży. Albo znowuż — z jakiej przyczyny, kiedy koza pochwyci w pysk łodygę mikołajka polnego, cała trzoda zatrzymuje się, aż podejdzie pasterz i wyjmie jej z pyska ziele? Są i inne moce, które zarażają i rozprzestrzeniają się z niewiarygodną szybkością i na odległość, przechodząc z jednych przedmiotów na inne. Ale my podziwiamy odległości czasowe, a nie przestrzenne. A przecież osobliwszą jest rzeczą, że choroba, która powstała w Etiopii, rozszalała się w Atenach, i Perykles zmarł i Tukidides zachorował — niż że za występek popełniony przez Delfijczyków i Sybarytów sprawiedliwość miała dosięgnąć ich synów. Moce bowiem potrafią nawracać od końca ku początkowi i mają ze sobą styczność; przyczyna tego, choćby nam nieznana, po cichu doprowadza do właściwego celu.

 

15. Niemniej kary zsyłane przez bogów dotyczące całych miast łatwo usprawiedliwić. Miasto bowiem jest rzeczą jedną w sobie i zwartą jak żywe stworzenie. Nie przestaje być sobą przez zmiany wieku i nie staje się czymś innym przez upływ czasu, ale zawsze jest bliskie samo sobie i współodczuwające, tak że przyjmuje wszelką winę lub zasługę za rzecz dokonywaną lub dokonaną publicznie, dopóki wspólnota wiążąca wzajemnymi zależnościami utrzymuje jedność. Rozróżniać zaś z biegiem Czasu wielość, a właściwie nieskończoną ilość miast podobne jest do upatrywania w jednym człowieku — kilku na tej podstawie, że teraz jest stary, a przedtem był młodszy, a jeszcze przedtem był chłopcem. A wszystko to razem przypomina te słowa Epicharma, z których sofiści wyprowadzili argument "ze wzrostu": ten, kto zaciągnął dług dawniej, już teraz nic nie jest winien, gdyż stał się kimś innym; zaproszony wczoraj na obiad przychodzi dziś jako nieproszony, bo już nie jest tym samym. A wszakże wiek przynosi większe zmiany w każdym z nas niż zbiorowo w mieście. Rozpoznałby Ateny ktoś, kto by widział je 111)0 lat temu, a zobaczyłby dzisiejsze obyczaje: ruchliwość, tarty, poważne zajęcia, łaski i gniewy ludu całkiem podobne do Nlnrodawnych. A człowiek spotkawszy krewnego lub przyjaciela po latach — pytanie, czy pozna go po wyglądzie. Zmiany zaś charakteru, łatwo ulegającego wpływom wszelakiego rodzaju słów, trudności, namiętności, zwyczajów, nawet stałego współtowarzysza mogą

 

wprawić w zdumienie, tak bywają dziwaczne i niesłychane. Ale jednak człowiek od urodzenia do śmierci uważany jest za jednego i tego samego. Miasto również pozostaje to samo i wobec tego uważamy za słuszne, by dotyczyły go obelgi zasłużone przez przodków na tej samej podstawie, na jakiej ma udział w ich sławie i znaczeniu. Inaczej wrzucilibyśmy niepostrzeżenie wszystkie sprawy w tę Heraklitową rzekę m, w którą on twierdzi, że nie można dwakroć wejść, ponieważ zmienna natura wszystko porusza i przeinacza.

 

