Hermes Trismegistos, XI

Total votes: 264

T. Zieliński

Spis treści * Wstęp * I * II * III * IV * V * VI * VII * VIII * IX * X * XI * XII * XIII


Rozwój dalszy idei hermetycznej dwa określają czynniki: po-pierwsze, potrzeba jej wewnętrznego rozwoju i samousprawiedliwienia; po-wtóre, jej walka z ideą chrześcijaństwa. Zaczniemy od czynnika pierwszego: istotnie, niepowodzenie hermetyzmu w kierunku pierwszym stało się jedną z przyczyn jego niepowodzenia także w drugim.

Wychodzimy z nowego w dziejach filozofii, acz bezspornego założenia, wyżej już przez nas nadmienionego: „mitologemat był ojcem filozofematu", czyli, wyrażając się bez alegorii, myśl ludzka, od mitologii przechodząc ku filozofii, ulegała w tej ostatniej dziedzinie wpływowi poprzedzających ją postaci mitycznych. W hermetyzmie arkadyjskim mieliśmy do czynienia z mitologematem: „Zeus zrodził Hermesa, Hermes zrodził Pana"; Pan, jak widzieliśmy, wytłumaczony został, jako Logos—„Słowo"; lecz skoro tak, przeto Hermes, ojciec jego, musiał przemienić się w Rozum (Nus), ponieważ słowo jest dziecięciem rozumu. Ale kim będzie wtenczas Zeus? Wiara w prymat rozumu była na początku mocna: wyżej rozumu stać może tylko rozum najwyższy, pierwszy. A więc Pierwszy Rozum zrodził Rozum-Demiurga; tak wyglądu droga, wiodąca od kosmogonii staro-arkadyjskiej — przez Strasburską — ku pojmandresowskiej. Tej trójcy hermetycznej — Pierwszemu Rozumowi, Rozumowi-Demiurgowi i Logosowi —przeciwstawia się materia, z której wywiodła ona świat; jesteśmy tedy na gruncie dualizmu ontologicznego. Należy mieć to na uwadze.

Pan atoli, punkt wyjścia owej spekulacji, był bóstwem rdzennie arkadyjskiem, nieznanym Grecji pozostałej aż do czasów historycznych; w ojczyźnie wtórej hermetyzmu, w Tebach, obywano się bez niego. Tu przeto Logosu nie znano; nie było tedy żadnej podstawy ku temu, aby widzieć w Hermesie Rozum, l, rzeczywiście, myśl metafizyczna poszła tu inną drogą; widzieliśmy już, że Hermesa w Tebach utożsamiono nie z Rozumem, ale - z Kadmosem-Kosmosem, „małżonkiem" Harmonii. A więc bóg jest światem; jesteśmy bezwarunkowo na gruncie monizmu panteistycznego. W Egipcie Ptolemeuszów oba kierunki spotkały się ze sobą, starły się i splotły; za czym, doszedłszy do uświadomienia sobie tej różnorodności, rozpoczęły walkę; w końcu, wobec wroga wspólnego, spróbowały się pojednać. W traktatach, jakie do nas doszły, znajdujemy odgłosy i walki, i pojednania; rozeznać się w nich przeto nie jest rzeczą łatwą.

Zogniskujmy uwagę naprzód na kierunku dualistycznym.

Zasadniczą trójcę hermetyczną — Pierwszy Rozum, Rozum-Demiurga i Logos — wyrosłą z mitologematu, gdy ten ostatni wygasł w świadomości, zaczęto, im dalej, tym bardziej ujmować, jako irracjonalną. Już Logos, w istocie niewiele czym różnił się od Rozumu — wszak był on nie po prostu słowem, lecz „słowem-rozumem"; rozgraniczenie zaś rozumu pierwszego od drugiego musiało wydać się dziwne. Próbowano zrazu ocalić to rozdwojenie powołaniem się na wyobrażenie platoniczne o dwóch światach, świecie idei i świecie zjawisk, świecie myślanym i świecie widzianym. Pierwszy Rozum stworzył świat myślany; Rozum-Demiurg, naśladując go, stworzył świat widzialny, Istotnie już kosmogonia Poimandresa zawiera wstawkę w tym duchu, lecz wstawka ta nie przyjęła się. Rzeczą o wiele bardziej kuszącą było poddać trójcę naszą uproszczeniu, uznając boga-stwórcę za boga jedynego, rozum zaś z logosem—-za jego narzędzia. Krok ten uczyniono w traktacie № 4, pod nagłówkiem: „Czara czyli monada". Bóg jest demiurgiem, czyli stwórcą; logosem obdarzył on wszystkich ludzi; co zaś do rozumu, to zapragnął, aby ludzie sami doń dążyli. W tym celu napełnił on czarę dla nich i wyprawił „zwiastuna", aby ten oznajmił duszom: „Zanurz się (baptison) w czarę mogąca się zanurzyć - ty, wierząca, że wstąpisz ku temu, który zesłał czarę, - ty wiedząca, dlaczego zostałaś stworzona!" Kto zacz jest ów zwiastun —-nie powiedziano; lecz hermetyści widzieli w nim Poimandresa, i w stuleciu IV jeszcze alchemik Zosimas wzywa towarzyszkę swą Theosebję, aby „zanurzyła się w czarę Poimandresa". Godne uwagi: pojęcie „zanurzyć się" wyrażono po grecku słowem znamiennym, które spotyka się i u chrześcijan, a znaczy „chrzest".

