O misteriach Mitry inaczej

Total votes: 1033

Stanisław Żuławski

Deprywacja sensoryczna, obwody neurogenetyczne i lot kosmiczny mysty

O misteriach Mitry, obrządku rozpowszechnionym w II i III w n.e. na zachodnich połaciach Imperium Rzymskiego wiadomo niewiele. Nawet dziś, gdy materiał dowodowy wraz z interpretacjami, opartymi na poszlakach (analogie z innymi kultami, opinie ojców kościoła np. Tertuliana, czy pisma neoplatoników) jest na tyle szeroki by zakwestionować jego perskie pochodzenie (patrz Ulansey1) w kwestiach zasadniczych pozostaje wiele luk i niejasności.

Kult ten był nawet w pewnym momencie głównym realnym konkurentem młodego Kościoła, tym bardziej niebezpiecznym, iż cieszył się poparciem kręgów wojskowych oraz wielu cesarzy (począwszy od Komodusa, poprzez Konstancjusza Chlorusa ojca Konstantyna po Juliana Apostatę). Warto też przypomnieć, iż Mitra uznany został za protektora Imperium na zjeździe tetrarchów w Carnuntum w 308 r.

Nie bez przesady więc znany historyk Hipolit Taine powiedział kiedyś, iż gdyby chrześcijaństwem zachwiała jakaś choroba, to czcilibyśmy dziś Mitrę.

Tradycja misteryjna była bardzo rozpowszechniona w przeżywającym kryzys polityczny i ideologiczny cesarstwie pierwszych wieków Ne. Już samo greckie słowo „mysterion” oznaczające „tajemnicę” sugeruje tajny i zamknięty charakter tych obrządków (stąd też nawiasem mówiąc wzięły się znane dziś określenia jak „okultyzm”, czy „hermetyzm”). Tajność owych stowarzyszeń obramowana była przysięgą milczenia, a cała otoczka mitologiczna miała symboliczne znaczenie odsłaniane w toku inicjacji na kolejne szczeble wtajemniczenia.

Powszechnie zwykło się wiązać tą eksplozję tajemnych obrządków z wpływami Wschodnimi, stąd mówi się nawet o wschodnich kultach. Wśród nich możemy wymienić choćby kult Izydy, Attisa, czy Sarapisa. Mitraizm był jednak zjawiskiem wyjątkowym. Dopuszczający do wspólnoty jedynie mężczyzn, pozbawiony wątków orgiastycznych, a wręcz przeciwnie wymagający dyscypliny niemal wojskowej (rozpowszechniany był przez żołnierzy), posiadał siedmiostopniowy system wtajemniczenia i otoczony był tajemnicą. Nie ma praktycznie żadnych zapisków dotyczących istoty kultu. Pozostał jedynie opis liturgii w Papirusie Paryskim, oraz kilka wzmianek u pisarzy chrześcijańskich i neoplatoników. Reszta informacji, a właściwie spekulacji pochodzi z bogatej na szczęście ikonografii świątyni mitrejskiej – Mitreum.

Świątynie te są same w sobie ewenementami. Mimo, iż centralny dla kultu bóg Mithra był towarzyszem Słońca, bądź jego aspektem, w każdym razie reprezentował zasadę solarną, jego misteria odbywały się w ciemnościach, bądź to w jaskiniach, bądź w piwnicach specjalnie do tego przeznaczonych. Miały one schematyczny, powtarzający się układ; nawa główna z ołtarzem wyobrażającym centralną scenę bykobójstwa (tauroctonium) i dwa podia po bokach. Ściany i sklepienie pomalowane były motywami astralnymi; przedstawiały sklepienie niebieskie lub sfery planetarne.

Dlaczego więc wybrano miejsca podziemne dla kultu solarnego bóstwa? Przecież w Persji, skąd rzekomo miało ono pochodzić palono święty ogień w ołtarzach i świątyniach ulokowanych na wzniesieniach; szczytach wzgórz czy gór.

mitreum

Mitreum w Ostii, fot. Rutilius

Pierwszej odpowiedzi dostarcza ikonografia samej świątyni i krótka wzmianka neoplatonika Porfiriusza w „Grocie nimf”. Otóż, podziemne mitrejskie świątynie imitujące wnętrza jaskiń są „obrazami kosmosu”.2 Oczywiście kosmosu widzianego ‘od wewnątrz’; sklepienia grot pokryte gwiazdami czy znakami zodiaku miały reprezentować sfery gwiaździste otaczające wedle teorii geocentrycznej Ziemię. Sfer owych było siedem.