16. Jeżeli zatem miasto jest czymś jednym i ciągłym, toć tak samo i ród — związany wspólnym początkiem i przejawiający pewną moc i solidarność. Wszakże płód nie oddziela się od tego, kto go spłodził, jakby sporządzony przezeń przedmiot, gdyż powstał z niego, nie przez niego, tak że posiada w sobie jego cząstkę, słusznie zatem odbiera dotyczącą go karę lub nagrodę. Gdyby to nie wyglądało na żart, rzekłbym, że posąg Kassandra rozbity przez Ateńczy-ków młotem albo zwłoki Dionizjosa wyrzucone poza granice kraju przez Syrakuzańczyków zostały potraktowane bardziej niesprawiedliwie niż ich potomkowie, którzy zapłacili za ich winy. Albowiem w posągu nie było nic z natury Kassandra, a zwłoki Dionizjosa dusza już była opuściła; natomiast w Nysajosie, Apollokratesie, Antypatrze i Filipie, a tak samo we wszystkich innych synach ludzi występnych, jest wrodzona i obecna główna część ich ojców, nie bezczynna i spokojna — oni nią żyją, żywią się, ona kieruje ich postępowaniem i myślą. Nic więc w tym nie ma strasznego ani niedorzecznego, jeśli oni, będąc synami swych ojców, otrzymują należność tych ojców. Ogólnie biorąc, tak jak w medycynie, to, co pożyteczne, jest i słuszne; śmieszny byłby ktoś, kto by głosił, że niesprawiedliwością jest, gdy ktoś cierpi na biodro, przypalać mu wielki palec U, albo przy ropiejącej wątrobie nacinać nadbrzusze, albo gdy wołom miękną racice, smarować im końce rogów . Tak samo ten, co uważa, że kara ma inny cel niż uleczenie zła, i oburza się, jeśli ktoś chce stosować kurację jednych osób przez pośrednictwo innych, tak jak się leczy zapalenie oczu przecinając żyłę — wydaje się nie patrzeć dalej niż na zasięg zmysłów. Nic rozumie bowiem, że nauczyciel karząc ucznia upomina tym samym innych, a wódz dziesiątkując żołnierzy całe wojsko zmusza do karności. W ten sposób pewne dyspozycje do pogorszenia lub poprawy przenoszą się nie tylko z jednej części na inną, ale z jednej duszy na inną duszę bardziej jeszcze niż z ciała na ciało. W ciele bowiem, jak się zdaje, powstawać muszą te same stany i te same zmiany, podczas gdy dusza wiedziona wyobraźnią poprzez ufność i lęk zwykła stawać się gorsza lub lepsza".

 

17. Jeszcze mówiłem, gdy przerwał mi Olimpichos: „Zdajesz się opierać swoje rozumowanie na wielkiej hipotezie — przetrwaniu duszy" . — „I wy, odparłem, ją przyjmujecie, a raczej jużeście przyjęli, gdyż cały wywód

 

ód początku do tego punktu oparty byi na założeniu, że bóg traktuje każdego według jego zasług". Na co on: „Uważasz zatem, że jeśli bogowie zważają na nas i przydzielają wszystko, co komu się należy, to stąd wynika, że dusze są albo całkiem nieśmiertelne, albo przynajmniej istnieją przez jakiś czas po śmierci?" — „Nie, mój drogi — odparłem — ale czyżby bóg mógł być tak małostkowy i niepoważny, żeby liczyć się z nami, gdybyśmy nie posiadali w sobie nic boskiego, poniekąd jemu podobnego, nic trwałego i stałego, tylko gdybyśmy, podobni liściom, jak powiedział Homer, w krótkim czasie więdli i całkiem ginęli? Jak kobiety hodujące i pielęgnujące w jakichś skorupkach ogródki Adonisa, tak bóg utrzymywałby dusze jednodniowe w ciele nietrwałym, nie wydającym mocnego korzenia życia, dusze, które by wyrastały, a potem gasły dla byłe przyczyny? Jeśli chcesz, daj spokój innym bogom, a popatrz tu na tego naszego: czy sądzisz, że on, wiedząc, iż dusze zmarłych natychmiast giną i jak dym czy opar ulatniają się z ciała, nakazywałby tyle sposobów przebłagania zmarłych, tak wielkie dla nich dary i przejawy czci, oszukując przez to i zwodząc wiernych? Co do mnie, nie wyrzeknę się wiary w życie pośmiertne duszy, :hyba, że ktoś, jak Herakles, co porwał trójnóg Pytiim, abali i-unicestwi wyrocznię. Dopóki zaś tyle takich wieszczb jłosi ona i za naszych czasów, jak na przykład ta, którą Dodobno usłyszał Koraks Naksyjczyk, bezbożnością byłoby ikazać duszę na śmierć". Na to ozwał się Patrokleas: „Co to za wieszczba i co

 

to za kruk? Nie znam ani tej sprawy, ani nazwy".— „Gdzież tam, odrzekłem, tylko to moja wina, że użyłem przydomka zamiast imienia. Zabójca Archilocha w bitwie nazywał się podobno Kallondes, a miał przezwisko Koraks. Został on początkowo wygnany przez Pytię (ze świątyni), jako zabójca męża poświęconego Muzom, następnie na sWoje prośby, błagania i usprawiedliwienia otrzymał nakaz udać się do domostwa Tettiksa i tam przebłagać duszę Archilocha. A tym domostwem był Taj-naros; powiadają, że Tettiks Kreteńczyk przybył tam z flotą i założył miasto koło miejsca wywoływania dusz zmarłych. Podobnie Spartanom wyrocznia nakazała przebłagać duszę Pausaniasa; sprowadzili z Italii wywoływaczy dusz, którzy złożyli ofiary i wywiedli duszę ze świątyni .

