Mispogon, albo Nieprzyjaciel Brody

Total votes: 3585

Rutilius

I

Poeta Anakreon napisał wiele zachwycających pieśni, które sławiły
luksusowe życie, jakim obdarzyła go Tyche. Ale Alceusowi i
Archilochowi z Paros bóg nie zezwolił na poświęcenie życia zabawie i
przyjemności. Aby zaś skłonić ich do znoszenia trudów, raz jednych, raz
drugich, zmniejszono ciężar nałożony na nich przez Niebiosa i przeklęci
zostali ci, którzy ich zwodzili. Lecz, jako, że prawo zakazuje mi oskarżać
imiennie tych, którym wszelako nie uczyniłem żadnego zła, [to jednak]
próbują okazywać mi swą nienawiść; z drugiej zaś strony dominujący
obecnie między dobrze urodzonymi styl edukacji, zabrania mi użycia
muzyki, składającej się na tę pieśń. W tych bowiem czasach ludzie
uważają, że bardziej poniżające jest studiowanie muzyki niż nieuczciwe
wzbogacenie się. Pomimo tego jednak, nie zrzeknę się z tej przyczyny
pomocy, którą posiadam dzięki darowi Muz. Istotnie bowiem,
obserwowałem, że nawet barbarzyńcy po drugiej stronie Renu śpiewają
barbarzyńskie pieśni, skomponowane w języku przypominającym kraczące
ptactwo i w owych pieśniach znajdują upodobanie. Ponadto zawsze dzieje
się tak, że nawet pośledni grajek, pomimo, że drażni swe audytorium,
znajduje przecież w tym muzykowaniu ogromną radość. Z tą myślą, często
powtarzam sobie, tak jak Ismenias, chociaż me mierne talenty nie dają się
nawet porównywać z jego, że mam, jak się przekonałem, podobną
niezależność ducha, zatem – „Sobie śpiewam, a Muzom”.

II

Aczkolwiek pieśń, którą właśnie snuję, została ułożona prozą i
zawiera dużo gwałtownych wyrzutów, skierowanych nie, na Zeusa,
przeciwko innym – jakże by mogło tak być, odkąd jest to prawem
zakazane, lecz przeciwko poecie i autorowi – czyli samemu sobie. Prawo
wszak nie zakazuje pisania własnej apoteozy, ani też krytyki. Zatem, jako,
że nie mam powodów do chwalenia samego siebie, chociaż byłbym
niezmiernie rad, mogąc to uczynić, mając zaś nieskończenie wiele
powodów do ganienia, zacznę od swej twarzy. Jako, że natura nie uczyniła
jej ani zbyt przystojną, ani zbyt zaszczytną, ani nie dała jej tego powabu
młodości, ja sam, z czystej perwersji i złośliwej irytacji, dodałem mej
twarzy długą brodę, aby twarz mą pokarać, gdyż wydaje się być wielką
zbrodnią nie być przystojnym z natury. Z tego samego powodu cierpię,
gdyż stała się ona siedliskiem pierzchających w nich wszy, jak gdyby była
zaroślami, w których skrywają się dzikie zwierzęta. Co się zaś tyczy
łapczywego jedzenia lub picia z szeroko otwartymi ustami, nie jestem w
stanie, a powinienem się tym zająć, spożywać pokarmu w ten sposób, gdyż
obawiam się połknięcia swych własnych włosów wraz z kawałkami
chleba. W kwestii bycia całowanym, lub całującym, najmniej jeszcze
odczuwam związane z brodą niedogodności. I właśnie dlatego, jak i z
innych jeszcze powodów, broda jest ewidentnie uciążliwa, odkąd nie
pozwala mi przycisnąć ogolonych „ust do ust bardziej rozkosznie” (chyba
z tego powodu, że takie usta są bardziej gładkie, jak mniemam), jak napisał
już jeden z tych, którzy z pomocą Pana i Kalliope komponował wiersze na
cześć Dafne. Lecz, mówicie, że brodę swą mógłbym skręcać na kształt
powrozów. Cóż, jestem skłonny przychylić się do waszego zdania, jeśli
tylko znajdziecie dość siły, aby me włosy skręcić, a ich szorstkość nieuczyni przerażających zniszczeń waszym „nieużywanym i delikatnym
dłoniom”. I niechaj nikt nie przypuszcza, że czuję się obrażony waszą
satyrą. Osobiście spieszę z przeprosinami do was, gdyż nosząc na twarzy
swą brodę tak, jak noszą ją kozły, mógłbym przecie, jak przypuszczam,
uczynić mą twarz delikatną i ogoloną, jak noszą się przystojni młodzieńcy
i wszystkie kobiety obdarzone przez naturę powabem. Lecz wy, nawet
będąc w podeszłym wieku, gorliwie naśladując własnych synów i własne
córki przez wydelikacony i miękki sposób waszego życia lub, być może,
przez wasze zniewieściałe skłonności, starannie golicie swe podbródki, zaś
wasza męskość, ledwo co ujawnia się i nieznacznie zaznacza na waszych
czołach, nie zaś w wąsach, jak to ma miejsce u mnie.

III

Lecz, jak gdyby zwykła długość mej brody nie wystarczała, na
dodatek i ma głowa jest rozczochrana i rzadko włosy me ścinam, takoż i
paznokcie, zaś palce mam ciągle niemal całe czarne od częstego używania
pióra. A jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś, co zwykle jest
tajemnicą, także ma pierś jest kudłata i cała pokryta włosami, jak piersi
lwów, które monarchami są między dzikimi bestiami, tak jak i ja [jestem
monarchą] i nigdy w mym życiu nie wygładziłem mej piersi, taki jestem
sczezły i obskurny; nigdy też żadnej innej części ciała mego nie ogoliłem i
nie wypielęgnowałem. Gdybym miał brodawki, jak Cycero, powinienem
wam o tym powiedzieć, ale tak się jakoś dzieje, że nie mam żadnej. Za
waszym pozwoleniem, powiem wam coś jeszcze. Nie jestem wcale kontent
mając swe ciało w takim chropawym stanie, lecz zaprawdę, styl życia,
jakiemu hołduję, jest rzeczywiście wielce rygorystyczny. Sam wygnałem
się z teatrów, takim jestem idiotą! Nie dozwalam też na swym dworze [ażeby ustawiono] thymele1, za wyjątkiem pierwszego dnia Nowego Roku,
bo jestem zbyt wielkim głupcem, ażeby się tym cieszyć, tak jak jakiś
wieśniak, który ze swego małego majątku musi zapłacić podatek lub oddać
trybut brutalnemu panu. A jeśli już nawet wejdę do teatru, wyglądam jak
zbrodniarz – pokutnik. Następnie znowu, jako, że tytułują mnie Potężnym
Cesarzem, nie zatrudniam nikogo do nadzoru nad mimami, ani też woźnicy
rydwanów nie zatrudnię jako swego oficera, czy dowódcy wojsk, tak
dzieje się ze mną w całym zamieszkanym świecie. I, obserwując to
zupełnie niedawno, „przypomnij sobie teraz jego młodość, jego rozum i
mądrość”.

IV

Prawdopodobnie będziecie mieli jeszcze i inne pretensje i jasne
dowody bezwartościowej mej natury – dlatego to kontynuuję i dodam tu
więcej jeszcze z mej dziwnej charakterystyki. Mam na myśli to, że ja w
ogóle NIENAWIDZĘ wyścigów konnych, tak jak dłużnik nienawidzi
rynku. Dlatego tak rzadko asystuję w wyścigach, wówczas jedynie, gdy
trwają igrzyska ku czci bogów, a i wtedy nie zostaję na nich całego dnia,
tak jak zwykł czynić to mój kuzyn, mój wuj, brat i syn mego ojca. Sześć
wyścigów to wszystko, co oglądam i zadowolony jestem, gdy mogę się
stamtąd ulotnić.

V

Lecz wszystkie te rzeczy – to są jeno pozory, i w rzeczy samej, jakże
niewielką cząstkę mej urazy do was dotąd opisałem! Lecz wracając do
mego prywatnego życia na mym dworze. Bezsenne noce na mym barłogu i
dieta, która jest niczym innym, jak przesytem, nadającym memu
nastrojowi szorstkość i nieprzyjazne uczucia w stosunku do pełnego
luksusów miasta, jak wasze. Jednakże nie po to jest to wszystko, ażeby
dawać wam przykład, że przyswoiłem sobie me przyzwyczajenia. Lecz w
dzieciństwie ukazała się mi tajemnicza i bezrozumna zjawa, która
namówiła mnie do wypowiedzenia wojny przeciwko własnemu żołądkowi,
tak więc nie pozwalam mu napełniać się olbrzymią masą pożywienia. Z
powodu tego zdarzenia jest mi zaprawdę niezwykłe wymiotowanie
własnym pokarmem. I, jako, że pamiętam, iż takie zdarzenie doświadczyło
mnie raz jedynie, odkąd zostałem cesarzem i było spowodowane
przypadkiem, a nie przejedzeniem, warto by może poświęcić chwilę na
opowiedzenie historii, która sama w sobie nie jest może zbyt wdzięczna,
lecz właśnie przez to wyjątkowo przypadła mi do gustu.

VI

Historia ta zdarzyła się na zimowych kwaterach w mej umiłowanej
Lutecji - jak Celtowie zwą stolicę Paryzjów. To malutka wyspa leżąca na
rzece, otoczona murem, i z drewnianymi mostami po jej obu stronach.
Rzeka rzadko podnosi się i opada, zazwyczaj jej poziom jest taki sam, tak
latem, jak i zimą, dostarczając wody, która jest zarówno miła dla oka, jak i
bardzo przyjemna dla każdego, kto zechciałby się jej napić. Z tych
powodów mieszkańcy owej wyspy przeważnie czerpią swą wodę prosto z
rzeki. Zima tutaj jest raczej średnia, prawdopodobnie ze względu na ciepło
pobliskiego oceanu, który rozpościera się nie dalej jak jakieś 900 stadiów
od miasta i być może lekka morska bryza niesie się od wody tak daleko, jako, że morska woda zdaje się być raczej ciepła, niżeli świerza. W
każdym razie, z tego, czy z innych powodów, których nie znam, fakty są
takie, jak mówię – ludzie tam mieszkający mają z reguły cieplejszą zimę.
Rosną tam również dobre gatunki winnej latorośli, a niektórzy mieszkańcy
hodują nawet drzewka figowe, przykrywając je zimą chociażby częściami
znoszonej odzieży, okrywając słomą i rzeczami w tym rodzaju, jakich
używa się do zabezpieczania drzew przed szkodami spowodowanymi
zimnym wichrem. Ta jednak zima była zimniejsza niż zwykle, a rzeka
przynosiła olbrzymie bloki z kry, wyglądające zupełnie jak kawałki
marmuru. Wiecie zapewne, o co mi chodzi? To taki biały kamień
sprowadzany z Frygii, te bloki lodu wyglądały dokładnie tak samo, wielkie
i spływające w dół rzeki jedna za drugą. Prawdę mówiąc, to wyglądało
nawet na to, że lodem skuta zostanie cała rzeka, tworząc niby mocny most
z lodu nad płynącym nurtem. Zima zatem była ostrzejsza niż zazwyczaj i
tak jednak pokój, w którym spałem był nie ogrzewany, mimo, że
większość tamtejszych domów miało ogrzewanie poprzez specjalne
podziemne piece i mój pokój także był przystosowany do ogrzewania go
ciepłym powietrzem uzyskiwanym w ten sposób. Stało się jednak tak, że
nie ogrzewano go, jak przypuszczam z powodu tego, że tak wtedy, tak i
dzisiaj jestem wyjątkowo kapryśny i okazuję swoją nieludzkość w
pierwszym rzędzie, co jest zupełnie naturalne, samemu sobie. Zechciałem
zatem przyzwyczaić się do znoszenia zimna, bez znoszenia tej dogodności
jaką jest ogrzewanie. W miarę jak zima stawała się coraz ostrzejsza i
bardziej surowsza, nawet wówczas nie pozwoliłem służbie na ogrzanie
domostwa, gdyż bałem się, że ciepło ze ścian wyciągnie całą wilgoć, co
spowoduje zadymienie. Kazałem jednak służbie przynieść niewielką ilość
rozżarzonych węgli, z ognia, który się w pobliżu palił i zezwoliłem na umieszczenie ich w pokoju. Lecz te węgle, chociaż nie było ich wiele,
wyciągnęły ze ścian mnóstwo dymu, od którego straciłem przytomność. I,
podczas gdy dym wypełnił już niemal całą moją głowę, prawie się nie
zadławiłem. Następnie wyniesiono mnie na zewnątrz i, podczas, gdy
doktorzy radzili mi abym wyrzucił z siebie to jedzenie, które dopiero co
przełknąłem, a było tego niewiele, Na Zeusa! Zwymiotowałem i od razu
poczułem się lżej, miałem też spokojniejszą noc, a już następnego dnia
mogłem robić, wszystko, jakby nic się nie stało.

