Hermes Trismegistos, XIII

Total votes: 760

T. Zieliński

Spis treści * Wstęp * I * II * III * IV * V * VI * VII * VIII * IX * X * XI * XII * XIII


Tak zginął hermetyzm śmiercią uroczystą i pełną chwały, w purpurowym zachodzie słońca miłości ziemskiej, z nadzieją zmartwychwstania w dalekiej przyszłości, na ziemi odrodzonej, śród ludzi nowych. Tymczasowy stan świata pod rządami chrześcijaństwa zdawał się jego prorokom królestwem ciemności i śmierci, kultem cmentarzyska, zamiast dawnego radosnego kultu świątyń i ołtarzy... Nie należy dziwić się, że we fragmencie, wyżej przytoczonym, jako ostatni bojownik miłości do ziemi występuje Egipt: jest to Egipt zhellenizowany, tj. właściwie Grecja, nie zaś Egipt faraonów. Ten ostatni, oczywiście, nie miał prawa oskarżać chrześcijan o to, że cześć oddają grobom, gdyż sam czcił je więcej, niż jakikolwiek inny lud na świecie.

Oskarżenie to doskonale zrozumieli chrześcijanie i—nie omieszkali odpowiedzieć na nie ustami św. Augustyna. Należy zauważyć, że chrześcijanie z całym zaufaniem dawali wiarę zmyślonej chronologii traktatów hermetycznych, zbudowanych na ewemerystycznem uczłowieczeniu bogów mitologicznych. Nie uznawali, oczywiście, tożsamości Hermesa-Merkurego z Mojżeszem biblijnym i uważali tego ostatniego za bardziej starożytnego: „W okresie narodzin Mojżesza, — powiada Augustyn (De civitale Dei XVIII 39),—żył ów Atlas, wielki astronom, brat Prometeusza; dziad po kądzieli Merkurego starszego, którego wnukiem był Merkury Trzykroć-Wielki". Rzecz dziwna! Jakieś najwyżej sto lat dzieliło Augustyna od czasu powstania ostatniego traktatu hermetycznego „Asklepios", a już traktat ów zdążył zasłynąć, jako dzieło głębokiej starożytności, prawie równoczesne z Pięcioksięgiem. Augustyn (Civ. D. VIII 23 i n.) przytacza z zadowoleniem „proroctwo" co do nadciągającej zagłady pogaństwa, tak podobne temu, jakie znajdowano u proroków Starego Zakonu; aluzja jego atoli do chrześcijańskiego kultu grobów oburza do żywego św. Augustyna. „Boleje on snadź nad tym — powiada Augustyn (r. 26),—że pamięć męczenników naszych święcić się będzie tam, gdzie dawniej stały ołtarze pogańskie, licząc na to, że jego ciemni i nieprzychylni nam czytelnicy pomyślą sobie, jakoby poganie składali cześć bogom w ich świątyniach, my zaś cześć oddajemy nieboszczykom w ich grobach". Zwraca on Hermesowi zarzut, powołując się na to, że bogowie pogańscy są to również ludzie umarli, i zapominając, że ta interpretacja ewemerystyczna była dawno przez hermetyzm późniejszy zarzucona. W ogóle, stosunek chrześcijan do hermetyzmu był stosunkiem swoistym: prorok Hermes budził w nich więcej bodaj szacunku, niż odrazy. Nie pochwalano go, rzecz jasna, za ów poczet bóstw, jaki uznawał; za to natchnione słowa jego o jedynym bóstwie najwyższym, niewidzialnym, lecz w dziełach swych rozpoznawanym, musiały im się podobać. Różnicy czasów i kierunków podówczas nie dostrzegano; wszystko, cokolwiek imię nosiło Hermesa Trzykroć-Wielkiego, przypisywano temu samemu człowiekowi, którym miał być praprawnuk tronoma Atlasa, współcześnika Mojżeszowego,—panteistycznego „Asklepiosa" zarówno, jak dualistycznego „Poimandresa". W tym zaś ostatnim wygłaszano o jedynym bogu hermetycznym rzeczy zdumiewające: zrodził on boga-Logosa, zrodził, następnie, Rozum-Demiurga, tj. prawie boga-Ducha... Było czym się zdumiewać, wspominając, zwłaszcza, ewangelię Jana: trójca hermetyczna tak podobna była do chrześcijańskiej, będąc, jak ona, roz-trojeniem Boga jedynego! Zali można przypuścić; aby ów pseudo-prorok wiedział to, o czym nie wiedział ani Mojżesz, ani prorocy Starego Zakonu? Zapewne, „diabeł jest złodziejem", ale czyż podobna pomyśleć, ażeby zwierzył on poganom najważniejszą prawdziwej religii tajemnicę, której objawienie Bóg odłożył aż do przyjścia Chrystusa? Laktancjusz uwydatnia ten fakt, ale go nie tłumaczy: „Nie wiem, jak się to stało,— powiada — ale Herrnes odgadnął całą prawdę". Fakt ten oczywiście musiał rzucać się w oczy i innym; tym tylko da się wyjaśnić to, że traktaty hermetyczne zachowały się wówczas, gdy sam hermetyzm od dawna był zaginął.