 

18. Jest to więc, rzekłem, jeden i ten sam argument, potwierdzający jednocześnie i Opatrzność boską, i przerwanie duszy, tak że nie sposób odrzucić jednego nie odrzucając drugiego. Jeśli zaś dusza po śmierci istnieje, to jest jeszcze bardziej prawdopodobne, że odbiera i kary, i nagrody; za życia bowiem walczy jak atleta na zawodach, R gdy zakończy walkę, otrzymuje to, na co zasłużyła. Ale le jakieś łaski czy też kary, które za uczynki spełnione zit życia otrzymuje na tamtym świecie, one są dla nas, żyjących, niczym: nie wiemy o nich, nie wierzymy w nie. Natomiast te, które dotyczą potomstwa i rodu, widoczne dla ludzi, wielu występnych odwracają i powstrzymują od zła. A że nie ma kary gorszej ani haniebniejszej dla człowieka niż widzieć, jak własne potomstwo cierpi za jego winy, i że duszy człowieka bezbożnego i zbrodniczego, która po śmierci widzi nie tylko posągi

 

19. Bion twierdzi, że bóg karzący synów ludzi występnych jest bardziej wart śmiechu niż lekarz, który by leczył wnuka czy syna z choroby dziadka lub ojca. W jakiś jednak sposób są te sprawy do siebie niepodobne: ktoś bowiem leczony nie uleczy przez to z choroby kogoś innego; nikt cierpiący na zapalenie oczu czy gorączkę nie poczuje się lepiej zobaczywszy, że komuś przykłada się maść albo kataplazm. Kary natomiast na występnych pokazują wszystkim, że zadaniem sprawiedliwości wymierzonej należycie jest powstrzymywanie jednych

 

    Złowrogi ukaże serca swego plon

 

— jak powiada Pindar?

 

20. Czyżby bóg w tej sprawie nie był mądrzejszy od Hezjoda, który wzywa i zaleca:

 

    Nie po powrocie bynajmniej ze złowróżbnego pogrzebu Płodzić potomstwo, lecz z uczty wracając bogów wieczystych

 

— jako że nie tylko występność lub cnotę, ale i smutek, i radość, i wszelkie uczucia otrzymuje w dziedzictwie potomstwo; toteż trzeba je płodzić w radości, wesołości i pogodzie? Natomiast ani rzeczą Hezjoda, ani w ogóle rzeczą ludzkiej mądrości, a jedynie boskiej, jest dostrzeganie i rozpoznawanie podobieństw i różnic, póki jeszcze nie przejawią się i nie popadną pod wpływem namiętności w wielkie zbrodnie. Wszak młode niedźwiedzi, wilków i małp od razu wykazują wrodzony charakter, nie ukrywany, ani sztucznie udawany; a natura ludzka, podlegająca obyczajom, wierzeniom i prawom, często tai zło, a udaje dobro, tak że może albo wymazać całkowicie i usunąć przyrodzone piętno występności, albo przynajmniej ukrywać je przez dłuższy czas, osłaniając je chytrością jakby pokrowcem. Ono uchodzi wtedy naszej uwadze, gdyż dopiero jakby przez ukąszenie czy cios poszczególnego występku odczuwamy niegodziwość, a raczej w ogóle uważamy, że ludzie stają się występni, kiedy popełniają występek, rozpustni — gdy oddają się lubieżności, tchórzliwi — gdy uciekają, tak jakby ktoś głupio myślał, że skorpionom wtedy wyrasta żądło, gdy ukłują, a żmijom jad — gdy ukąszą. Nic jednocześnie bowiem dany człowiek staje się złym i okazuje się złym, tylko ma w sobie zło od początku, ale chwyta się okazji i możności — złodziej, by ukraść, tyran, by popełnić bezprawie. Ale bóg nie jest przecież nieświadom usposobienia i natury każdego człowieka, jako że zwykł bardziej się zajmować duszą niż ciałem, i nie czeka z karą aż przemoc przejawi się w rękoczynach, bezwstyd — w słowach, a lubieżność — w aktach płciowych. Bo przecież on się nie mści na występnym doznawszy samemu krzywdy, ani nie gniewa się na rabusia jako obrabowany, ani nie nienawidzi cudzołożnika jako znieważony przezeń — tylko przeważnie karze rozpustnika, zachłannego, krzywdziciela gwoli uleczenia go, niszcząc zło jak epilepsję, zanim się przejawi.