VII

Po tym wszystkim, następnie, nawet, gdy byłem między Celtami, jak
złośnik [z komedii] Menandra, „Osobiście brałem całą masę różnych
problemów na swoją głowę”. Ale podczas gdy Celtowie pogodnie znosili
me nastroje, poczuliby się naturalnie urażeni takim zamożnym i pstrym
miastem, gdzie wielu przebywa tancerzy, fletnistów i więcej mimów, niż
normalnych obywateli, oraz brak zupełny szacunku dla władz. Rumieniec
wstydu wygląda na waszych twarzach tak niemęsko, lecz wszakże tacy
dzielni mężczyźni, jak wy, uważają za stosowne rozpoczynać hulanki wraz
z jutrzenką, aby spędzać następnie dnie i noce na przyjemnościach,
pokazując nie tylko słowami, ale nawet czynem waszą pogardę prawom.
W rzeczy samej to tylko działanie tych, którzy sądzą, że władza wyzwala
w ludziach strach i obrażają tych, którzy ją posiadają, przyczynia się do
deptania praworządności. A wy zaś znaleźliście w tym szczególne
upodobanie, jak pokazaliście jasno przy wielu okazjach, szczególnie zaś na
rynkach i w teatrach; tłumy całe wrzeszczą i klaszczą, kiedy ludzie na
urzędach przechwalają się, chcąc zdobyć popularność na konto sum, które
wyłożyli na takie przedsięwzięcia; tacy ludzie są wówczas bardziej
popularni i więcej się o nich mówi niż o Ateńczyku Solonie i o jego
rozmowie z Krezusem, królem Lidyjczyków. I wszyscy jakże jesteście
przystojni! Jakże wysocy i smukli, o gładkiej skórze i bez zarostu.
Wszyscy – starzy i młodzi wolicie raczej szczęście Feaków, przedkładacie
„strojenie się, wanny z ciepłą wodą i łóżka”.

VIII

„Cóż z tego?” – odpowiadacie – „Czyż naprawdę sądziłeś, że twe
gburowate maniery i dzikie i niezdarne zachowanie współgrać by mogły z
naszymi?” O! Najbardziej głupi i kłótliwi z ludzi! Tak bezsensowna i
żałosna jest ta karłowatość waszych dusz, którą to ludzie niskiego ducha
zwą „Powściągliwością” Czy naprawdę któryś z was myślał, że
powinnością waszą będzie ukrycie się pod maską wstrzemięźliwości?
Mylicie się, bo po pierwsze, nie wiadomo właściwie czym
wstrzemięźliwość jest, jako, że słyszymy tylko sam termin, podczas gdy
samej wstrzemięźliwości nie sposób zobaczyć. Jeśli zaś jest to
rzeczywiście coś, co musicie obecnie praktykować, to wstrzemięźliwości
istota tkwi w posłuszeństwie bogom i prawom, w zachowaniu pełnym
godności i szacunku dla równych urodzeniem i rangą, wytrzymywaniu i
znoszeniu ze zrozumieniem wszelkich nierówności między ludźmi, w
uczeniu się i w zrozumieniu myśli, że biedacy nie mogą cierpieć
jakiejkolwiek niesprawiedliwości z ręki bogatych, także w osiągnięciu
tego, że odrzucicie od siebie wszelkie zmartwienia, z którymi naturalnie
każdy się spotyka, nienawiść, zło, obelżywość, następnie w znoszeniu tych
rzeczy z całą mocą i godnością, w nieobrażaniu się i w niedawaniu pola
swemu gniewowi, lecz w trenowaniu się tak daleko, jak to możliwe w umiarze, i, jeśli te rzeczy rzeczywiście oznaczają „wstrzemięźliwość”, to
oznacza to powstrzymywanie się od przyjemności, nawet, jeśli nie są one
nadmiernie niewłaściwe, albo godne potępienia, to wszystko. Bo musicie
zrozumieć, że człowiek nie może żadną miarą być powściągliwy
prywatnie, w ukryciu, podczas gdy publicznie okazuje rozwiązłość i
rozkoszuje się widowiskami teatralnymi. Jeśli więc wstrzemięźliwość jest
naprawdę tymi wymienionymi rzeczami, to w takim razie sami się
rujnujecie i, co więcej, rujnujecie nas, jako, że my nie możemy znosić
niewolnictwa [dla pożądliwości], obojętnie, czy będzie to niewola bogom,
czy prawom. Bo wolność jest ze wszech miar rzeczą godną najwyższego
uznania!

IX

„Cóż to za haniebna poza udawanej pokory! Mówisz, że nie jesteś
naszym panem i nie pozwalasz, aby tak na ciebie mówiono, co więcej,
przekonałeś wielu z ludu, od dawna już przyzwyczajonych do tego słowa,
do nieużywania tej nazwy „rząd”, jako ubliżającej, a teraz sam nas chcesz
zmusić do słuchania urzędników i praw! O ileż lepiej dla ciebie byłoby
zachować dla siebie nazwę „Pana”3, lecz, zaiste dajesz nam taką
„wolność”, ty, który jesteś taki łagodny, w zezwalaniu nam na nazwyanie
cię tak, jak chcemy, jesteś zarazem tak gwałtowny, co do rzeczy, które
robimy! Następnie zaś rozkazujesz nam też, zmuszając bogatych do
umiarkowanego zachowania się w sądach, ponadto powstrzymujesz
biednych od zarabiania donosicielstwem. Poza tym, poprzez okazanie swej
niechęci scenie, mimom i tancerkom, zrujnowałeś nasze miasto i nic
dobrego nas z twej strony nie spotkało, a tylko samo okrucieństwo, które
musieliśmy znosić przez siedem długich miesięcy4 tak, że musieliśmy
zwrócić się do starców czołgających się wśród mogił, aby modlili się od
uwolnienia nas od takiej wielkiej klątwy, lecz sami uwolniliśmy się od niej
poprzez naszą dowcipną zuchwałość, wystrzeliwując nasze satyry twymi
własnymi strzałami. Jak zatem, „wielki panie”, zamierzasz stawić czoło
żądłom perskim, jeśli wszczynasz wojnę przeciw naszej śmieszności?”

X

Chodźcie, ja jestem gotów do świeżej dawki obrażania samego siebie!
„Chadzasz, panie, regularnie do świątyń, o kłótliwy zepsuty i całkiem
bezwartościowy człowieku! Twoja to sprawa, że tłum cały ciągnie
nieprzerwanym strumieniem do świętych okręgów, urządza ci wspaniałe
powitania, pozdrawia cię okrzykami i oklaskami w tych okręgach zupełnie
tak, jakby byli w teatrze. Dlaczego zatem nie zachowasz się przyzwoicie i
nie nagrodzisz ich? Zamiast tego próbujesz być w tych kwestiach
mądrzejszy niźli sam pytyjski bóg5, wygłaszasz do tłumu oracje surowo
ganiąc tych, którzy wznoszą okrzyki w miejscach kultu. Takimi oto
słowami najczęściej ich ganisz: „Prawie nigdy nie pojawiacie się w
świątyni, aby oddać cześć bogom, ale aby oddać cześć mi, spieszycie tu
całą masą i wypełniacie świątynię wielkim nieporządkiem. I jeszcze
zakłócacie spokój obywatelom, który, starymi zwyczajami przyszli tu
prosić o błogosławieństwo bogów. Czyż nigdy nikt z was nie słyszał o
maksymie Homera „w ciszy do samego siebie”? Albo jak Odyseusz
sprawdzał Eurykleję, gdy była dotknięta zdumieniem po jego wielkim
sukcesie. „Ciesz się, stara kobieto w swym sercu i powstrzymaj się od
gwałtownych krzyków”. I później jeszcze, gdy Homer nie pokazał nam
kobiet trojańskich modlących się do Priama, ani do żadnej z jego córek ni
synów, ni nawet do samego Hektora (jednak rzeczywiście sam zaznaczył,
że mężowie trojańscy mieli w zwyczaju modlić się do Hektora jako do
boga), ale w swych poematach nigdy nie ukazał ni kobiet, ni mężów w
akcie modlitwy do niego [Hektora], lecz powiedziano tylko Atenie, że
wszystkie niewiasty podniosły w górę ręce z głośnym lamentem, co samo
w sobie było zwyczajem barbarzyńskim i odpowiednim w dodatku tylko
dla kobiet, lecz nigdy nie okazał takiej bezbożności, jaką okazuje wasze
zgromadzenie. Wy zaś oklaskujecie ludzi, zamiast bogów, choć
powinienem rzec raczej, że oklaskujecie zamiast bogów mnie, ja zaś
jestem zwyczajnym człekiem. Sądzę jednak, że i tak najbardziej przystojne
byłoby nie wiwatowanie bogom, lecz oddawanie im czci z cichym sercem.