Bóg jest przeto monadą, nie zaś trójcą; stworzył on świat, lecz stworzył go z materii, a materia jest złem; bóg jest to dobro i źródło dobrego, świat jest to przybytek zła. Myśl tę spotykamy już w kosmogonii Poimandresa: a nawet od bogów planetarnych, z ognia stworzonych, Człowiek zaraził się zdrożnościami, nim jeszcze podpadł mocom Przyrody żywiołów padolnych. Cały traktat № 6 poświęcony jest rozwinięciu myśli, że „dobro spoczywa tylko w bogu, poza nim zaś— nigdzie", Bóg, świat, człowiek — oto jest nowa trójca hermetyczna. Bóg jest to dobro bezwzględne; świat — zło bezwzględne; człowiek, od obu pochodzący, jest skojarzeniem dobrego i złego. Z bogiem obcuje on przez rozum (nus) i myślenie (noesis), ze światem — przez czucie (aisthesis); ku bogu wiodą go posłowie boży, których bądź utożsamia się z cząstkami rozumu boskiego, wcielonymi w człowieka („Poimandres"), bądź przedstawia się jako jego zwiastunów („Czara"); ku światu wiodą go „demony karzące" pochodzące od świata. Skoro, człowiek zdołał wyzbyć się czuć i oddał się rozumowi, wtenczas wstępuje on ku sferze nadplanetowej i tam łączy się na nowo z bóstwem; jest to jego .„odrodzenie" (traktat 13, „Mowa tajemna na górze"). Skoro zaś oddaje się on czuciom zmysłowym, wtenczas dusza jego pozostaje na ziemi, zamieszkując w coraz nowych ciałach ludzkich, bynajmniej wszakże nie zwierzęcych: żadne inne ciało nie może zmieścić w sobie duszy ludzkiej, jakoż niegodziwą byłoby rzeczą, aby dusza ludzka zstępowała w ciało stworzenia niemego: prawo boże stanowi, ażeby dusza ludzka Wolna była od takiej zniewagi (traktat 10, „Klucz"). Ale któż w człowieku sprawia to odrodzenie? — „Syn boży, a zarazem człowiek, z woli bożej",— odpowiada „mowa tajemna". Oczywiście, jak wolno się domyślać, Hermes; czytelnik, wszelako, widzi, jak dalece słuszność miał Bazyli Wielki, utrzymując, że „diabeł jest złodziejem".