 

21. A my dopiero co się oburzaliśmy, że występni późno i nierychło odbierają karę, a teraz znów uskarżamy się na to, że bóg jeszcze przed popełnieniem zła ukróca samą skłonność i usposobienie doń — nie zdając sobie sprawy, że przyszłość nieraz jest gorsza i groźniejsza od przeszłości, a to, co niewidoczne, od jawnego. Lecz nie możemy dociec przyczyn, dla jakich lepiej jest niektórych pozostawić w spokoju, chociaż zawinili, u innych zaś uprzedzić sam zamiar; akurat tak samo jak, dlaczego niektórym w chorobie leki nie pomagają, a innym, którzy wprawdzie nie chorują, ale są w niebezpieczniejszym stanie od tam-(ych, wychodzą na dobre. Stąd nie wszystkie:

 

    Rodziców winy na ich dzieciach karze bógm,

 

ale jeśli ze złego ojca rodzi się dobry syn, jak zdrowy z ułomnego, to zostaje uwolniony od klątwy rodowej, tak jakby był wyjęty spod władzy zła. Jeżeli zaś nicpoń odnawia w sobie szkodliwe dziedzictwo rodu, to bez wątpienia godzi się, by on odziedziczył karę za występność, lak jakby płacił długi spadkowe. Przecież Antigonos nie poniósł kary za Demctriosa, ani ze starodawnych bohaterów Fyleus za Augiasza czy Nestor za Neleusa (cnotliwi bowiem byli, choć synowie niecnotliwych). Ale tych, których natura chętnie przyjęła rodzinną skazę, dosięgła sprawiedliwość ścigająca podobieństwo zła. Tak to bowiem brodawki, czarne znamiona i znaki rodzime, które nie przeszły z ojca na syna, odżywają później na nowo u wnuków; tak też pewna kobieta, Hellenka, urodziwszy czarne dziecko i oskarżona o cudzołóstwo, wykryła, że miała w czwartym pokoleniu przodka Etiopa. A jeden z synów niedawno zmarłego Pythona z Thisbe, tego, co twierdził, że pochodzi od Spartów, rzeczywiście pokazywał na ciele znak włóczni — podobieństwa rodowego, który przez tyle wieków się przechował i jakby znów wybił na powierzchnię z otchłani. Tak oto nieraz pokolenia kryją w sobie i tają pradawne cechy i namiętności duszy, a później niekiedy i w innych osobach natura ta rozkwita i wydaje właściwy owoc w występku lub cnocie".

 

22. Powiedziawszy to, zamilkłem. Olimpichos zaś uśmiechnąwszy się rzekł: „Nie chwalimy ciebie, iżby nie wyglądało, że rezygnujemy z mitu, jak gdyby wystarczyło samo rozumowanie jako dowód. Kiedy i to usłyszymy, wtedy dopiero wypowiemy swój sąd".

 

Tak więc zacząłem opowiadać: „Mąż z Soloj, krewny i przyjaciel tego Protogenesa, co to był tu z nami, początkowo żył w wielkiej rozwiązłości i w krótkim czasie utraciwszy majątek, zmuszony sytuacją przez jakiś czas prowadził się po łajdacku; pożałowawszy bogactwa, ubiegał się teraz o nie, podobnie jak mężowie, którzy o swe żony nie dbają, ale gdy porzucona poślubi innego, usiłują ją uwieść. Nic cofając się więc przed żadnym haniebnym procederem, jeśli prowadził do zysku lub użycia, zebrał wprawdzie niewielki majątek, ale w krótkim czasie pozyskał sławę wielkiego łajdaka. Najbardziej zaś zaszkodziła mu pewna wyrocznia, którą otrzymał od Amfilocha; podobno posłał zapytanie, czy resztę życia spędzi lepiej, na co dostał odpowiedź, że będzie mu się wiodło lepiej, gdy umrze.