XI

Patrzcie! Oto znowu jestem tutaj zajęty swym zwykłym kleceniem
słów. Nie pozwalam sobie nawet na mówienie z nieprzemyślaną
nieustraszonością i swobodą, lecz z mą zwykłą niezdarnością zbieram sam
na siebie donosy. Takie oto sposoby i takie słowa powinny być adresowane
do ludzi, którzy chcą być wolni, zachowując nie tylko szacunek dla
rządzących, ale też i dla bogów. Takim ludziom być może okazałbym
należny szacunek „jak łagodny ojciec”, nawet będąc takim złośliwcem i
niegodziwcem jakim jestem. „Znoś się z nimi w takim razie, gdy oni cię
nienawidzą i obrażają w tajemnicy, czy nawet otwarcie, czyś myślał, że ci,
którzy oklaskiwali cię w świątyniach tak jednomyślnie robili to szczerze,
[...]
bezbożników). „Nadszedł Nowy Rok w Syrii i cesarz znowu udał się do
przybytku Zeusa Przyjaznego. Następnie nadeszły ogólne igrzyska i cesarz
przybył do sanktuarium Fortuny, następnie zaś, po powstrzymaniu się od
tego przez okres dnia, w którym zakazane były modły, znowu udał się do
świątyni Zeusa Przyjaznego, gdzie zamówił modlitwy za obyczaje naszych
przodków. Któż zatem mógłby wytrzymać z Imperatorem, który tak często
chadza się modlić, gdy powinien udać się do świątyni raz, najwyżej dwa, i
potem odprawiać też normalne święta, przeznaczone dla wszystkich
mieszkańców, nie zaś tylko dla tych, których profesją jest wiedza o bogach
i którzy mogą brać w owych uroczystościach religijnych udział, ale święta
dla wszystkich, którzy tłumnie zjechali do miasta. Ponieważ przyjemności
i zachwycających rzeczy jest tutaj całe mnóstwo i cieszyć mogą one bez
końca, jak chociażby widok pięknych mężczyzn i chłopców tańczących,
jak i też każda liczba czarujących niewiast.”

XII

Gdy biorę to wszystko pod uwagę, zaprawdę powinienem gratulować
wam dobrego losu, mimo, że sam również nie narzekam. Być może istnieje
gdzieś mój własny bóg, który sprawił, że me upodobania innymi chadzają
ścieżkami. Możecie być pewni, iż nie mam żalu do tych ludzi, których
sposób życia kłóci się z moim, oraz z mymi życiowymi wyborami. Sam
dodać muszę, tak, jak tylko mogę, do tego sarkastycznego opisu
skierowanego przeciwko samemu sobie, że szczerze wylewam na swą
głowę całe kubły obelżywych oskarżeń. Moją winą jest, że w mym
szaleństwie nie dostrzegłem, jaki jest charakter tego miasta od samego
początku, choć, a jestem tego pewien, przeczytałem w swoim życiu tyle
książek, ile człowiek w moim wieku tylko zdołałby. Znacie oczywiście
opowieść o królu, który nadał swe własne imię temu miastu, lub raczej,
którego imię otrzymało, po tym, jak skolonizowano te ziemie, a
fundatorem miasta był Seleukos – chociaż imię miasto otrzymało od syna
Seleuka. Mówi się, że ów syn od nadmiernego luksusu i zbytniej
miękkości zakochał się, i to z wzajemnością, aż w końcu zapałał haniebną
pożądliwością do swej własnej macochy. I, chociaż chciał bardzo ukryć
stan swego ducha, nie był w stanie tego uczynić, aż w końcu, krok po
kroku, począł chudnąć w oczach, aż stał się niemal całkowicie
przezroczysty, utracił całą siłę, a jego oddech stał się słaby. Lecz co mu
dolegało było dla wszystkich, jak sądzę, zagadką, skoro jego choroba nie
miała żadnych widocznych przyczyn, czy też raczej, jak mniemam, nie
pokazało się, co było jego prawdziwą naturą, choć słabość młodzieńca była
oczywista. Aż w końcu pewien lekarz z Samos został wyznaczony do
rozwiązania tej trudności, czyli do ustalenia przyczyn choroby królewicza.
Tenże medyk, podejrzewał, na podstawie słów Homera, że „zbytnia troska
pochłania latorośl” i że w wielu przypadkach nie chodzi o jakąś
przypadłość cielesną, ale słabość duchową, która jest przyczyną niszczenia
ciała, ponadto widział przecież, że młodzieniec był wielce podatny na
miłostki, zważywszy na jego wiek i przyzwyczajenia. Podjął też takie
kroki, aby wykryć przyczynę choroby: siadłszy opodal królewicza bacznie
obserwował jego oblicze, podczas, gdy wszystkie damy dworu
przedefilowały przed jego łożem, nie wyłączając w pierwszym rzędzie
samej królowej. Kiedy tylko ta weszła, natychmiast lekarz rozpoznał u
młodzieńca rozpoczynające się objawy choroby. Zaczął oddychać jak ktoś,
kto zaraz się zakrztusi, albowiem starał się zbytnio uważać na kontrolę swego oddechu, co mu nie wychodziło, ponadto na jego obliczu pojawił
się rumieniec. Lekarz położył mu rękę na piersiach i stwierdził, że serce
kołatało mu strasznie szybko, próbując wyrwać się z jego piersi. To
wszystko miało miejsce, gdy królowa była w pobliżu, lecz gdy jej zbrakło
królewicz uspokoił się i znowu powróciła jego poprzednia apatyczność i
spokój. Wtedy to Erazystratus już wiedział, co dolega młodemu następcy
tronu. Następnie powiedział o tym królowi, a ten, z miłości do syna gotów
był oddać synowi swą żonę. Chłopak początkowo odmówił, lecz gdy jego
ojciec zmarł niedługo później, tym gwałtowniej dostąpił tego zaszczytu,
którego tak honorowo nie przyjął, gdy był mu ofiarowany.

XIII

Teraz więc, jako, że był to sposób zachowania się Antiocha, nie mam
prawa, aby gniewać się na jego potomków, gdy ci naśladują założyciela,
tego, który dał imię miastu. Gdyż zarówno jak w przypadku roślin,
naturalne jest to, że ich właściwości będą takie same w kolejnych
pokoleniach, czy też, innymi słowy, kolejne generacje przypominają
przodków, zatem i wśród ludzi naturalne jest to, że moralność potomków
przypomina moralność przodków. Ja osobiście, dla przykładu,
zauważyłem, że Ateńczycy są najbardziej ambitni i honorowi ze
wszystkich Greków. I w rzeczy samej zaobserwowałem, że te właściwości
istnieją w największym stopniu u wszystkich Greków, zatem mogę o nich
powiedzieć, że bardziej niźli inne nacje kochają bogów i są niezwykle
gościnni dla obcych. Mam tu na myśli ogólnie wszystkich Greków, lecz
wśród nich Ateńczycy przewyższają wszystkich, co mogę poświadczyć
jako świadek. I jeśli oni faktycznie przechowują w swych charakterach
obraz starożytnej cnoty, logiczne, że te same słowa prawdziwe będą zarówno w stosunku do Syryjczyków, tak samo do Arabów, Celtów,
Traków i Panończyków i do tych, którzy mieszkają między Trakami i
Panończykami, mam tu na myśli Myzyjczyków żyjących nad brzegami
Danube, skąd też i moja rodzina pochodzi, asortyment całkiem gburowaty,
prosty, niezgrabny, bez wdzięku i trwający niewzruszenie w swych
decyzjach, których jakość jest dowodem strasznego nieokrzesania.

XIV

Dlatego w pierwszym rzędzie proszę o przebaczenie dla samego
siebie, z mojej zaś strony i ja wam wybaczam, jako, że wy po prostu
naśladujecie obyczaj waszych przodków, ani też nie staram się was urazić,
gdy mówię, iż jesteście: „kłamcami i tancerzami, wyuczonymi świetnie
tańca w chórze” – przeciwnie – to forma panegiryku, kiedy przypisuję
wam naśladownictwo przodków. Wszak i Homer chwalił Autolikusa,
kiedy ten mówił, iż prześcignął wszystkich mężów w „złodziejstwie i
krzywoprzysięstwie”. Zaś co do mojej niezgrabności, ignorancji, chorego
nastroju i braku podatności na wpływy. Mając na względzie swój własny
interes, gdy zaś lud błaga mnie, lub próbuje oszukiwać, ja zaś nie chcę
ulegać ich krzykom – takie wymówki mi czynione akceptuję z
zadowoleniem. Jednakże rozstrzygnięcie, czy wasze, czy też moje drogi
życia są lepsze i czystsze, jest, być może, jasne bogom, ale między ludźmi
nie znajdziecie takiego, kto byłby dobrym sędzią w tej sprawie. Taka jest
bowiem wielka w człowieku miłość własnej osoby, że nigdy byśmy im nie
uwierzyli, jako, że każdy z nas naturalnie aprobuje swój sposób bycia i
pogardza sposobem życia innych. Według mnie – ci, którzy akceptują cele innych ludzi, chociaż są przeciwne jego celom, są zaprawdę
najroztropniejszymi z ludzi.

XV

Teraz jednak przechodzę do rozważenia kwestii, że popełniłem i inne
jeszcze straszne grzechy. A to, że wszedłem do waszego wolnego miasta,
które przecież nie toleruje rozczochranych włosów, wszedłem nieogolony,
z długą brodą, jak ktoś, kogo nie stać na fryzjera. Jedni pomyśleć mogli, iż
widzą jakiegoś Smicrinesa, albo Thrasyleona, starego złośliwca, czy
szalonego wojaka, gdy przecie poprzez upiększenie się mógłbym wkroczyć
do miasta jak jakiś kwitnący młodzian i zmieniony w młodzieniaszka, jeśli
nie w latach, to chociaż w zachowaniu i zniewieściałości mych cech! „Nie
wiesz” – odpowiadacie – „jak obcować z ludźmi i nie aprobujesz maksymy
Theognisa, gdyż nie naśladujesz polipa, który przybiera barwę skały, do
której jest przytwierdzony. Ty raczej zachowujesz się w stosunku do ludzi
z przysłowiową mykeńską gburowatością, ignorancją i głupotą. Czy nie
jesteś świadom, że my tutaj daleko różnimy się od Celtów, Traków czy
Ilirów? Czyż nie widzisz, jaka u nas mnogość sklepów w mieście? Ale ty
jesteś znienawidzony przez sklepikarzy, bo nie pozwalasz im swobodnie
dyktować cen zwykłym ludziom i przyjezdnym. Sklepikarze narzekają na
większe czynsze dzierżawne u właścicieli posesji, ale i tych uczyniłeś
swymi wrogami przez zmuszenie ich do tego co według ciebie jest słuszne.
Znów ci z kolei, którzy mają w mieście swe biura i posesje – ci cierpią
zarówno jeden, jak i drugi rodzaj kary – zarówno jako właściciele posesji i
sklepikarze, zatem oczywiste jest, iż oni są teraz krzywdzeni na dwa
sposoby, odkąd zostali ograbieni z dochodów płynących z obu źródeł.
Następnie wywołałeś niezadowolenie u całej społeczności syryjskiej ponieważ nie mogą się upić i tańczyć cordaxa. Ty, jednakże myślisz, że
karmisz ich wystarczająco, jeśli dostarczasz im aż nadto samego tylko
zboża. Kolejna czarująca rzecz dotycząca twego postępowania, że ty nawet
nie troszczysz się o to, że miasto powinno mieć poławiaczy małż. Co
więcej, kiedy ktoś skarżył się pewnego dnia, że w sklepach brakuje tak
małży, jak i drobiu, złośliwie się zaśmiałeś i odrzekłeś, że dobrze
prowadzące się miasto potrzebuje chleba, wina i oliwy z oliwek, zaś mięsa
tylko wówczas, gdy zaczyna obrastać w luksusy. Dodałeś też, że samo
mówienie o rybach i drobiu jest skrajnym luksusem i rozrzutnością, tak jak
było to poza zasięgiem obydwu stron w Itace i każdy, którego nie cieszyła
dieta z wieprzowiny i baraniny byłby wielce rad mogąc przerzucić się na
warzywa. Musiałeś chyba sobie myśleć, że te przepisy układasz dla
Traków, swoich obywateli – ziomków, albo dla dzikich ludów Galii,
którzy – tym gorzej dla nas! – nauczyli cię, abyś miał „serce z klonu, serce
z dębu”, lecz mimo to nie tak jak „ten, który walczył pod Maratonem”,
lecz raczej jakby połowa ciebie była Acharneńczykiem, zaś całość
nieprzyjemną osobą i niewdzięcznym facetem. Czyż nie byłoby zaiste
lepiej, gdyby sklepy pachniały mirrą, gdy się do nich udajesz i gdyby w
ślad za tobą podążały grupy przystojnych chłopców, na których
mieszkańcy mogliby zatrzymywać swój wzrok i chóry kobiet, takich jak te,
które codziennie wystawiają swe wdzięki w naszym mieście?”