Co ciekawe liczba ta ma uniwersalne znaczenie i jako ilość stopni wtajemniczenia pojawia się w wielu bractwach okultystycznych (system zwany hebdomadą). W szamanizmie azjatyckim lot szamana odbywa się poprzez siedem światów, alchemia i astrologia odwołują się do siedmiu stref planetarnych i odpowiadających im metali, również i sufizm posiada siedem stopni inicjacyjnych. Liczba ta wzmiankowana jest wielokrotnie w Biblii; zwłaszcza w Apokalipsie św. Jana, do dziś zresztą używa się wyrażenia „siódme niebo”. Nie jest więc liczba siedem przypadkową; wywodzi się wprost z astrologii Chaldejskiej.

Nie dziwi obecność owej liczby w misteriach mitry; mamy więc siedem stopni planetarnych (poświadczonych na freskach w mitrach) i odpowiadające im stopnie wtajemniczenia. Analiza porównawcza mitraizmu, astrologii i poglądów neoplatoników dowodzi, iż mitraizm podzielał w zasadzie gnostycką wizję kosmosu. Świat to więzienie materii w które upadły dusze ludzkie, siedem skłonności zmysłowych odpowiadających poszczególnym planetom odgradza człowieka szukającego wyzwolenia od Za-świata, czyli platońskiego Empireum.

Inicjowany poprzez doświadczenie misteryjne wstępuje na drogę powrotną wiodącą do królestwa niebieskiego, stawia czoło bóstwom planetarnym wznosząc się coraz wyżej w swym kosmicznym locie.

Tu pojawiają się jednak sceptyczne głosy niektórych historyków mimo licznych dowodów ikonograficznych i przede wszystkim liturgii Mitry z Wielkiego Papirusu Paryskiego z IV w – jedynego zachowanego dokumentu tego kultu. Bo, na czym niby miałaby polegać owa gwiezdna wędrówka misty? W jakich kategoriach ją interpretować? Tak zwani poważni historycy sprowadzili więc to wszystko do roli alegorycznej dekoracji, a sam mitraizm zwykli analizować w kategoriach kultu religijnego z Bogiem, obrządkiem i czystością etyczną.

Nie jest to jednak w żadnym stopniu uzasadnione. Po pierwsze wiele wskazuje, iż generalnie mitologie towarzyszące misteriom, czy to Izydy, czy Mitry miały znaczenie czysto symboliczne, tak, że wątpliwe jest nawet czy bogów pojmowano w istocie personalistycznie (przynajmniej na bardziej zaawansowanych stopniach inicjacji), po drugie zaś istnieją konkretne, materialne dowody na czysto inicjacyjny i magiczny charakter misteriów.

Oto bowiem w Capui odkryto freski wyobrażające sceny z konkretnych inicjacji na kolejne stopnie.3

W tym kontekście inspirujący okazuje się być przypadek innowacyjnego podejścia do starożytnych źródeł, a konkretnie do Tybetańskiej Księgi Umarłych dr Tymoteusza Learego. Swego czasu pojawił się ciekawy artykuł Tomasza Gabisia na temat oryginalnego odczytania świętych tekstów; „Tybet, Egipt i wewnętrzne podróże”, gdzie wspomina on Learego i podobnych mu amatorów interpretatorów.4