 

A jakoś wypadek zdarzył, że go to właśnie w niedługim czasie spotkało. Spadł z pewnej wysokości i skręcił kark: nie było rany, tylko uderzenie, od którego stracił przytomność, a na trzeci dzień, już w trakcie pogrzebu, odżył. Od razu odzyskawszy siły i przytomność, w niewiarygodny wręcz sposób odmienił życie; Cylicyjczycy nie znali w tym czasie człowieka uczciwszego w interesach, pobożniejszego względem bogów, groźniejszego dla wrogów, a wierniejszego dla przyjaciół; tak że jego znajomi chcieli dowiedzieć się przyczyny tej różnicy, sądząc f g tak wielka przemiana charakteru nie mogła zdarzyć się przypadkowo. I rzeczywiście tak było; jak sam opowiedział Protogenesowi i innym godnym szacunku przyjaciołom.

 

23. Gdy świadomość opuściła jego ciało, czuł się na razie jak nurek ", który z pokładu statku skoczył w głębinę. Następnie, uniósłszy się trochę, miał wrażenie, że całą piersią odetchnął i rozejrzał się naokoło, jak gdyby dusza otwierała się na kształt oka. A nie widział nic z tego, co widywał poprzednio, tylko ciała niebieskie olbrzymie i oddzielone od siebie niesłychanymi odległościami, promieniejące blaskiem zachwycającej barwy o takiej intensywności, że dusza, żeglując lekko na tej światłości jak łódź na spokojnej toni mogła szybko się poruszać w każdym kierunku. Pomijając większość widoków, mówił, że dusze zmarłych wznosiły się ku górze tworząc ogniste bąble, przed którymi rozstępowało się powietrze, a następnie bąble te powoli pękały, a dusze z nich wychodziły wygląd mając ludzki, ale wiotkie były i o niejednakowych ruchach: jedne wznosiły się z niezwykłą lekkością i mknęły prosto wzwyż, inne zaś jak wrzeciona wirowały w kółko to w górę, to w dół, na kształt zamąconej w ruchu spirali, która powoli i ledwie po długim czasie się uspokajała. O większości dusz on nie wiedział, kim by były, ale ujrzawszy dwie czy trzy znajome, spróbował zbliżyć się i nawiązać rozmowę; one jednak ani nie słyszały go, ani nie były w pełni przytomne, tylko w oszołomieniu i popłochu, unikając cudzego wzroku i dotknięcia błąkały się najpierw samotnie, następnie zaś, gdy spotykały inne dusze w podobnym stanie, splatały się z nimi i miotały się bezładnie wydając nieartykułowane dźwięki, połączone jakby z okrzykami lęku i żałoby. Inne zaś, pławiąc się w czystej atmosferze, były promienne i często przyjaźnie zbliżały się do siebie wzajemnie, unikały zaś tamtych niespokojnych. Jak się zdawało, okazywały niechęć kurcząc się, radość zaś i sympatię — rozszerzając się i rozprzestrzeniając.

 

24. Wówczas, jak mówił, rozpoznał duszę jednego krewniaka, choć nie z całkowitą pewnością, jako że tamten zmarł był, gdy on sam był jeszcze dzieckiem. Dusza ta zbliżyła się i przemówiła: "Witaj Thespesiosie". On zdziwiony odrzekł, że się nazywa nie Thespesios, tylko Aridajos; na to ona: "Tak, przedtem; ale odtąd będziesz się zwał Thespesios . Ty bowiem nie umarłeś, lecz za łaską bogów przybywasz tutaj z całą świadomością, a resztę duszy zostawiłeś w ciele jak kotwicę. A znakiem tego, wiedz, i teraz, i na przyszłość niech będzie, że dusze zmarłych nie rzucają cienia i nie mrugają". Słysząc to Thespesios zebrał myśli i przyjrzawszy się sobie zobaczył jakby niewyraźną i ciemną kreskę unoszącą się wraz z nim w powietrzu ; inne zaś dusze wokoło były promienne i przejrzyste, choć nie wszystkie jednakowo. Jedne, jak najczystszy księżyc w pełni, wysyłały światłość jednolitej barwy, delikatną i ciągłą; inne miały rozsiane jakby łuski czy drobne sińce; jeszcze inne były całkiem pstre i osobliwe na wygląd; a inne w końcu miały niewyraźne zadraśnięcia.