XVI

Nie. Mój charakter nie zezwala mi na patrzenie się na rozpustę, i
rozglądanie się we wszystkich kierunkach, w których w waszym
mniemaniu mógłbym znaleźć jakieś piękno, oczywiście myślicie o pięknie
ciała, nie zaś duszy. W waszej ocenie prawdziwe piękno duszy zawiera się w rozpuście życia. Ja jednakże zostałem nauczony przez mego
nauczyciela, aby patrzeć w ziemię, zarówno gdy chodziłem do szkoły, jak i
do teatru. I nigdy nie widziałem nic z takiego dopóki, dopóty zaś nie
miałem więcej włosów na mej brodzie niż głowie. I nawet gdy byłem już
w tym wieku, nigdy nie stało się to z mojego upodobania ani też życzenia,
lecz trzy, czy cztery razy, musicie wiedzieć, namiestnik, będący moim
powinowatym i bliskim krewnym „robiąc przysługę Patroklowi” nakazał
mi branie udziału w takich zbytkach, to jednak miało miejsce jeszcze
wówczas, gdy byłem osobą prywatną. Dlatego to wybaczcie mi. Muszę
oskarżyć tutaj zamiast siebie tego, kogo wy jeszcze słuszniej powinniście
nie znosić. Mam na myśli tego skąpca mego wychowawcę, który to nękał
mnie nawet tym, iż uczył mnie chodzenia jedną prostą drogą. To on jest
teraz odpowiedzialny za moje z wami spory. To on był tym, który wyrył w
to wszystko w mej duszy, jakby wyrzeźbił w niej, czego ja wówczas wcale
nie pragnąłem, jednak on był niezwykle gorliwy w zaszczepianiu mi tych
rzeczy, i w okazywaniu czarujących charakterów; i tak gburowatość
nazywał godnością, brak smaku wstrzemięźliwością, zaś nieustępliwość
dla czyichś zachcianek i osiągnięcie w ten sposób szczęścia nazywał
męskością. Zapewniam was, na Zeusa i Muzy! Gdy byłem jeszcze
zwykłym chłopcem, mój opiekun zwykł był do mnie mawiać: „Nigdy nie
pozwól, aby tłumy twych towarzyszy tłoczących się do teatrów
poprowadziły cię do błędów prowadzących do znajdywania przyjemności
w takich spektaklach jak te, które mają tam miejsce. Masz zamiłowanie do
wyścigów? Jest to w Homerze doskonale objaśnione – bierz książkę i ucz
się. Słyszysz jak oni rozmawiają o tańczących w pantomimach? Zostaw ich
w spokoju. Już u Fenicjan młodzieńcy tańczą w bardziej męskich strojach!
Jako cytrzystę masz Phemiusa, jako pieśniarza Demodocusa. Ponadto u Homera jest więcej zachwycających rzeczy do słuchania niż moglibyśmy
zobaczyć.7 Nawet ja jeszcze widziałem młody pęd drzewa palmowego
rozkwitającego w pobliżu ołtarza Apollina na Delos i uszanowałem lesistą
wyspę Kalipso i jaskinie Circe8 i ogrody Alcinousa i możesz być pewien,
że nigdy nie widziałem nic bardziej zachwycającego”.

XVII

A teraz chcecie jeszcze, abym powiedział wam imię tego mego
opiekuna i jego narodowość? Był on barbarzyńcą, przez bogów i boginie, z
urodzenia był Scytą, zaś imię jego było takie same jak imię tego, który
namówił Kserksesa do najazdu na Grecję. Co więcej był on eunuchem, to
słowo jeszcze dwadzieścia miesięcy temu było powszechnie słyszane i
akceptowane, teraz jednak stanowi synonim obrazy i obelżywości. Został
on sprowadzony przez mego dziadka, w tym celu, aby nauczył mą matkę
znajomości dzieł Homera i Hezjoda. A odkąd ona, po daniu życia i
urodzeniu mnie – jej jedynego dziecka, umarła w kilka miesięcy później,
skorzystał z okazji i zabrał mnie daleko chroniąc mnie od tych nieszczęść,
które miały nadejść. Po skończeniu siódmego roku życia zostałem mu
oddany pod opiekę. Od tamtego czasu wygrał mnie dla swoich planów i
stylu życia i posyłał mnie do szkoły jedną prostą drogą i uważał, aby nikt
nie doprowadził mnie do zboczenia z wyznaczonej drogi. To on więc był
przyczyną waszej nienawiści do mojej osoby. Jednakże, jeśli wyrazicie
zgodę zakończmy ten spór między nim, wami, a mną. Jako, że on ani
wiedział, że ja was tutaj odwiedzę, ani nie przewidział, że, nawet jeśli już
tu przybędę, to jako władca i że takie brzemię bogowie włożą na me barki,
co, wierzcie mi, nie stało się bez usilnego namawiania i usilnego
odmawiania z mej strony. Jako, że bogowie mieli wolę, aby mi władzę
ofiarować, ja zaś miałem dużo uporu, aby ją odrzucać, chociaż powinno
dziać się wszystko z wolą bogów. Aczkolwiek, gdyby mój wychowawca
przewidział dla mnie taki los, byłby szkolił mnie i ćwiczył z dużo
większym zapałem aż do końca, a wtedy mógłbym być może wydać się
miły waszym oczom.

XVIII

„Cóż wobec tego” – zapytacie – czy jest niemożliwe nawet teraz
odłożenie na bok mego charakteru i żałowanie mego gburowatego
nastroju, który zaszczepiono mi dawniej? Cóż, jak mówi przysłowie –
przyzwyczajenie drugą naturą. Z naturą zaś niezwykle trudno walczyć, a i
strząsnąć z siebie przyzwyczajenia trzydziestu lat jest niezwykle trudno,
zwłaszcza, że zostały zaszczepione z takim bolesnym mozołem, ja zaś
mam już więcej niźli trzydziestkę na karku. „Dobrze, dobrze” –
odpowiecie – „ale co z tobą się dzieje, że chcesz nawet podejmować
decyzje odnośnie przypadków spisywania wzajemnych umów? Z
pewnością twój wychowawca tego cię nie nauczył, skoro nawet nie
wiedział tego, czy kiedyś staniesz u steru rządów”. Cóż, to był zaprawdę
taki straszliwy człek, że i to mi wpoił i dobrze byście zrobili, gdybyście
pomogli mi zelżyć tego człeka, jako, że on jest najbardziej odpowiedzialny
za mój sposób bycia, aczkolwiek i on, musicie to wiedzieć, został
zwiedziony uprzednio przez innych. Te ich imiona z pewnością słyszycie
dość często, kiedy są ośmieszane w komediach – mam tu na myśli Platona
i Sokratesa, Arystotelesa i Teofrasta. Ten starzec w swym szaleństwie
został pierwej przekonany przez nich, następnie zaś zaraził i mnie, kiedy byłem jeszcze mały i rozmiłowany w literaturze i przekonał mnie, że jeśli
będę wiernie naśladował tych słynnych mężów we wszystkich rzeczach,
stanę się lepszy, nie w sensie „lepszy od innych ludzi”, bo nie chodzi tu o
współzawodnictwo, lecz lepszy od tego, kim byłem wcześniej. Zgodnie z
tym, odkąd już nie miałem wyboru, poszedłem posłusznie za jego nauką i
obecnie nie jestem już w stanie się zmienić, chociaż rzeczywiście nieraz
bym i chciał i zarzucam sam sobie, że zbyt wielu dałem odejść bezkarnie –
bez kary za przewinienia, które popełnili. Ale wówczas brzmią mi w
uszach słowa Platona: „Ci, którzy sami zła nie czynią są ludźmi honoru,
lecz ci, którzy sami nie pozwalają, aby niegodziwi zło czynili, są ludźmi
honoru w dwójnasób, bo gdy pierwszy odpowiedzialny jest tylko za siebie,
to drugi odpowiada jeszcze i za wielu innych oprócz siebie, gdy składa
doniesienia urzędnikom o przestępstwach innych. I, o ile on sam może, w
miarę możliwości pomaga urzędnikom w ukaraniu czyniących zło, sam
staje się wielki i potężny w mieście, i niech mi będzie wolno ogłosić go
zwycięzcą głównej nagrody za męstwo. I my sami winniśmy wypowiadać
pochwały z szacunkiem dla umiarkowania i mądrości i wielu innych
dobrych cech, jakie ten człek posiada, które są takie, że ów mąż nie tylko,
że posiada je sam dla siebie, ale i jeszcze udziela tych cnót innym”.