Wszystko to brzmi dość konsekwentnie, w praktyce atoli wahania były nieuniknione; uchylenie Rozumu-Demiurga pozostawiło po sobie lukę, którą wielu odczuwało, jako lukę, domagającą się zapełnienia. I oto, jedni próbują usunąć przyczynę, która uchylenie to sprawiła, za pomocą innej interpretacji odwiecznej trójcy hermetycznej. Logos jest synem Rozumu (drugiego, Demiurga), a Rozum czyim jest synem? — „Woli", brzmi odpowiedź; a zatem, pierwszym bogiem jest Wola. Wszelako ta myśl szczególna, zastępująca prymat rozumu prymatem woli i jak gdyby wyprzedzająca majestatyczną koncepcję Schopenhauera, przebłyskuje tylko w literaturze hermetycznej („Klucz"); nie miała ona jeszcze gruntu dla siebie w myśleniu ludzkim. Drudzy, pod wpływem snadź prądów gnostycznych, wprowadzają jako bezpośredniego stwórcę świata Eona (tr. 11, „Rozum do Hermesa"); trzeci — zapożyczonego z egipskiej zhellenizowanej religii Dobrego Demona (tr. 12), który w ten sposób stał się boskim dziadem Hermesa. Wszelkie atoli zmyślenia tego rodzaju były efemerydami: o ujemnym wobec nich stosunku hermetystów poważnych świadczy tr. 14-sty, usilnie obstający przy ścisłym dualizmie stwórcy i stworzenia: „należy zbyć gadulstwa i próżnego mędrkowania i uznać tylko te dwa pierwiastki, stworzony i stwarzający; ani pośredniego, ani trzeciego obok tamtych nie ma. O czymkolwiek byś rozmyślał i cokolwiek byś słyszał, pamiętaj o tych dwóch pierwiastkach i wiedz, że w nich zawiera się wszystko".

Tak przedstawia się dualizm hermetyczny.

Zwrócimy się z kolei ku prądowi panteistycznemu. Tutaj, nade wszystko, pamiętać należy, że panteizm hermetyczny, podobny w tym do stoickiego, nie był bardzo-ścisły: wszak utożsamiał on (wedle prastarego równania: Hermes=Kosmos) świat nie z pierwszym, tylko z drugim dopiero bogiem. „Pan i stwórca wszechrzeczy, którego nazywamy bogiem, zrodził drugiego boga, widzialnego i podpadającego czuciu... Zrodziwszy tę istotę jedyną, pierwsze zajmującą miejsce pośród stworzeń, a wtóre po sobie, osądził, że jest piękna i pełna zalet wszelkich i pokochał ją, jako część swego bóstwa. Otóż, ażeby był on i wielki i dobry, zapragnął, aby powstał ktoś inny, zdolny oglądać to jego dzieło, i stworzył człowieka, jako odbicie swego rozumu i słowa („Asklepios", rozdz. 8). Jest to ta sama trójca, którą widzimy u dualistów późniejszych, z jedną wszakże pokaźną różnicą: bóg, świat i człowiek — wszyscy troje boscy: „Bóg — pierwsza istota; świat — druga istota i pierwsza zmienna; człowiek — druga zmienna i pierwsza śmiertelna" („Klucz"). „Bóg jest nieśmiertelnym człowiekiem, człowiek — śmiertelnym bogiem" (tamże i tr. 12).

Wszystko to wypadało dość nadobnie, wszelako, przy warunkach nadmienionych, trudna była odpowiedź na pytanie, skąd powstało zło. Łatwość, natomiast, odpowiedzi na to pytanie stanowiła siłę dualistów: dobro pochodzi od boga, zło — od świata. Lecz skoro świat, był boski, przeto nie mógł być zły; i, rzeczywiście, doskonałość świata jest dogmatem zasadniczym panteistów, jak mógł się czytelnik przekonać z przytoczonych słów autora „Asklepiosa". Pięknie; ale mimo to zło istnieje; skąd się tedy wzięło? Powstało ono — odpowiada autor traktatu 14-go — samo przez się, jak rdza na kruszcu, jak brud na ciele: wszak nie kowal sprawia rdzę, nie rodzice brud na świat wydają. Ta odpowiedź naiwna, oczywiście, nikogo nie zadowoliła; wypadło uciec się do innych wybiegów. Już autor traktatu o Eonie (№ 11) w tym celu, jak się zdaje, oddziela świat od ziemi; polegając na tym oddzieleniu, autor traktatu panteistycznego № 9 („O myśleniu i czuciu") widzi „zło w ziemi, nie zaś w świecie, jak w przystępie świętokradztwa powiedzą kiedyś inni" —jawna polemika z traktatem dualistycznym № 5: czas przyszły— „powiedzą" — tłumaczy się tym, że traktat kładzie się w usta starożytnego Hermesa. I tego, oczywiście, rozwiązania nie można nazwać zbyt pomyślnym; wystąpiono więc z trzecim. Zło przypisano człowiekowi: w tym celu wypadło rozerwać łączność bezpośrednią między nim a bogiem. Wbrew formule „Asklepiosa", wyrażono przypuszczenie, że człowiek nie był stworzony przez boga: synem boga był świat, synem świata — człowiek (traktaty 9 i 10). Bóg jest dobry, człowiek jest zły; co zaś do świata, to ten, zajmując stanowisko pośrednie, z konieczności musiał zachować nijakość, nie będąc „ani dobrym, ani złym" („Klucz"). Podjęła tę myśl pół-panteistyczna „Panna świata" w swej kosmogonii poetyckiej: „Bóg uśmiechnął się i uśmiechem swoim stworzył piękną Przyrodę". Dalszy jej rozwój mamy w niedawno znalezionym hymnie hermetycznym (wyd. Dieterich, Abraxas, 1891): bóg śmieje się siedmiokrotnie i za każdym razem śmiechem swoim stwarza pierwiastek albo bóstwo przyrody; po raz siódmy atoli „bóg zaśmiał się i, pośród śmiechu, westchnął i uronił łzę; powstała Dusza ludzka".