 

25. Krewniak więc Thespesiosa (gdyż nic nie przeszkadza nazywać dusze ludzkimi imionami) wszystko mu wyjaśniał. Mianowicie Adrasteja, córka Zeusa i Konieczności, jest wyznaczona na mścicielkę wszystkich win, i żaden przestępca nie jest tak wielki, ani tak mały, by jej czy (o umknąć niepostrzeżenie, czy to sprzeciwić się siłą. Każdy rodzaj kary — a jest ich trzy — przynależy Innej Strażniczce i karcicielce. Tymi, którzy odbierają kurę w ciele i poprzez ciało, zajmuje się szybka Pojne, traktująca ich dość łagodnie i pomijająca niejedno, co by wymagało oczyszczenia; tych, których trudniej wyleczyć ze zła, po śmierci ich demon przekazuje Dike. Całkiem zaś nieuleczalnych, których Dike odrzuciła, ściga trzecia, najokrutniej sza ze służebnic Adrastei, Erynia; oni błąkają się i usiłują uciec, każdy po swojemu, ale ona srogo i okrutnie wszystkich porywa i więzi w otchłani niewysłowionej i niewidzialnej.

 

Co do innych rodzajów kar — wymierzane przez Pojne za życia podobne są do stosowanych przez barbarzyńców; Persowie bowiem chłoszczą i rozdzierają tiary i szaty skazanych, a ci z płaczem błagają, by przestać . Otóż kary majątkowe i cielesne nie sięgają dotkliwie w głąb i nie dochodzą do samego korzenia zła, a przeważnie dotyczą jedynie zmysłów i wyobrażeń.

 

26. Kto zaś przybędzie tutaj ze świata nie ukarany i nie oczyszczony, tego chwyta Dike nagiego i z duszą całkowicie widoczną, nie mającego się gdzie skryć ani ujść, ani zakryć swej nieprawości, lecz zewsząd przez wszystkich jest widziany. Ona go pokazuje najpierw jego zacnym rodzicom—jeśli tacy są — i przodkom, dla których jest wstrętny i niegodny; jeśli zaś oni są nic nie warci, to on ogląda ich kary, a oni —jego, po czym odbywa długą pokutę — każda zjego żądz zostaje zeń wyrwana przez cierpienia i bóle o tyle dotkliwsze i przewyższające srogością cierpienia cielesne, o ile jawa jest wyraźniejsza niż sen. Blizny zaś i sińce pozostawione przez namiętności u jednych dusz pozostają bardziej, u innych mniej. "Popatrz no, rzekł, na te różnolite i pstre barwy dusz: ciemna i brudna to kolor podłości i chciwości; krwista i ognista — okrucieństwa i srogości; gdzie jest niebieskawa, tam ledwie udało się wyplenić żądzę rozkoszy; nieżyczliwość i zawiść wydają kolor śniedzi i rozkładu, tak jak sepie wydzielają swój atrament. Tam na ziemi zło w duszy zdeprawowanej i /. kolei deprawującej ciało wytwarza te barwy, a tutaj celem oczyszczenia i kary jest ich zatarcie tak, by dusza siała się świetlana i jednobarwna. A zanim to nie zajdzie, zdarzają się nawroty żądz, powodując drgawki i wstrząsy, U niektórych dusz słabe i szybko przygasające, a u innych gwałtowne i pełne napięcia. Jedne więc dusze raz po raz karane, odzyskują swój pierwotny stan i usposobienie, inne zaś na skutek przemożnej głupoty i szczególnej lubieżności trafiają z powrotem w ciała żywych stworzeń. Bo jedna dusza skłania się do {powtórnych) narodzin przez słabość rozumu i lenistwo myśli, a inna znów, potrzebując narządu rozwiązłości, pragnie powiązać swe żądze z użyciem i korzystać zeń za pośrednictwem ciała; tutaj bowiem istnieje jedynie znikomy cień i sen o rozkoszy nigdy nie spelniony".

 

27. Rzekłszy to, powiódł szybko Thespesiosa, mknąc luz trudu prosto poprzez niezmierzoną jakąś przestrzeń, unosząc się na promieniach światła jak na skrzydłach, aż przybyli do ogromnej przepaści rozciągającej się w głąb. Tani Opuściła Thespesiosa moc, która go niosła. Zobaczył, że z innymi duszami działo się to samo: zbijały się w gromadę jak ptaki i latały nisko okrążając przepaść, w poprzek Której nic odważały się przelecieć. Przepaść zaś wyglądała wewnątrz jak dionizyjskie groty, strojne w zieleń i ubarwione wszelakim kwieciem. Unosił się z niej łagodny i subtelny powiew, który niósł cudowną woń pełną rozkoszy, wywołującą nastrój jak u ludzi upojonych winem. Dusze rozweselone tym aromatem rozprężały się i okazywały sobie wzajemnie serdeczność, tak że całe to miejsce wkoło było pełne bakchicznego nastroju, śmiechu, wszelakiej harmonii i zabawy.