XIX

Tych rzeczy on nauczył mnie, kiedy myślał, że będę osobą prywatną.
Nie przewidział bowiem z pewnością, że Zeus przydzieli mi tak wiele w
życiu, w którym teraz bóg mnie umieścił. Lecz, jako że wstyd by mi było,
gdybym jako władca miał mniej cnoty, niż jako zwykły obywatel, dałem
wam nieświadomie przykład mej własnej gburowatości, chociaż nie było
takiej potrzeby. I inne jeszcze prawo Platona, jak myślę, uczyniło mnie nienawistnym w waszych oczach. Mam tu na myśli te prawo, które mówi,
że ci, którzy rządzą, a także i starcy powinni ćwiczyć się w szacunku dla
innych i w samo opanowaniu z zamiarem dania przykładu dla mas, które
obserwując to, sami właściwie poprowadzą swe życie. Teraz zaś, kiedy ja
sam, lub raczej w towarzystwie kilku zaledwie jeszcze, kroczę tą ścieżką,
przyniosło to zgoła zupełnie inne wyniki i przyczyniło się do zarzutów
przeciwko mnie. Ponieważ jest nas tu zaledwie siedmiu w waszym mieście
– obcych i przybyszów. Chociaż, tak naprawdę jeden z nas jest waszym
współobywatelem i współziomkiem, człowiekiem drogim i mnie i
Hermesowi, doskonałym w prowadzeniu dysput.9 I nie mamy tutaj z nikim
interesów, ani nie chadzamy drogami innymi, niż te, które prowadzą do
świątyń bogów i rzadko, i to nie wszyscy z nas, chadzamy do teatrów,
odkąd to przystąpiliśmy do wyznawania najhaniebniejszego sposobu bycia
i dążymy do najmniej popularnego w życiu celu i samego życia kresu.
Mądrzy Grecy z pewnością zezwolą mi na powiedzenie tutaj kilku
powiedzonek, powszechnych między wami, jako, że nie znam innych
sposobów ukazania wam, wokół czego krążą me myśli. Stanęliśmy zatem
w połowie drogi, tak wysoce cenimy sobie sposobność rozjątrzenia sporu z
wami i dania wam okazji do znielubienia nas, podczas, gdy powinniśmy
byli raczej próbować podlizywać się wam i schlebiać. „Taki – to – a – taki
uciskał tego – to – a –tego”. Głupcy! Jaki jest w donosicielstwie wasz
interes?! Kiedy było w waszej mocy, by wygrać jego dobrą wolę, poprzez
zostanie towarzyszem w jego „złym postępowaniu”, najpierw
pozwoliliście rozejść się zyskom, poza tym doprowadziliście do
nienawiści. I kiedy to czyniliście wydawało się wam, że czynicie dobrze i
dbacie o własne sprawy. Ale powinniście pomyśleć, iż gdy ludzie są
krzywdzeni, nie każdy od razu oskarża urzędników, ale ludzi, którzy go
skrzywdzili, lecz człowiek, który pragnie czynienia zła i przeszkodzono
mu w tym, nie oskarży swej potencjalnej ofiary, lecz zwróci swą skargę
przeciw urzędnikom.

XX

„To kiedy było w twej mocy z pomocą rozsądnych wniosków mogłeś
powstrzymać się od zmuszania nas do robienia rzeczy słusznych, kiedy
mogłeś pozwolić każdemu, aby robił cokolwiek tylko ma ochotę i
możliwości zrobić” – ponieważ charakter tego miasta jest z pewnością
takowy – nadmiernie niezależny – czy wy, w takim razie – mówię – nie
jesteście w stanie zrozumieć i dojść do tego, że obywatele powinni być
mądrze rządzeni?

– „Czyż nigdy nie zauważyłeś, jak wielką dumę i niezależność mają
obywatele naszego miasta – nawet na samych dołach pomiędzy osłami i
wielbłądami. Ludzie, którzy je wynajmują, nawet te podłe zwierzęta
prowadzą poprzez portyki, jakby były pannami młodymi. Wszak
niezadaszone aleje i szerokie promenady zostały zbudowane nie dla użytku
jucznych osłów, ale przede wszystkim na pokaz i jako dowód naszej
szczodrej ręki, lecz w swej niezależności osły preferują portyki i nikt ich
od nich nie trzyma z dala, ni nie wypędza, chociaż może powinny być
stamtąd dla strachu pędzone, tak niezależne jest nasze miasto! A ty w
dodatku myślisz sobie, że nawet młodzieńcy powinni siedzieć cicho i, o ile
to w ogóle możliwe, powinni myśleć, to, co tobie jest miłe i za każdą cenę
mówić, to, co przyjemnie ci słuchać. Ale to jest właśnie ich niezależność, że lubują się w ucztach, że zawsze wyglądają przystojnie, zaś w czasie
igrzysk ucztują więcej jeszcze, niźli zazwyczaj”.

XXI

Dawno temu mieszkańcy Tarentu musieli zapłacić karę Rzymianom za
takie dowcipkowanie, ponieważ, pijani podczas Dionizjów, obrazili
rzymskich posłów. Lecz wy jesteście, z całym szacunkiem, bardziej
szczęśliwi niż Tarentyjczycy, gdyż wy pozwalacie sobie i folgujecie przez
cały rok, nie zaś jedynie przez parę dni i zamiast obcych ambasadorów
obrażacie swego własnego Suwerena! Tak – zarówno gęsty zarost na jego
podbródku, jak i godła bite na jego monetach. Doskonała robota, o mądrzy
obywatele! Zarówno ci, którzy urządzają sobie takie zbytki, jak i ci, którzy
napędzają błazeństwa i chcą za nie płacić. Oczywiste jest bowiem, że
pokazywanie ich i puszczanie w obieg [tych żartów] sprawia przyjemność
twórcy, podczas gdy cała reszta znajduje przyjemność w słuchaniu i
oglądaniu dowcipów tego rodzaju. Podzielam wraz z wami przyjemności
płynące z takiej jedności – dobrze wychodzi wam jedność w tego typu
sprawach. Nie jest bowiem sprawą ani dodającą godności, ani też godną
pozazdroszczenia karanie i upominanie rozpusty i rozpasania młodości.
Każdy bowiem, ograbiając ludzi z mocy robienia wszystkiego podług
własnej woli i mówienia podług własnej myśli, ograniczyłby pierwszą
zasadę wolności. Dlatego, odkąd wiadomo jest, że ludność powinna być z
wszelkim szacunkiem niezależna, postąpiliście słusznie, w pierwszym
rzędzie pozwalając kobietom, aby same sobą rozporządzały, co
uczyniliście jednak licząc na zysk, gdyż przez tę ich niezależność stały się
rozwiązłe aż do przesady; po drugie, kiedy powierzyliście im rodzenie
dzieci, ze strachu, aby nie doświadczyły w przyszłości cięższej władzy, co według was zamieniłoby je w niewolników, nie pozwoliliście nauczyć ich,
gdy byli młodzi szacunku dla starszych, gdyż baliście się, aby pod
wpływem tego „złego nawyku”, nie okazywali później zbytniego szacunku
urzędnikom i aby nie stali się dobrze utemperowani i wychowani, więc
zanim ich tego nauczono, zepsuliście młodzież zupełnie. Jaki tedy kobiety
mają wpływ na swe dzieci? Uczą je, aby czciły te same rzeczy, które i one
czczą, dostarczając sobie przyjemności, co jest, jak wam się wydaje czymś
najbardziej błogosławionym i honorowym, nie tylko w rzeczywistości u
ludzi, ale i u zwierzyny. To z tego powodu, jak sadzę, jesteście tak wielce
szczęśliwi, gdyż odrzuciliście wszelkie formy zniewolenia, w pierwszym
rzędzie zniewolenie przez bogów, po drugie zniewolenie przez
ustanowione prawa, po trzecie wreszcie mnie samego odrzuciliście, wszak
to ja stoję na straży praw. Byłbym zaiste prawdziwym dziwakiem, jeśli,
gdy bogowie znoszą jakoś to miasto będące tak wybujałe i niezależne i nie
karzą go należycie, był zagniewany i dotknięty. Ponieważ jestem też
pewien, że bogowie podzielają wraz ze mną oburzenie z powodu tego
braku szacunku, który został mi okazany w tym mieście.

XXI

„J” [Ξ], mówią obywatele, nigdy nie skrzywdził naszego miasta, ani
też nie uczynił tego nigdy „Kappa” [K]. Znaczenie tej zagadki, którą
wymyśliła wasza mądrość była trudna do zrozumienia, ale teraz
otrzymałem informatorów z waszego miasta, którzy wytłumaczyli mi, że
to są pierwsze litery imion, które reprezentować mają Chrystusa, jakoby
ulubieńca Konstantyna. Musicie mnie jednak znosić, podczas gdy ja
mówię otwarcie i szczerze. W jednej rzeczy Konstantyn skrzywdził was,
gdy ustanowił mnie Cezarem, zamiast zabić. Co do reszty, to może chcielibyście, żeby bogowie, wraz z wszystkimi obywatelami Rzymu
doświadczyli i was chciwością wielu takich Konstantynów, czy też
powinienem raczej powiedzieć chciwością wielu jego przyjaciół. Ponieważ
ten człowiek był moim krewnym bardzo mi drogim, ale po tym, jak
uczynił ze mnie swego nieprzyjaciela, zamiast wybrania przyjaźni,
bogowie z najwyższą życzliwością rozsądzili nasze zarzuty w stosunku do
siebie, ja osobiście dowiodłem, że byłem mu bardziej lojalnym
przyjacielem, niż on tego ode mnie oczekiwał, zanim stałem się mu
wrogiem. Dlaczego zatem uważacie, że drażnicie mnie wysławianiem jego
imienia, podczas, gdy naprawdę złości mnie hańbienie jego czci! Ale co do
Chrystusa, którego kochacie i przyjęliście go na patrona waszego miasta
zamiast Zeusa i Dafne i Kalliope, którzy objawili wasze sprytne zamiary.
Czcigodni obywatele Emessy, którzy tak długo modlili się do Chrystusa z
wielką chęcią podłożyli ogień pod grobowce Galilejczyków. Ale których
obywateli Emessy kiedykolwiek uraziłem? Tym niemniej jednak uraziłem
wielu z was, mogę właściwie powiedzieć, że wszystkich niemalże, senat,
zamożnych obywateli, cały lud. Inni z kolei, którzy są bezbożnikami,
nienawidzą mnie najbardziej chyba, czy też raczej wszyscy nienawidzą
mnie jednako, gdyż widzą, że obstaję przy tradycyjnych obrządkach
świętych, których przestrzegali nasi ojcowie, bogacze nienawidzą mnie,
gdyż nie pozwoliłem sprzedawać wszystkich towarów za maksymalną
cenę, lecz wszyscy razem nienawidzicie mnie najbardziej z powodu
tancerzy i teatru, nie dlatego, żebym pozbawiał kogoś tych przyjemności,
ale dla tego, że mnie samego mało one obchodzą – tyle co rechotanie żab
w stawie. Czyż zatem nie jest naturalne, że oskarżam sam siebie, skoro
dostarczyłem wam wiele słusznych powodów, aby mnie nienawidzić? XXII
Rzymianin Katon, czy on nosił brodę, tego jednakże nie wiem, ale
zasługuje na pochwałę w porównaniu z każdym, kogo rozpiera duma z
powodu swego umiaru i szlachetności duszy i przede wszystkim odwagi,
zatem on, jak mówię, odwiedził raz to ludne, bogate i luksusowe miasto i
kiedy ujrzał młodzieńców już na przedmieściach zbliżających się w całej
okazałości, a z nimi też i urzędników miejskich, ciągnących jakby na
defiladę wojskową; pomyślał sobie, że wasi przodkowie przygotowali to
wszystko, aby go uczcić. Toteż szybko zeskoczył z wierzchowca i
podszedł do nich, czując jednocześnie zakłopotanie, że jego przyjaciele,
którzy uprzedzili Antiocheńczyków, że zbliża się Katon, spowodowali, iż
ci wylegli mu na spotkanie. I kiedy on będąc w tym położeniu odczuwał
zawstydzenie i nawet rumienił się, gimnazjarcha podbiegł do niego i
wykrzyknął: „Przybyszu, gdzie jest Demetriusz?”. Ów Demetriusz był
wyzwoleńcem z Pompejów, który doszedł do wielkiej fortuny, a jeśli
chcecie wiedzieć, ile miał pieniędzy, ponieważ przypuszczam, że z tego,
co wam opowiadam, najbardziej interesuje was właśnie to, powiem wam
zamiast tego, kto opowiedział tę historię. Damophilus z Bitynii pisywał
utwory w tym stylu, dzięki temu, że z rozmaitych książek wybierał wiele
anegdot i kompilował opowieści, które wielce zachwycały każdego, kto
lubuje się w plotkach, starego, czy młodego. Ponieważ starość ożywia się
zazwyczaj w plotkach miłosnych, które to miłostki są naturalne młodzieży
i dlatego sądzę, że i starzy i młodzi jednako lubują się w plotkach.