Akademiccy historycy zazwyczaj przesiąknięci religioznawczą erudycją zapominają o bardzo prostym fakcie, o którym przypomniał Leary. Otóż, zarówno teksty; a więc mitologie, czy święte Księgi starożytnych, jak i ich obrzędy były co najmniej dwuwarstwowe. Pod zewnętrzną, alegoryczną formą kierowaną do ludu, kryła się wewnętrzna zakodowana treść. Polecał to zresztą Platon jako formę szyfrowania wiedzy. Leary wykorzystał tą wiedzę do nowego, zupełnie odmiennego spojrzenia na Tybetańską Księgę Umarłych, zamiast popularnej egzoterycznej jej interpretacji jako podręcznika umierania i losów duszy w zaświatach zaproponował on ezoteryczne odczytanie. Wedle Learego; wszystkie bóstwa i demony, wszystkie nieba i piekła spotykane podczas wędrówki opisanej w Księdze znajdują się wewnątrz naszego umysłu. Byłaby więc Księga Umarłych próbą nakreślenia mapy wewnętrznej ludzkiego umysłu, co nie jest takie nieprawdopodobne biorąc pod uwagę centralne dla buddyzmu przekonanie, iż „świat” jest wytworem naszej świadomości.

mitreum

Mitreum w Ostii, fot. Rutilius

Czy nie można byłoby analogicznie potraktować astralnej wędrówki mitrejskiego mysty? Czy aby, nie jako wędrówkę po obszarach własnej podświadomości ku świadomości? A gdyby pokusić się o utożsamienie poszczególnych „wpływów planetarnych”, o których można powiedzieć dzisiejszym językiem jako o instynktach z obwodami neurogenetycznymi pojęciem autorstwa wzmiankowanego Tymoteusza Learego?

Owe obwody (wg Learego jest ich osiem) to nic innego tylko nasze wdruki genetyczne, instynkty, oraz programy bardziej zaawansowane takie jak stan błogości (Samahdi), czy obwód metaprogramowania. Ten ostatni odpowiadałby wyzwoleniu, czyli umiejętności manipulacji poprzednimi programami – innymi słowy ich dowolnemu przeprogramowaniu, gdzie jednostka staje się rzeczywistym panem samego siebie.

Podchodząc tak należy potraktować ów „kosmiczny lot” mitrejskiego mysty metaforycznie, podobnie jak traktuje się wizje szamańskie. Mielibyśmy więc do czynienia z wewnętrzną projekcją, a spotykane po drodze „demony”, „strażnicy bram” czy wreszcie „archonci” byliby po przetłumaczeniu na współczesny język pewnymi archetypami zakodowanymi w naszej podświadomości, a być może w banku naszej archaicznej zbiorowej pamięci. Inicjacja, jak powszechnie wiadomo jest „przejściem”, transgresją także w dziedzinie świadomości. Być może więc, misteria mitrejskie poprzez kolejne szczeble inicjacji (osobna na każdy poziom „planetarny”) miały na celu metaprogramowanie umysłu, wywołanie w nim trwałych zmian poprzez traumatyczne, zostawiające mocny ślad doświadczenia. Istnienie takich traumatycznych inicjacji poświadczają freski w wielu mitrach. Widzimy tam skrępowane postacie inicjowanych z opaską na oczach do których twarzy przykłada się pochodnię, innym razem z kolei na leżącego na ziemi człowieka upuszczane są węże i skorpiony, zdarza się także przykładanie miecza do gardła.

Doświadczenie szoku wynikające z niecodziennych i niebezpiecznych sytuacji to jednak za mało, potrzeba było oczywiście odpowiedniej stymulacji i wyostrzenia percepcji. Wszak inicjowani byli w większości żołnierzami, a więc nie straszne musiały im być rany, czy perspektywa poparzenia. Konieczne musiało być wprowadzenie umysłu w stan niepewności i wcześniejsze rozbicie codziennej rzeczywistości, być może towarzyszyły temu wizje podobnie jak w szamanizmie. Wtedy jednak musielibyśmy założyć stosowanie substancji psychoaktywnych, co nie wydaje się nieprawdopodobne biorąc pod uwagę wykorzystanie ich w wielu innych antycznych misteriach, lecz biorąc pod uwagę ascetyczną specyfikę mitraizmu można podejrzewać inne środki. Otóż, samo mitreum stwarza doskonałe warunki do modyfikacji świadomości, a mówiąc precyzyjnie do zjawiska „deprywacji sensorycznej”. Właściwie to wypełnia te kryteria, jak na owe czasy prawie że idealnie, tak iż zasługuje na miano „komory deprywacyjnej”. Dlaczego nie mielibyśmy więc analizować świadomego jego zastosowania pod tym właśnie kątem, jeśli poświadczone są analogiczne eksperymenty min. u syberyjskich szamanów, czy w buddyzmie tybetańskim.