Poniekąd, należy się wdzięczność także przypadkowi. W wieku XIII istniał jeden tylko rękopis komplexu hermetycznego; korzystał: zeń Michał Psellos, uczony wskrzesiciel platonizmu w Bizancjum. Hermes podobał mu się, zapewne, dzięki pokrewieństwu swemu z Platonem; od podejrzenia o herezję odgrodził się on groźną uwagą, której tekst przytoczyliśmy wyżej (r. X). Od jego czasów zmartwychwstało zajęcie się hermetyzmem; gdy w wieku XV przeniesiono neoplatonizm do Italii, w liczbie autorów przeniesionych zajmował pierwsze miejsce Hermes: on też nasamprzód przełożony był na łacinę. Godzi się pamiętać, że zajęcie się Hermesem nie płynęło z pobudek czysto filozoficznych, a tym mniej — historycznych: wiązało się ono z mistycznym kierunkiem katolicyzmu humanistycznego. Należało przeciwstawić Arystotelesowi, z którego oręż brali scholastycy, autorytety inne; rzecz prosta, Hermes, ten prawie rówieśnik Mojżesza, był sprzymierzeńcem bardzo cennym; za Hermesa ręczyła jego starożytność, a za Platona — Hermes. I oto, ktoś, nazwiskiem Lazarello, opracowuje dla króla neapolitańskiego Ferdynanda Aragońskiego „Czarę" Hermesa, poprzedziwszy ją dialogiem wstępnym między sobą a królem; opisuje on, jakie przechodził udręki, dopóki nie oświecił go Poimandres—Jezus Chrystus. „Ty, widocznie, jesteś hermetystą, Lazarello?" — pyta go król. — „Ja, królu, — odpowiada ten — jestem chrześcijaninem, ale wyznaję bez wstydu, że jednocześnie jestem także hermetystą; wniknij w naukę Hermesa, a zobaczysz, że nie różni się ona od nauki chrześcijańskiej". Proroctwo ostatniego hermetysty, rzekłbyś, sprawdziło się: wraz z „odrodzeniem" ziemi, wraz z powrotem miłości ku urodzie świata otaczającego, zmartwychwstała też nauka Hermesa Trzykroć-Wielkiego. Lecz nie na długo, Siejbę Odrodzenia zagłuszyły zamieszki religijne wieku XVI, gdy zaś kościół zgromadził się w Trydencie, aby uratować to, co się dało ratować, to chorągwią jego, oczywiście, nie była chorągiew Hermesa. Inne zagadnienia nurtowały świat religijny; czar Trzykroć - Wielkiego był już poderwany, gdy na początku wieku XVII filolog francuski Caseaubon wymierzył mu cios stanowczy, udowodniwszy bezpodstawność legendy, która zrobiła zeń proroka starego Egiptu. Odtąd prawie przestano go czytać; wydanie krytyczne, podjęte przez Partheya w r. 1854 nie mogło być ukończone dla braku zainteresowania. Dopiero w czasach ostatnich, pod wpływem wykopalisk egipskich, uwaga świata uczonego, na nowo zwróciła się ku hermetyzmowi.

To nowe zainteresowanie się, oczywiście, miało już charakter wyłącznie badawczy, historyczny; zadaniem zaś historyka jest wskazać pochodzenie idei badanej i przedstawić jej rozwój. Zaznaczyłem już w rozdziale pierwszym, że rozwiązanie zadania tego przez pierwszego współczesnego „hermetystę", Reitzensteina, który ideę tę wyprowadzał z Egiptu faraonów, wydaje mi się niesłusznym; w przeciwieństwie do niego, starałem zwrócić Helladzie to dziecię, które przez nią było urodzone i, mimo wszelkie egipskie maski, zachowało w obliczu charakter jej aż do końca. Taki był cel pierwszy niniejszej rozprawy; cel drugi polegał na tym, ażeby zapoznać i nasz ogół, wrażliwy na zagadnienia religijno-historyczne, z ideą religijną, która dwukrotnie, w obu rozstrzygających epokach dziejów wszechświatowych, stawała się przystanią zbawienia dla targanej zwątpieniami duszy ludzkiej.