XXIII

Ale wróćmy już do naszego Katona. Czy chcecie, abym powiedział
wam, jak pozdrowił on tego waszego gimnazjarchę? Tylko nie myślcie
sobie, że chcę w ten sposób zniesławić wasze miasto, ponieważ ta historia
nie jest mego autorstwa. Jeśli nawet jakaś pogłoska dotarła i do waszych
uszu, o człowieku z Cheronei, należącym do tej bezwartościowej klasy
ludzi, którzy przez szubrawców zwani są filozofami, ja sam nigdy nie
osiągnąłem tego, chociaż w swej ignorancji uważałem się zawsze za
członka filozoficznej braci i mniemałem mieć w tym swój udział – cóż
więc – jak powiedziałem, Katon nie odpowiedział w słowach, lecz tylko
zapłakał głośno, jak człowiek dotknięty szaleństwem i pozbawiony
zmysłów, po czym powiedział jeno: „Niestety nieszczęsne to miasto”! Po
czym odjechał.

XXIV

Dlatego teraz nie dziwcie się, że czuję w stosunku do was to, co czuję,
jako, że jestem jeszcze dużo bardziej niecywilizowanym człekiem niźli on,
bardziej dzikim, zawziętym, w takim stosunku, w jakim Celtowie są
bardziej niż Rzymianie. Urodził się [Katon] w Rzymie i żył pośród
rzymskich obywateli aż do starości. Ale co do mnie, to musiałem obcować
z Celtami, Germanami i w lasach Hercyńskich dopóki nie zostałem uznany
za dorosłego człeka, do tego momentu spędziłem tam mnóstwo czasu, jak
jakiś łowca współpracujący i zarazem miotający się między dzikimi
bestiami. Tam zaś spotkałem się z ludźmi o charakterze nie nawykłym do
pochlebstw i zalecania się władzy, lecz do zachowania pełnego prostoty i
szczerości w stosunku do wszystkich ludzi bez wyjątku. Następnie po moim takim wychowaniu, jakie odebrałem w dzieciństwie, moje drogi,
jako młodzieńca, zabrały mnie poprzez dyskusje z Platonem i
Arystotelesem, którzy nie są zupełnie odpowiedni do czytywania we
wspólnotach, w których myśli się, że stan ich konta i luksus czynią
człowieka najszczęśliwszym. Następnie musiałem ciężko pracować
pomiędzy najbardziej wojowniczymi i mężnymi ze wszystkich narodów,
gdzie mężowie słyszą o Afrodycie, bogini małżeństwa, tylko po to, aby
posiąść żonę i mieć potomstwo, zaś o Dionizosie Gaszącym Pragnienie,
tylko tyle [słyszą] ile potrzeba, by wypić tyle wina, ile każdy można w
jednym łyku. A do ich teatrów nie ma dostępu żadna rozpusta, ni
zuchwalstwo, ani też żaden mąż nie tańczy cordaxa na scenie.

XXV

Historia opowiada o pewnym mężu z Kapadocji, skazanym na
wygnanie do tego miejsca, o człowieku, który mieszkał w waszym mieście
w domu złotnika – wiecie oczywiście doskonale o kim mówię – i nauczył
się tutaj, że nie powinien utrzymywać kontaktów z kobietami, miast tego
zwrócić uwagę na młodzieńców. I po życiu i cierpieniu, nie wiem
doprawdy czego, udał się do króla tamtego kraju, wszczął z nim rozmowę,
aby opowiedzieć mu o waszych zwyczajach, liczbie tancerzy i innych tego
typu wspaniałościach i w końcu, kiedy tenże potrzebował cotylisty, znacie
ten wyraz i rzecz, która się z nim wiąże także, zaprosił go także stąd, z
powodu jego umiłowania dla prostego stylu życia, ale odkąd został raz
zaproszony do pałacu, kiedy tancerze rozpoczęli swe tańce w teatrze,
Celtowie opuścili przedstawienie, uważając tancerzy za ludzi dotkniętych
jakąś fałszywą egzaltacją. A i teatr wydawał się ludziom w tym kraju
wysoce śmieszny, tak jak z resztą wydaje się on śmieszny i mnie, ale podczas gdy u Celtów było kilku ośmieszających wielu, to ja tutaj znoszę
wraz z kilku mymi towarzyszami rzeczy ośmieszające nas wszystkich.

XXVI

To jest fakt, z powodu którego nie czuję się obrażony. Lecz
rzeczywiście, byłoby niedorzecznością dla mnie, gdybym nie zrobił
najlepszego użytku z obecnego stanu rzeczy, po tym, jak tak wspaniale
żyło mi się między Celtami. Ponieważ oni kochali mnie tak bardzo, ze
względu na podobieństwo naszych poglądów, że nie tylko wzięliby sprawy
w swoje ręce w mojej obronie, gdyby zachodziła taka konieczność, ale też
dali mi wielkie sumy pieniężne, a gdy chciałem odmówić i nie przyjąć ich
daru, niemal zmusili mnie do tego i we wszystkich mych działaniach są
gotowi podporządkować się mej woli. A co jest najbardziej zachwycające
ze wszystkiego to fakt, że wielki rozgłos towarzyszył mi stamtąd aż do
tego miasta i wszyscy mężowie proklamowali mnie dzielnym, mądrym i
sprawiedliwym, nie tylko strasznym w spotkaniu wojennym, ale także
zręcznym w obracaniu pokoju na swą korzyść, przystępnym i łagodnie
nastrojonym. A wy wysłaliście im wiadomości, że przeze mnie świat
wywrócony został do góry nogami, podczas gdy ja nie mam świadomości
wywracania do góry nogami czegokolwiek, dobrowolnie, czy
niedobrowolnie, po drugie, że powinienem skręcać sznury z własnej brody
i że jestem nieprzyjacielem „J” (Ξ) i „Kappa” (K). Ponadto kłamliwie
oskarżyliście mieszkańców sąsiednich miast, które są uświęcone i są
dobrymi sługami bóstw, tak jak i ja, o produkcję tych satyr przeciwko
mnie, podczas gdy ja wiem dobrze, że te miasta kochają mnie bardziej niźli
swych własnych synów, gdyż oni od razu przywrócili z powrotem
wszystkie świątynie bogów i zburzyli grobowce bezbożnego, na znak, który dałem im dzień wcześniej i tak byli tym podekscytowani i
wychwalali mnie w swych sercach, że zaatakowali miejsca kultu
bezbożnego z większą gwałtownością, niż mógłbym sobie tego życzyć.

XXVII

A teraz rozważcie swe własne zachowanie. Wielu z was
poprzewracało ołtarze bogów, dopiero co wzniesione i z wielkim trudem
moje pobłażliwe usposobienie przywróciło wśród was porządek. A kiedy
zaś odesłałem ciało z Dafne, niektórzy z was, w pokucie za wasze
zachowanie względem bogów, przekazało świątynię w Dafne tym, którzy
zostali skrzywdzeni z powodu relikwii ciała, które tam było złożone, ale
reszta z was, nie wiem, czy przypadkiem, czy też celowo, podłożyła pod
świątynię ogień, który przyjezdnych przejął taką zgrozą, ale przyniósł
zadowolenie rzeszom waszych obywateli. Fakt ten został ponadto
zignorowany i do dzisiaj jest ignorowany przez wasz Senat. Teraz zaś, w
mej opinii, nawet przed tym pożarem bóg opuścił świątynię, gdyż gdy
wszedłem tam po raz pierwszy, święty wizerunek boga dał mi tego znak.
Wołam wielkiego Heliosa, by zaopatrzył mnie w świadectwo tego, przed
wszystkimi niedowiarkami. A teraz zamierzam przypomnieć wam jeszcze
jeden powód waszej do mnie nienawiści, aby też sam siebie obrazić –
rzecz, która zwykle wychodzi mi całkiem dobrze – by zarówno oskarżyć
się, jak i samego siebie winić co do powodów tej nienawiści.

XXVIII

W dziesiątym miesiącu, według waszej rachuby – Loos, tak zdaje się
go nazywacie, odbywa się święto, ustanowione przez waszych ojców, na
cześć tego boga i było waszym obowiązkiem by gorliwie uczestniczyć w
odwiedzinach w Dafne. Stosownie do tego, spieszyłem tam ze świątyni
Zeusa Kasyjskiego, myśląc, że w przybytku w Dafne, czy gdziekolwiek,
będę mógł cieszyć wzrok widokiem waszego bogactwa i ducha
publicznego. I już widziałem w myślach, jakaż to będzie procesja, jak
oglądałbym ją w wizjach, zwierzęta ofiarne, libacje, chóry na cześć
bóstwa, kadzidła i młodzież waszego miasta otaczająca ołtarz, ich dusze
ozdabiające z całą świętością przybytek, a ich samych odzianych w biel i
we wspaniałą, odświętną odzież. Lecz gdy tylko wszedłem do świątyni nie
ujrzałem ni kadzidła, nawet jednego ciasta ofiarnego, ni też żadnego
ofiarnego zwierzęcia. W tym momencie zdziwiłem się niepomiernie i
pomyślałem, żem jeszcze na zewnątrz sanktuarium i świętego okręgu, że
czekacie tylko na znak ode mnie, czyniąc mi ten zaszczyt, jako że jestem
wszak pontifex maximus. Lecz kiedym począł wypytywać, jakie ofiary
miasto przeznaczyło aby odprawić doroczne święto na cześć boga, kapłan
odrzekł mi: „Ja sam przyniosłem z mego własnego domu gęś, aby
ofiarować ją bogu, ale miasto już nie ofiarowuje nic i nie czyni żadnych
przygotowań”.

