Hermes Trismegistos, IX

Total votes: 747

T. Zieliński

Spis treści * Wstęp * I * II * III * IV * V * VI * VII * VIII * IX * X * XI * XII * XIII


To, co nazywamy hermetyzmem niższym, wprowadza nas przede wszystkim w dziedzinę magii. Cały świat podksiężycowy roi się od demonów. Wyobrażenie to znajdziemy też i w hermetyzmie wyższym, lecz tam ma ono inne znaczenie. Tam istnieje lęk przed demonami, jako istotami niebezpiecznymi dla duszy; tu, przeciwnie, ludzie starają się nawiązać z nimi stosunki w imię wszelakich dóbr ziemskich. Panuje nad demonami księżyc, po grecku — Hekate, po-egipsku zaś —Tot, czyli „władca słów". Kto zna te słowa, formuły zaklęcia, ten może posługiwać się demonami. Jakie zaś były demony, o tym dać nam może wyobrażenie modlitwa poniższa, znaleziona przed laty kilkunasty w jednym papirusie, a przypisywana słynnemu magowi Astrampsychesowi (wedle Reitzensteina, str. 20 i in.).

„Wstąp we mnie, władny Hermesie, jak dzieci wstępują do łona kobiet. Wstąp we mnie, władny Hermesie, ty, gromadzący pokarm bogów i ludzi. Wstąp we mnie, władny Hermesie, i obdarz mnie urokiem, dostatkiem, zwycięstwem, szczęściem, urodą, nadobnością lica, siłą przeciwko wszystkim. Znam imię twoje, na niebiosach jaśniejące — Bosti, Bathen-bothi, Oamenoth, Endomuch: takie są imiona twe u czterech węgłów nieba; znam również twe postaci, są one następujące: na wschodzie masz postać ibisa, na zachodzie psiogłowca, na północy masz postać węża, na południu masz postać wilka; wiem, jaka jest twoja trawa: jest to elolla etebenoot; wiem, jakie jest twoje drzewo: hebanowe. Znam ciebie, Hermesie, kim jesteś, skąd pochodzisz i jakie jest twe miasto: jest to Hermopolis. Znam także imiona twoje barbarzyńskie"... Przytoczone wyżej, nie zdały się snadź autorowi dość barbarzyńskie: kazał on adeptom swoim łamać język na następujących: „Farnathas, Barachel, Chtha — oto są imiona twoje barbarzyńskie; a także imię twoje prawdziwe, wyrzezane na świętej płycie chramu hermopolskiego, gdzie jest ojczyzna twoja: imię twoje prawdziwe brzmi Oserjarjaches Nomathi — takie jest twe piętnastoznakowe imię, posiadające liczbę znaków wedle liczby dni wzrostu księżyca, drugie zaś imię z siedmiu znaków wedle liczby władców świata (planet), a sumą obliczenia 1 odpowiadające liczbie dni — Abraxas. Znam ciebie, Hennesie, i ty mnie znasz; ja jestem tobą, a ty jesteś mną. Wstąp we mnie i daj mi wszystko i pomóż mi wespół z Dolą Dobrą i Demonem Dobrym".

W modlitwie tej niema prawie ani jednej myśli, której nie można by było potwierdzić analogią z formuł staroegipskich. Główna siła przymusu polega na tym, że autor zna prawdziwe imiona tych, do kogo się zwraca. Ongi, przewodnik dusz — Tot — uczył nieboszczyków poznawać prawdziwe imiona potworów świata zagrobowego i członków straszliwego sądu; obecnie ta sama nauka obrócona jest przeciwko niemu samemu. Pożytecznie jest znać również jego imiona „barbarzyńskie"; rozumieć należy żydowskie, jak wskazuje forma Barachel, wzięta z bogatej demonologii kabalistyki żydowskiej. Słowem, mamy przed sobą próbkę owej mieszaniny grecko-egipsko-żydowskiej, w której wyrażała się zabobonność epoki hellenistycznej.

Panna Świata, wielka Izyda, otrzymała wiedzę swą od Hermesa, swego mistrza — albo, jak opiewa inny wariant — od Kamefisa: „Słuchaj, synu mój, Horusie, dostępujesz wiedzy tajemnej, którą Kamefis starożytny zdobył od Hermesa, wszechrzeczy pisarza, ja zaś od starożytnego Kamefisa, w owym zarazem czasie, gdy uczcił on mnie także czernią doskonałości (to teleiô melani"). Ostatnich słów nikt nie rozumie; sądzę, że zdołam je wyjaśnić. Przede wszystkiem ustalę fakt, że ów Kamefis którego pojednawcza teologia Panny Świata mianuje uczniem Hermesa, jest nikim innym, tylko samym Hermesem, a mianowicie jednym z jego imion „prawdziwych"; jasno dowodzi tego modlitwa (Reitzenstein, str. 29), gdzie Hermes pod koniec nazwany jest „władcą Kmef". Następnie zaś powołam się na ciekawą tejże Izydy opowieść wobec Horusa o przygodach swych w świętem mieście Ormanuth (Berthelot, Collection des ancies alchimistes grecs, 29): „Tu zdarzyło się, że jeden z aniołów, zamieszkujących pierwsze utwierdzenie niebieskie, ujrzał mnie i zapragnął mnie posiąść. Ja wszakże nie zgadzałam się, pragnąc dowiedzieć się, jak wyrabia się złoto i srebro. Wtenczas odrzekł on, że nie ma prawa nauczyć mnie tego, ale że dnia następnego przyjdzie starszy anioł Amnailes, i że tamten będzie mógł odpowiedzieć na moje pytanie". Izyda uparła się przy swoim; w taki to sposób od Amnailesa pochodzi umiejętność wyrabiania złota i srebra.