 

Krewniak Thespesiosa powiedział, że to tędy Dionizos wkroczył do nieba, a później wprowadził tam Semele, a miejsce to nazywa się Lethe. Toteż nie pozwolił Thespesiosowi dłużej tam przebywać, choć on bardzo chciał, lecz odciągnął go przemocą, pouczając jednocześnie, że pod wpływem przyjemności rozum taje i rozpływa się, pierwiastek zaś irracjonalny i cielesny, nabrawszy mięsistości i wilgoci, przywodzi na pamięć byt w ciele; a z tej pamięci rodzi się tęsknota i pragnienie wiodące do (powtórnych) narodzin, które są skłonieniem się duszy obciążonej wilgocią ku ziemi.

 

28. Przebywszy drugie tyle drogi, ujrzał, jak mu się zdawało, ogromny krater i wpływające doń strumienie: jeden bielszy od piany morskiej i od śniegu, drugi lśnił purpurowo jak tęcza, inne mieniły się przeróżnymi barwami, które z daleka miały każda odrębny odcień. Gdy się zbliżyli, krater ów okazał się głęboką otchłanią w łonie atmosfery, barwy zaś wszystkie przyćmiły się i kolorowość znikła — pozostała jedynie biel. Zobaczył tam trzy demony usadowione w trójkąt, mieszające te strumienie w pewnych proporcjach. Przewodnik Thespesiosa powiedział, że do tego miejsca dotarł Orfeusz, szukając duszy swej żony i przez błąd pamięci rozpowszechnił między ludźmi wieść, że wyrocznia w Delfach jest wspólna Apollona i Nocy, co jest fałszywe, gdyż Apollon nie ma nic wspólnego z Nocą. — "Tutejsza natomiast wyrocznia, rzekł, jest wspólna Nocy i Księżyca (Selene), nigdzie nie mająca kresu ani jednej jakiejś siedziby, tylko błąkająca się wśród ludzi w postaci snów i widziadeł. Stąd bowiem sny, biorąc to, co proste i prawdziwe i mieszając z oszukańczym i zmiennym, rozsiewają je po świecie.

 

29. A wyrocznię Apollona czy będziesz zdolny zobaczyć, nie wiem, gdyż 'cuma' duszy nie luzuje się i nie puszcza jej wzwyż, tylko ściąga w dół, przymocowana do ciała". Jednocześnie starał się przyprowadzić Thespesiosa bliżej i pokazać mu światło płynące z trójnoga, które—jak mówił — poprzez łono Temidy sięga aż na Parnas. On usiłował je dojrzeć, ale nie mógł dla zbytniego blasku, posłyszał jedynie przechodząc przenikliwy głos kobiecy, obwieszczający wierszem między innymi, jak się zdaje, czas jego własnej śmierci. Duch zaś powiedział, że to głos Sybilli, która wyśpiewuje proroctwa o rzeczach przy-n/lycli, unosząc się na obliczu księżyca. Chcąc posłyszeć więcej, Thespesios został odepchnięty wstecz przez

 

rozpęd księżyca, jak przez wir, i niewiele tylko usłyszał; między innymi o górze Wezuwiuszu i płomieniach, w których znajdzie się Dikajarchia, oraz krótki fragment wiersza o ówczesnym cesarzu :

 

    ...zacnym będąc, na skutek choroby swe berło utraci.

 