XXIX

Z tego powodu jak widać mając talent do zyskiwania sobie wrogów,
wygłosiłem w senacie bardzo niewłaściwą mowę, którą może właściwie by
było teraz zacytować: „To zaiste straszna rzecz” – powiedziałem – „To tak
ważne miasto dba o bogów mniej, niż jakaś wieś na granicy Pontu. Wasze
miasto posiada dziesięć tysięcy parceli prywatnej ziemi, a jednak, gdy
nadchodzi doroczne święto na cześć boga, którego wszak czcili ojcowie
miasta, święto obchodzone po raz pierwszy, odkąd bogowie rozwiali tę
chmurę ateizmu, miasto nie dostarczyło dla swej własnej korzyści nawet
jednego ptaszka, chociaż powinno, o ile to możliwe poświęcić wołu z
każdej dzielnicy [tribus], a jeśli byłoby to za trudne, przynajmniej całe
miasto powinno za wszelką cenę zaofiarować bogu choć jednego byka, dla
swej własnej korzyści. Jeszcze każdy z was z radością wydaje pieniądze na
obiady i bankiety i wiem bardzo dobrze, że wielu z was trwoni znaczne
sumy pieniędzy podczas świąt majowych. Niemniej jednak, w waszej
własnej sprawie i w sprawie dobrobytu tego miasta, żaden z obywateli nie
ofiaruje ni prywatnej ofiary, ani też miasto nie ofiaruje ofiary publicznej,
tylko jeden jedyny kapłan. Powinien on, aby było godnie i sprawiedliwie,
pójść do domu niosąc ze sobą mnóstwo porcji zwierzyny, ofiarowanej
przez was bogu. Obowiązek nadany przez bogów kapłanowi jest taki, aby
czynić im honory, zaszczycając swym szlachetnym charakterem i praktyką
osobistego męstwa, ale też ma być należnie wynagradzany za swe usługi, a
miastu wypada, tak myślę, ofiarować ofiary tak publiczne, jak i prywatne.
Ale dzieje się tak, że każdy z was zezwala swym żonom wynieść sobie
wszystko z domu do Galilejczyków i kiedy wasze żony karmią biedaków
na wasz koszt, wzbudzają w nich wielki podziw dla bezbożników wśród
tych, którzy są w takich datków potrzebie, i taka jest, jak myślę, większa
część waszej ludności; podczas gdy wy, w waszym mniemaniu nie robicie
niczego niewłaściwego, kiedy w pierwszej kolejności nie dbacie o bogów i
żaden z będących w potrzebie nie idzie nawet w pobliże świątyń – bo
niczego tam nie znajdzie, myślę, co zaspokoiłoby jego głód, a jeszcze i to,
że każdy z was wyprawiając urodziny przygotowuje śniadanie i obiad bez
żadnej wstrzemięźliwości i prosi swych przyjaciół do suto zastawionego
stołu, podczas gdy w czasie dorocznego święta nikt nie dostarczył nawet
oliwy do lampy w świątyni, ani nie uczynił libacji, ani nie dał zwierzyny
na ofiarę, ni kadzidła. Teraz to doprawdy nie wiem, jaki dobry człek
mógłby wycierpieć widząc takie rzeczy w waszym mieście, zaś ja ze swej
strony uważam, że to uwłacza także i samym bogom”.

XXX

To, jak pamiętam, powiedziałem wówczas w senacie i bóg niech
poświadczy, że nie kłamałem – a chciałbym powiedzieć, że to nie była
prawda! On zaś porzucił już był wasze przedmieścia, które ochraniał tak
długo, jak i ponownie, podczas nawałnic i gwałtów, kiedy odwrócił w
niewłaściwym kierunku myśli tych, którzy wtedy byli u władzy i zniewolił
ich ręce. Ale postąpiłem głupio czyniąc was sobie nienawistnym.
Powinienem raczej zachować ciszę, jak myślę, tak jak postąpiło wielu,
którzy przybyli tutaj wraz ze mną i nie powinienem być wścibski i
wyszukujący błędy. Ale ja wylałem na wasze głowy wszystkie te
wymówki nie w celu i nie z powodu mego porywczego temperamentu, czy
śmiesznego pragnienia schlebiania komukolwiek, dlatego zapewne nie
uwierzono mi, że mówiłem to z dobrej woli, lecz ja, jak sądzę, mówiłem to
dla szacunku wobec pobożności i ze szczerego serca dla was, a to jest najbardziej niedorzeczną formą schlebiania. Dlatego traktujecie mnie
sprawiedliwie tylko wówczas, gdy chodzi o bronienie samych siebie przed
mymi słowami krytyki i wybranie innego pola dla obrony. Ponieważ
obraziłem was pod statuą boga i jego wizerunku świętego w obecności
kilku świadków, lecz wy zaś obraziliście mnie na rynku, w obecności całej
społeczności i z pomocą obywateli, pomocnych w układaniu takich
dowcipnych powiedzonek jak te wasze. Musicie przeto dobrze wiedzieć, że
wy wszyscy, ci którzy układali o mnie te wierszyki, jak i ci, którzy ich
słuchali, jesteście jednakowo odpowiedzialni, ci którzy słuchali z
przyjemnością tych zniesławiających mnie obelg, mieli z tego równą
przyjemność, chociaż narobił sobie mniej kłopotu niż mówiący, musi
dzielić się z nim winą.

XXXI

Przez całe miasto wówczas, kiedy zarówno słuchaliście, jak i
wypowiadaliście te wszystkie żarty, które wymyślono o tej mej nędznej
brodzie i o tym, że nigdy nie pokazywałem, ani też nie pokażę pomiędzy
wami stylu życia jakim wy żyjecie i chcielibyście, aby żyli też i nim ci,
którzy wami zarządzają. Dalej – z całym szacunkiem do żartów, które
zarówno prywatnie, jak i publicznie wylaliście na mą głowę, gdy to
ośmieszyliście mnie w wierszu anapestycznym, o to mam również żal do
samego siebie, że zezwoliłem wam używać tych sposobów otwarcie i
szczerze, dlatego nie uczynię wam z tego powodu żadnej krzywdy, ani nie
zgładzę, ani pobiję, ani w kajdany zakuję i też nie uwiężę, jak i nie ukarzę
was w żaden inny sposób. Dlaczego właściwie powinienem? Pokazuję się
wam w towarzystwie przyjaciół, zachowujących się z pełną trzeźwością –
zwracam do was swój wzrok zmartwiony i smutny – zawiodłem w ukazaniu wam jakichś pięknych spektakli; postanowiłem opuścić to
miasto, odejść stąd, nie dlatego, że spodziewam się, że będę traktowany z
szacunkiem przez tych, do których zdążam, ale z powodu, iż sadzę, że
bardziej pożądane jest, w przypadku, gdybym ostatecznie zawiódł w
pokazaniu im się jako człowiek honorowy i dobry, nie chciałbym dzielić z
nikim tych smutnych owoców sporu i nie drażnić tego szczęśliwego miasta
złym smrodem umiaru i trzeźwości mojej i moich przyjaciół.

XXXII

Niejeden z nas kupił sobie pole, albo ogród w waszym mieście, albo
zbudował dom, albo ożenił się, albo pożądał bogactwa Asyrii, albo uzyskał
sądowy patronat; nie pozwoliliśmy nikomu z urzędników, aby wywierali
dzięki nam jakikolwiek wpływ, ani nie nakazaliśmy, aby lud zarzucił swe
bankiety i spektakle. Nie – raczej zdobyliśmy dla nich ich luksusowy
spokój, odkąd to brak już tu biedy i niedostatku, mają czas na
komponowanie swych anapetów przeciwko autorowi ich dobrobytu. Ja
nawet nie pobrałem od was waluty w złocie, ani też wymaganej w srebrze,
ani nie podniosłem trybutu, ale w dodatku do zaległości [fiskalnych], 1/5
zwykłych podatków we wszystkich przypadkach złagodziłem. Ponadto, nie
sądzę, że wystarczy, bym sam praktykował opanowanie, lecz mam także
woźnego sądowego, który, na Zeusa i innych bogów, jest naprawdę
umiarkowany, jak myślę, i on został przez was zelżony, ponieważ, jako
człowiek podeszły wiekiem będąc nieznacznie łysym z przodu, w swej
perwersji wzbrania się przed noszeniem włosów z tyłu długich, jak Homer
opisał, iż robili Abantynowie. A mam na swym dworze dwóch czy trzech mężów, którzy wcale nie są gorsi od niego, nawet czterech czy pięciu, jeśli
chcecie.

XXXIII

Natomiast co do mego wuja i imiennika, to czyż on nie rządził wami
najsprawiedliwiej tak długo, jak bogowie zezwalali mu pozostawać ze mną
i asystować mi w mej pracy? Czyż nie administrował on, z najwyższą
przezornością interesami miasta? Co do mnie, to myślałem, że to są
wspaniałe rzeczy, mam na myśli łagodność i umiar tych, którzy rządzą i
sądziłem, że sam praktykując je, zyskam sobie w waszych oczach podziw.
Ale odkąd długość mej brody jest dla was wielce denerwująca i me
nieuczesane loki i fakt, że nie przywiązuję wagi do pojawiania się w
teatrach i że wymagam od ludzi czci, gdy są w świątyniach, ale najbardziej
denerwuje was moja stała obecność na rozprawach sądowych i fakt, że
próbuję wygnać zachłanność z placów handlowych. Dlatego z chęcią
opuszczam to miasto, zostawiając je wam samym. Ponieważ zmiana
przyzwyczajeń dla człowieka w podeszłym wieku nie jest łatwa, tak jak i
ucieczka przeznaczeniu. Jest to opisane w przypowieści o orle. Historia ta
idzie tak, że orzeł miał kiedyś ton [głosu] jak i inne ptaki, ale usiłował
zarżeć jak nieustraszony ogier, ale kiedy zapomniał swego poprzedniego
głosu, nie mógł zaś całkiem osiągnąć tego, który osiągnąć zamierzał, został
pozbawiony obydwu i odtąd głos, jaki z siebie wydaje, jest mniej
muzykalny, niźli u innych ptaków. To jest właśnie to przeznaczenie,
którego pragnąłbym uniknąć, nie zdołam bowiem już przestać być
gburowaty i zacząć być doskonały, a to dlatego, że, jak zauważyliście
sami, jestem, taka wola Niebios, blisko wieku, w którym „na mej głowie
białe włosy mieszają się z czarnymi”, jak mawiał poeta z Teos.

XXXIV

Ale dość już tego! Od teraz, na Zeusa, boga placów targowych i
opiekuna miasta, dajcie mi sprawozdanie waszej niewdzięczności. Czy
kiedykolwiek zostaliście skrzywdzeni przeze mnie w jakikolwiek sposób,
tak jako wspólnota, jak i indywidualnie i czy to dlatego, że nie macie
możności, by mścić się otwarcie, napadacie na mnie na swych rynkach w
anapanestycznych strofach, tak jak tylko komedianci zwykli byli czynić
wyciągając Herkulesa i Dionizjosa na scenę i robiąc z nich spektakl? Lub
czyż możecie chociaż powiedzieć chociaż, że nie powstrzymałem się od
jakiegoś przykrego zachowania względem was, albo, że nie
powstrzymałem się przed mówieniem o was źle, że teraz musicie bronić
się tymi samymi metodami? Jaka jest, pytam, przyczyna waszego
wrogiego nastawienia i nienawiści względem mnie? Ponieważ ja osobiście
jestem pewny, że nie uczyniłem żadnej strasznej, czy nieuleczalnej rzeczy
żadnemu z was, ani nikomu oddzielnie, ani też miastu jako całości, ani też
nie wypowiedziałem się jakimś lekceważącym słowem, ale wręcz
chwaliłem was, chociaż powinienem czuć się upoważniony [aby was
zganić]. Nadałem wam nawet pewne korzyści, naturalnie nie byłem w
stanie, tak jak pragnę, jak tylko mogę, zadowolić wszystkich. Ale
niemożliwe jest, jak dobrze wiecie zarówno obniżyć wszystkie podatki ich
płatnikom, jak i dać darowizny wszystkim, którzy są do tego
przyzwyczajeni. Dlatego, kiedy wydaje się, że nie zmniejszyłem żadnej z
publicznych składek, do których wpłaty szkatuła cesarska jest
przyzwyczajona, ale zmniejszyłem niemało z waszych podatków, czyż ta
sprawa [waszej nienawiści ku mnie] nie wydaje się zagadką?