Wolno się domyślać, że tajemniczy Amnailes jest to tylko imię barbarzyńskie owego Hermesa, którego imię „prawdziwe" brzmiało Kmef. „Księgi święte — powiada Zosimas (Berthelot, Origines de 1'alchimie, 9) — uczą nas, że istnieje gatunek demonów, obcujących z kobietami; Hermes mówi o nich w swych księgach o przyrodzie. Starożytne i święte pisma mówią, że niektórzy aniołowie, zapaławszy miłością do kobiet, zstąpili na ziemię i nauczyli je tajników przyrody: wskutek tego zostali wygnani z nieba i na wieczne skazani tułactwo. Z tego związku powstał ród olbrzymów. Księga, z której uczyli oni sztuk, zwała się Chema; stąd słowo „che-ma" oznacza przede wszystkim sztukę — a mianowicie chemię. A teraz wspomnijmy, że chema jest to słowo egipskie, oznaczające „czarność"; teraz, spodziewam się, staną się zrozumiałe słowa Panny Świata, że" Hermes - Kamefis „uczcił ją czernią doskonałości" — to znaczy: „nauczył ją chemii" w nagrodę za jej miłość.

Istotnie, chemia, jaką znał Egipt, była umiejętnością wyrabiania złota i srebra, zwłaszcza złota. Przy tym słowa „wyrabianie" nie należy rozumieć zbyt ściśle; zadanie uchodziło za rozwiązane, gdy udawało się osiągnąć metal, mający wygląd zewnętrzny złota, jednym ku temu środkiem było pozłacanie, drugim — przyrządzanie spławu, przypominającego metal poszukiwany; niekiedy uprawiano zawód rzetelnie, kiedy indziej z niewątpliwym celem oszustwa. Dochowały się do czasów naszych recepty jednej i drugiej kategorii. Recepty te, rzecz prosta, ceniono bardzo wysoko; przekazywano je z ojca na syna, z mistrza na ucznia, przeważnie ustnie; jeśli je zaś zapisywano, to jedynie jako oporę dla pamięci, usiłując wyrażać się niezbyt jasno i częstokroć rozmyślnie myśl zaciemniając dodatkiem słów zbędnych i zbijających z tropu. Robiono to z pobudek zarazem praktycznych, aby nie rozgłaszać tajemnicy, — i mistycznych: „demony zazdrosne są o pismo". Bez demonów zaś nie sposób było się obejść: od nich zależało powodzenie lub też niepowodzenie sprawy; wzywano ich przy jej podjęciu właściwymi formułami i modlitwami. W taki to sposób częścią składową chemii była magia: tak przedstawiało się „czarnoksięstwo" egipskie.

W tej postaci przejęli je od Egipcjan Grecy. Czy po raz pierwszy? Stanowczo na pytanie to odpowiedzieć niepodobna. Przytoczyłem wyżej świadectwa co do właściwości chemicznych wody Styxu, co do złota, jako daru Hermesa; Grecy sami pierwszym chemikiem swoim mienili Demokryta. Na gruncie egipskim widzimy ich od pierwszych ich kroków w pełni posiadania czysto greckiego mianownictwa umiejętnego, z nieznaczną domieszką egipską; bądź jak bądź, jeżeli nawet przejęli oni chemię od Egipcjan, to przesycili ją własnym duchem badawczym. Nie wystarczały im czysto rzemieślnicze recepty o złoceniu lub podrabianiu złota: myśl o jedności wszechświata podszepnęła im myśl inną — o możliwości rzeczywistej przemiany innych kruszców w złoto. Myśl ta stała się sygnałem dla długotrwałej i płodnej pracy naukowej; „sztuka" Hermesa przeżyła upadek jego kultu i zapewniła rozgłos jego imieniu w ciągu całego średniowiecza — chrześcijańskiego i muzułmańskiego — tudzież pokaźnej części czasów nowożytnych. Teraz uległo ono zapomnieniu, jak zapomniana została koncepcja pierwiastków ożywionych, i tylko osierocony wyraz „hermetyczny" znawcom przypomina tego, kto ongi słynął, jako twórca „czarnej wiedzy"

 

 

1 tj. sumą liter, skoro wziąć pod uwagę wartość tychże jako cyfr: α=l, β=2, ρ=100, α=!, ξ=200, α=1, ς=60, suma 365.