Tu przydała by się krótka dygresja historyczna. Komora deprywacji sensorycznej (floatatnion tank) jest oficjalnie wynalazkiem profesora Johna C. Lilly z połowy lat 50tych. Pracując dla Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego USA badał oddziaływanie środków psychoaktywnych takich jak LSD na świadomość, przy okazji postanowił odpowiedzieć na pytanie jak będzie ona reagować na sytuację przeciwną, czyli brak jakichkolwiek bodźców?

Powszechna wówczas w środowisku naukowym opinia skłaniała się ku behawioryzmowi zakładając, iż w wypadku przerwania zewnętrznej stymulacji badany zapadnie po prostu w sen. Do celu eksperymentu skonstruowano szczelną komorę wypełnioną wodą w temperaturze ciała. Osoba w niej zamknięta stopniowo pogrążała się w stanie relaksacji tracąc kontakt z rzeczywistością. Nie zapadła jednak w sen, a jej funkcje umysłowe nie uległy spowolnieniu. Finalnym etapem okazują się być halucynacje zmysłów;

przybierać (one mogą) formę wielobarwnych fraktali, tuneli, korytarzy, eksplozji kolorów. Poczucie czasu zostaje całkowicie zaburzone. Uczestnik zostaje porwany przez strumień halucynacji odbieranych każdym zmysłem, słyszy dźwięki, czuje dotyk, poddaje się nieogarnionej, fantazyjnej podróży wgłęb własnej zmysłowości5.

mitreum

Mitreum w Ostii, fot. Rutilius

Mitreum było dźwiękoszczelne, pozbawione źródeł światła słonecznego (zawsze brak okien), posiadało szerokie ławy, na których inicjowany mógł leżeć w bezruchu. Dodajmy, iż niektóre nawet miały kształt tub, tak więc hipotetycznie mogły być napełnione wodą, choć jest to raczej zbyt daleko idące przypuszczenie.6

W każdym razie przekazy inicjacyjne podają częsty motyw symbolicznej śmierci, czy zejścia do grobu lub w zaświaty. Wiedząc o tym, iż wizje mistyczne bardzo często spowodowane były różnego rodzaju deprywacją (patrz A. Huxley „Wrota percepcji”) dlaczego traktować jej jako środek używany w Mitrach, które były jakby specjalnie do tego stworzone?

Niezależnie czy uwierzymy w „wyjście z ciała” i „wędrówkę astralną”, czy w doświadczenie „penetracji zakamarków podświadomości i aktywację ukrytych programów zarządzających strukturami jaźni” efekt jest ten sam; transgresja inicjowanego. Pamiętajmy bowiem o starożytnej formule hermetycznej „Jak na górze, tak też na dole”, oznaczającej po prostu fakt, iż mikrokosmos jest odbiciem makrokosmosu. Kosmos jest lustrem umysłu.

By nie przestać na suchej analizie przytoczmy relacje samych inicjowanych;

Do granic śmierci doszedłem i progów Prozerpiny dotknąłem, a wróciłem przez bezdnie wszystkich żywiołów. W głębokiej nocy widziałem słońce ślepiącym blaskiem jaśniejące, patrzyłem w oczy potęgom piekielnym i niebieskim potęgom i do stóp ich czołem uderzyłem.7

Wdychaj promienie słoneczne, wciągnij je po trzykroć tak głęboko jak potrafisz, tak że ujrzysz siebie samego wznoszącego się ponad wszelką możliwą wysokość i poczujesz się tak, jak gdybyś rozpuścił się w eterze.8


1 The orgins of the Mithraic mysteries, David Ulansey

2Grota nimf, Porfiriusz Wydawnictwo WAM Kraków 2006, str. 39

3 The Mithraic body; The Example of the Capua Mithraeum, Richard Gordon

4 http://www.tomaszgabis.pl/?p=14

5 Deprywacja sensoryczna, Neurobot, electrozine

6 Mushrooms and Mankind, James Arthur

7 Metamorfozy czyli złoty osioł , Apulejusz

8 Liturgia Mitry, Papirus Paryski