30. Następnie zwrócili się gdzie indziej, by oglądać dusze podlegające karom. Na początku był to widok tylko żałosny i przykry; ale potem Thespesios nic się nie spodziewając napotkał swoich bliskich, przyjaciół i krewnych za karę znoszących straszne cierpienia, bolesne i sromotne męczarnie; a oni skarżyli się mu i lamentowali. W końcu zaś ujrzał rodzonego ojca, wynurzającego się z jakiejś otchłani, pokrytego piętnami i bliznami, wyciągającego ku niemu ręce; nie miał on przy tym możności zamilczeć, lecz był zmuszony przez nadzorców kar wyznać, że zbrodniczo otruł pewnych gości dla ich złota; na ziemi to dało się zataić przed wszystkimi, ale tutaj został wykryty i jedne męki już wycierpiał, inne jeszcze go czekały. Thespesios z zaskoczenia i przerażenia nie odważył się orędować i wstawiać za ojcem, chcąc zaś zawrócić i uciec, nie ujrzał już tego łagodnego i znajomego przewodnika, lecz popchnęli go naprzód jacyś inni o wzbudzającym strach wyglądzie, jakby było dlań koniecznością przejść tamtędy. Oglądał więc znanych przestępców, którzy już ponieśli karę na miejscu — tych męka nie była tak ciężka, ani tak długa, jako że odnosiła się tylko do irracjonalnej i podległej namiętnościom części duszy. Wszystkich tych natomiast, którzy nadawali sobie pozór cnoty i żyli w poważaniu, zatajając niegodziwość, inni, otaczający ich, zmuszali okrutnie i boleśnie wywrócić duszę na nice, a oni wili się i skręcali nienaturalnie, tak jak skolopendry morskie gdy połkną haczyk, wywracają się całe na zewnątrz . Niektóre dusze (ci oprawcy) obdzierali ze skóry i rozwijali, pokazując zepsucie i plamistość — bo ich niegodziwość mieściła się w intelekcie jako władzy naczelnej. A jak mówił, widział inne dusze splecione jak żmije parami albo po trzy i więcej, pożerające się nawzajem z mściwości i nienawiści za to, co wycierpiały same lub uczyniły innym za życia. A były tam jeziora położone obok siebie: jedno z roztopionego złota, drugie — z lodowato zimnego ołowiu, trzecie — z chropawego żelaza. Stały nad nimi demony, które, jak kowale, chwytały obcęgami i zanurzały w nich po kolei dusze ludzi splamionych chciwością i zachłannością. Płonąc w złocie stawały się one rozpalone do czerwoności i cale ogniste; wtedy zanurzano je w ołów, gdzie krzepły z zimna i twardniały jak grad, a następnie trafiały do jeziora z żelaza; tam stawały się przerażająco czarne, łamały się, kruszyły i zmieniały kształt, po czym znów wrzucano je do złota. Cierpiały, jak mówił, przez te zmiany okropne męczarnie.

 

31. Najgorzej zaś cierpiały te, które już myślały, że wyrok ich się skończył, a tymczasem znów je chwytano; były to te, których kara przeszła na dzieci lub dalsze potomstwo, Skoro bowiem któraś z owych dusz (potomków) przybywała i na nie natrafiała — rzucała się z wściekłością i krzykiem, pokazując na sobie ślady doznanych cierpień i ścigając je obelgami; a one próbowały uciec i skryć się, lecz nie mogły. Natychmiast bowiem doganiali je oprawcy i gnali z powrotem na męki, a one jęczały, wiedząc zawczasu, co je czeka. Opowiadał, że do niektórych czepiały się wprost cale roje dusz potomków, jak pszczół albo nietoperzy, z piskiem wypominające im w złości, co przez nie wycierpiały.

 

32. Na koniec zobaczył dusze gotujące się do ponownych narodzin, zmuszane gwałtem do wejścia w ciała różnych zwierząt. Przekształcali je robotnicy, różnymi narzędziami kując, spajając i łącząc różne członki, inne wykręcając, jeszcze inne spłaszczając tak cienko, że stawały się prawie niewidoczne — aby się przystosowały do odmiennego życia i odmiennych obyczajów. Wśród nich napotkał duszę Nerona, już ciężko cierpiącą, przebitą rozpalonymi gwoździami. Kiedy owi robotnicy przygotowywali dla niej postać żmii Nikandrowej, w której miała żyć, przeżarłszy swą ciężarną matkę, nagle, jak mówił, zabłysła wielka światłość, a z niej ozwał się głos nakazujący przemienić Nerona w postać innego, łagodniejszego stworzenia, śpiewającego w bagnach i jeziorach. Już bowiem za swe zbrodnie odbył pokutę, a należy mu się nieco łaski od bogów za to, że spośród swych poddanych obdarzył wolnością plemię najlepsze i najmilsze bogom.

33. Do tej chwili był (Thespesios) tylko widzem. Kiedy zaś chciał zawrócić, przeraził się niewymownie, gdyż pochwyciła go niewiasta niezwykłej urody i wzrostu, mówiąc: "Chodź no tu, ty, żebyś lepiej wszystko zapamiętał!” i chciała go dotknąć rozpalonym do czerwoności pręcikiem, jakiego używają malarze. Ale inna niewiasta jej przeszkodziła, a on został nagle porwany jakby na linie, przez potężny i gwałtowny podmuch, dopadł swego ciała i otworzył oczy już prawie w samym grobie."