Niepodobna zaręczyć, że rozwiązanie, znalezione przez autora „Klucza"—doprawdy, jest to klucz zagadki— stało się dogmatem powszechnie przyjętym w hermetyzmie panteistycznym; lecz kto pragnął konsekwencji, ten powinien je był przyjąć i zarazem przekształcić też inne części wiedzy hermetycznej. Dla dualizmu, człowiek, pochodząc i od boga, i od świata, obcuje z pierwszym za pomocą myślenia (noesis), z drugim — za pomocą czucia (aisthesis); panteiści zrazu skłonni byli zatrzymać to niezmiernie przystępne określenie (tr. 8), ale z czasem spostrzegli się (tr. 9): wszak znaczyłoby to, że bóg pozbawiony jest czucia, świat zaś — rozumu, a tego przypuścić nie można: „nie jest prawdą, jak utrzymują niektórzy, jakoby bóg pozbawiony był rozumu i czucia,— nadmiar pobożności prowadzi ich do świętokradztwa". Jeśli zaś jest tak, to nieprawdą jest i to, że wyzbycie się czuć zmysłowych przybliży nas ku bogu; ten ascetyzm, który stanowił część istotną hermetyzmu dualistycznego, traci prawo do istnienia w jego odłamie panteistycznym. I tutaj, dusze, wcielając się, przechodzą przez sfery planetarne, ale nie zdrożnościami zarażają się od nich. „Słońce rzekło: dam im więcej światła. Księżyc obiecał opromienić następną za Słońcem kolej i przypomniał, że spłodził on już Strach, i Milczenie, i Sen, i pamięć, która tyle miała im dać pożytku (?). Mars przyznał się, że ma już dzieci - Rywalizację, Gniew i Rozbrat. Jowisz rzekł: aby plemię przyszłe nie żyło w waśni ustawnej, powołałem dlań Szczęście, i Nadzieję, i Pokój. Saturn oznajmił, że jest już ojcem Prawdy i Konieczności. Wenus nie dała na się czekać i rzekła: A ja ześlę im Pragnienie, i Użycie, i Śmiech, aby pokrewne nam dusze, skazane ciężkim wyrokiem, nie poniosły kary zbyt wielkiej. I bóg ucieszył się najbardziej słowami Wenery. Ja za ś— rzekł Merkury (Hermes), — obdarzę naturę ludzką zręcznością i zapewnię jej Mądrość, i Rozsądek, i Przekonanie, i Prawdę" („Panna Świata"). Jak widać, autor wyobraża sobie drogę życia ludzkiego bynajmniej nie w sposób ascetyczny; co zaś, szczególniej, do prawa Wenery, to jest ono dla człowieka wręcz obowiązujące. Proszę porównać zjadliwą wstawkę panteistyczną w traktacie ściśle dualistycznym №° 2; przyczepiając się do słów traktatu, że bóg jest ojcem, autor wstawki ciągnie dalej: „Dlatego rodzenie dzieci jest najpoważniejszym i najpobożniejszym jednocześnie staraniem ludzi zdrowo myślących; największą jest niedolą i bezbożnością zejść ze świata bezpotomnie. Takiego człowieka po śmierci karzą demony; kara zaś jest taka: dusza bezdzietnego wstępuje w ciało, nie mające natury ani męskiej ani żeńskiej, co wyklęte jest pod słońcem. Nie pozdrawiaj więc, Asklepiosie, bezdzietnych, lecz przeciwnie, ubolewaj nad nimi, wiedząc, jaka ich czeka kara. „Jeszcze niedwuznaczniej wypowiada się autor „Asklepiosa" (rozdz. 20 i nast): Hermes: Oto dlaczego, Asklepiosie, i w jaki sposób wszelkie rzeczy bywają płci obojej — Asklepios: Nie wyłączając i boga, O Trzykroć-Wielki! — Hermes: Ani boga, Asklepiosie, ani jakiejkolwiek istoty bądź ożywionej, bądź nieożywionej. Wszak niepodobna pomyśleć, aby cokolwiek z tego, co istnieje, było bezpłodne; odejmij płodność czemukolwiek, co istnieje, a przestanie ono istnieć wiecznie... Obie płci pełne są potęgi twórczej, i zjednoczenie ich, a raczej Jedność ich nie da się ogarnąć rozumem: możesz ją słusznie nazwać bądź Kupidynem bądź Wenerą, bądź obojgiem imion. I jeżeli umysłem można ogarnąć coś jeszcze prawdziwszego i oczywistszego, niż prawda, to właściwie — tajń rodzenia, którą ów bóg całej przyrody obdarzył po wsze czasy wszelkie istoty, i w którą tchnął tkliwość najwyższą, radość, pragnienie i miłość boską. I za niezbędne uznałbym rozwinąć moc i potęgę owej tajni, gdyby nie była ona znana każdemu z autoobserwacji. Ale wystarcza zwrócić uwagę na to jedno mgnienie, gdy, wskutek najwyższego uniesienia, jedna natura w drugą wlewa pierwiastek żywiący, druga zaś chciwie chłonie go i włania w siebie,—jak wtenczas, wskutek stopienia wzajemnego, kobieta dostępuje potęgi męskiej, mężczyzna zaś mdleje omdleniem kobiety. Akt zaś owej tak tkliwej a niezbędnej tajni odbywa się dlatego skrycie, ażeby boskości tej i tamtej natury podczas spółkowania płci nie wypadło rumienić się wobec drwin profanów, zwłaszcza zaś — bezbożników".— Nie prawda? jakże dalecy jesteśmy od owych uprzednich szorstkich i surowych słów objawienia, dualistycznego, niechaj człowiek myślący pozna samego siebie, że jest nieśmiertelny, i ze przyczyną śmierci jest miłość! Stanowczo jeden tylko krok pozostał do wstawki świętokradczej w traktacie 15 (§ 16): „nie miłość, ale logos jest tym, który błądzi i sprowadza na manowce".