XXXV

Jednakże, powinienem milczeć o tym wszystkim, co uczyniłem dla
wspólnoty mych poddanych, ażeby nie wydawało się, że celowo
wyśpiewuję własne pochwały swymi własnymi ustami, po ogłoszeniu, że
powinienem wylać na swą głowę wiele najbardziej obraźliwych zniewag.
Ale co do mych działań z całym szacunkiem względem was, jako osób,
które, chociaż ich maniery były nierozważne i głupie, nigdy nie
zasługiwały na odpłacenie się przeze mnie niewdzięcznością, co, gdyby się
stało, byłoby większym zarzutem przeciwko mnie i zarzuty te byłyby dużo
surowsze niż te, o których mówiłem wcześniej, mam na myśli te, które
odnoszą się do mego zaniedbanego wyglądu i braku wdzięku, jako, że
byłyby dużo mocniejsze, gdyż miałyby odniesienie do duszy. Zanim was
tutaj odwiedziłem, chwaliłem was wszelkimi możliwymi słowami, bez
czekania na faktyczną konfrontację z rzeczywistością, ani nie rozważałem,
jak powinniśmy się zachowywać wzajemnie względem siebie, jako, że
sadziłem, że jesteście synami Greków, zaś ja sam, pomimo, że moja
rodzina pochodzi z Tracji, jestem Grekiem jeśli chodzi o zwyczaje,
sądziłem przeto, że winniśmy sobie wzajemny szacunek z najbardziej
możliwą sympatią. Ten przykład, iż tak zaryzykowałem, musi dlatego
zostać zaliczony jako zarzut przeciwko mnie. Następnie, kiedy to
przysłaliście do mnie poselstwo – które przybyło nie tylko później niż
wszystkie inne poselstwa, lecz nawet później niż Aleksandryjczyków,
którzy mieszkają w Egipcie – złagodziłem duże sumy złota, jako też i
srebra i cały trybut, który płaciliście oddzielnie od innych miast i co więcej
powiększyłem rejestr Senatu waszego miasta do dwustu ludzi i nie
oszczędzałem na żadnym człowieku, ponieważ chciałem, aby wasze
miasto było większe i potężniejsze niż dotychczas.

XXXVI

Dlatego dałem wam możliwość wybrania w skład waszego senatu
najbogatszych obywateli, tych, którzy zarządzają mymi własnymi dobrami
i mają obowiązek bicia monety. Wy jednakże nie skorzystaliście ze
sposobności i nie wybraliście zdolnych ludzi pomiędzy tymi, lecz
chwyciliście się okazji do zachowania się jak miasto nie uporządkowane w
jakikolwiek sposób, co chociaż było zgodne z waszym charakterem. Czy
chcecie, abym przypomniał wam jeden przykład? Mianowaliście senatora
i, zanim jego imię znalazło się w rejestrze, a jego charakter wciąż był
badany, przeznaczyłeś go do sprawowania funkcji publicznej. Wtedy też
wyciągnęliście z rynku innego człeka, który był biedny i który w każdym
innym mieście zostałby policzony do klasy ludzi, określanych mianem
szumowin, ale który między wami, odkąd jesteście nadmiernie mądrzy i
wymieniacie złoto na śmieci, cieszy się umiarkowanym losem. Takiego to
człeka wybraliście sobie na kolegę! Wiele z tych obraźliwych czynów
odnosi się do nominacji, a kiedy nie dałem na wszystkie zgody, nie tylko,
że zostałem pozbawiony podziękowań za całe wyświadczone wam
dobrodziejstwo, ale też poniosłem konsekwencje waszej niechęci, niby na
konto tego, że powstrzymałem się od sprawiedliwości.

XXXVII

To wszystko to były błahe sprawy i nie mogły, jak dotąd, uczynić
miasto mi wrogim. Ale me największe przewinienie, które wzbudziło w
was gwałtowną nienawiść było takie. Gdy przybyłem pomiędzy wasz lud
do teatru, ci, którzy byli uciskani przez bogatych, od razu poczęli krzyczeć: „Wszystkiego pełno! Wszystko drogie!”. Następnego dnia
przeprowadziłem rozmowę z waszymi najpotężniejszymi obywatelami,
próbując wyperswadować im, iż lepiej jest wzgardzić niesprawiedliwym
zyskiem z dobrodziejstwem dla obywateli, jak i obcych przebywających w
waszym mieście. A oni zaś obiecali, że zajmą się tą sprawą, lecz w ciągu
trzech najbliższych miesięcy nie otrzymałem żadnej wiadomości w tej
sprawie i czekałem, lecz oni zlekceważyli tę sprawę i to w taki sposób, że
nikt nie przypuszczał, iż to w ogóle możliwe. Stwierdziwszy, że głos ludu
mówi prawdę i rynek cierpi nie z powodu braku towarów, lecz w wyniku
chciwości bogaczy, ustanowiłem i podałem do publicznej wiadomości
odpowiednią cenę każdego produktu. Ponieważ zaś owi posiadacze mieli
dość wszystkiego – i wina i oliwy i wszelakich dóbr – zboża jednak
rzeczywiście nie dostawało, jako, że zbiory wypadły marnie z powodu
posuchy, posłałem do Chalcydy, do Hierapolis, do miast okolicznych;
sprowadziłem stamtąd czterysta tysięcy miar. A kiedy i to zostało zużyte,
dostarczyłem najpierw piętnaście, potem siedem i ostatnio jeszcze dziesięć
tysięcy tak zwanych modii – wszystko z moich majątków prywatnych.
Przekazałem miastu również pszenicę z Egiptu, ustanawiając cenę za
piętnaście miar taką, jaka wcześniej była za miar dziesięć. Płacono zaś tego
lata za dziesięć miar sztukę złota; należało oczekiwać, że w porze roku
gdy, jak mówi beocki poeta: „okrutną jest rzeczą dla głodu, trzymać go w
chałupie” przyjdzie głód, za ten pieniądz otrzyma się ledwie miar pięć i to
z wdzięcznością, zwłaszcza, gdy zima przyszłaby szczególnie surowa.

XXXVIII

A co czynili wasi bogaci obywatele? Pszenicę, którą mieli schowaną
po wsiach, potajemnie sprzedawali drożej, każąc społeczeństwu pokrywać swe straty! Zaś rezultat jest taki, że nie tylko ludzie z miasta, ale głównie
ze wsi tłoczą się, aby kupić chleb, który jest jedynym towarem,
występującym w obfitości i taniości. A kto z was pamięta, by nawet w
okresie urodzaju nabywano za sztukę złota aż piętnaście miar zboża? To z
tego powodu poniosłem konsekwencje waszej nienawiści. Nie pozwoliłem
bowiem ludziom sprzedawać wam wina i warzyw i owoców za złoto, albo
zboża, które zostało ukryte przez bogaczy w ich spichlerzach, aby sprzedać
je w odpowiedniej chwili z zyskiem. Zarządzali swymi interesami
dyskretnie i poza miastem i tak spowodowali wśród ludu „głód, który
kruszy śmiertelnika”, jak powiedział bóg, który oskarżał zachowujących
się w ten sposób. A miasto teraz cieszy się obfitością chleba i niczego
więcej.

XXXIX

Wiedziałem oczywiście, że tak postępując, nie zadowolę każdego, ale
to mnie nie obchodziło. Myślałem bowiem, że mym obowiązkiem jest
pomoc rzeszom ludzi, którzy byli oszukiwani, jak i też obcym, którzy
przybywali do miasta tak ze względu na mnie, jak i wysokich urzędników,
którzy przybyli wraz ze mną. Lecz teraz, gdy inni wyjechali, a miasto jest
jednomyślne w swym szacunku do mnie – jedni mnie nienawidzą, zaś inni,
których nakarmiłem są niewdzięczni – zostawiam cały ten problem w
rękach Adrastei i udaję się do innych narodów i do obywateli innego niż
wy gatunku. Nie przypomnę wam nawet, jak wzajem się traktowaliście
dochodząc swych praw dziewięć lat temu, jak ludność z głośnymi
okrzykami podłożyła ogień pod domy potężnych mieszkańców,
zamordowała namiestnika i jak potem zostaliście ukarani za te ekscesy ponieważ, jakkolwiek ich gniew był uzasadniony, to co zrobili
przekroczyło wszelkie granice.

XL

Dlaczego, powtórzę, traktujecie mnie tak niewdzięcznie? Czy dlatego,
że żywię was z własnej kieszeni, co nie zdarzyło się nigdy aż do tego dnia
żadnemu miastu, a co więcej, karmię was tak obficie? Czy też dlatego, że
podniosłem rejestr Senatu? Czy może dlatego, że złapawszy was na
kradzieży, nie wytoczyłem winnym procesu? Pozwólcie mi, jeśli łaska,
przypomnieć wam jeden, albo dwa przykłady, aby nikt nie myślał, iż to
tylko co mówię to pretekst, pusta retoryka, czy fałszywe twierdzenia.
Powiedzieliście, jak pamiętam, że aż trzysta tysięcy działek leży odłogiem,
nieuprawiana. Poprosiliście, abym wam je dał, a kiedy je mieliście,
podzieliliście je wszystkie między siebie, chociaż rzeczywiście ich nie
potrzebowaliście. Ta sprawa była już badana i wyniosła do światła
wszystkie wątpliwości. Następnie zabrałem parcele tym, którzy trzymali je
niesprawiedliwie i nie zadając pytań o ziemie, które oni posiadali przed
nabyciem nowych i za które nie płacili podatku, chociaż powinni byli
zostać opodatkowani, wyznaczyłem więc tych ludzi do najbardziej
kosztownych funkcji publicznych w mieście. A nawet teraz ci, którzy
hodują konie, każdego roku trzymają trzy tysiące działek wolnych od
podatku. Spowodowane jest to głównie przez zarządzenie i orzeczenie
mego wuja i imiennika, lecz tez i przez moją dobroć, a ponieważ jest to
mój sposób karania łajdaków i szubrawców, oczywiście podług was,
wywracam świat do góry nogami. Dobrze z resztą wiecie, że łaska w
stosunku do ludzi tego rodzaju wzmaga i rozwija nikczemność między
ludem.

XLI

Cóż, ma mowa przyszła w końcu do punktu, do którego chciałem
dojść. Sam jestem winien wszystkim nieszczęściom, które na mnie spadły,
albowiem okazałem swą łaskę osobom niełaskawym. Dlatego jest to
spowodowane z mojej winy, nie zaś przez waszą rozpustę. Na przyszłość
będę się starał postępować w stosunku do was roztropniej, wam zaś niech
bogowie zapłacą za waszą życzliwość i honory, którymi uczciliście mnie
publicznie!