Obok tego wszystkiego, hermetyzm panteistyczny również przypuszczał możność wstępowania duszy ludzkiej ku bóstwu i zstępowania — w tym tkwi różnica jego wobec dualizmu — w ciało zwierzęce. Istotnie, rozum (nus) rozlany jest w całym wszechświecie; mają go i zwierzęta, u których zowiemy go „przyrodą", czyli, jak rzeklibyśmy dziś instynktem (tr. 21). Wstępowanie ku bóstwu osiąga się przez cnoty, zwłaszcza przez pobożność; zstępowanie bywa karą za zdrożności. Schemat ogólny jest przeto jednakowy, zróżnicowała się jedynie treść.

W taki to sposób dwoistość prastarego mitologematu — Hermes-Rozum oraz Herrnes-Kosmos — fatalnie zaciążyła nad całym rozwojem dalszym hermetyzmu; uwikłał się on w krzyżujących się ze sobą niciach koncepcji dualistycznych i panteistycznych, i uwikłał się beznadziejnie. Podział na dwa prądy wierzeniowe przyczyniłby się bardzo do wyjaśnienia sprawy, ale podział nie nastąpił: wszyscy, wierzący w Hermesa, należeli do tej samej gminy hermetycznej; księgi objawienia były dorobkiem wspólnym — bez różnicy, czy miały pierwiastkowo charakter dualistyczny, czy też panteistyczny. Walka uzewnętrzniała się w ten sposób, że do wystąpień jaskrawych tego lub owego kierunku czyniono przypisy polemiczne o charakterze przeciwnym; następnie zaś zaczęto pisać traktaty pojednawcze, w rodzaju wymięnionego wielekroć „Klucza", w których zmagające się ze sobą odłamy rozpuszczały się w jedności wyższej, lecz — niekiedy — niedostępnej pojęciu. Zbywało snadź hermetyzmowi na tej wierze płomiennej w niewzruszoność objawienia, która zwycięstwo zapewniła jego wielkiemu współzawodnikowi — chrześcijaństwu.