I. Wprowadzenie

Total votes: 5733

Walter Friedrich Otto

przeł. Kamil M. Kaczmarek

 

1

Dla współczesnego człowieka nie jest łatwym zadaniem uzyskać prawdziwe zrozumienie starożytnej religii greckiej. Wyobrażenia bogów tego wielkiego okresu napełniają go bojaźnią i zachwytem, i czuje, że majestat tych postaci jest nieporównywalny, że nie da się mu dorównać. Ich obecność może w rzeczywistości przeszyć go dreszczem z odczuciem wieczności, ale to, co słyszy o tych bogach i ich relacji z ludzkością nie wywołuje odpowiedzi w jego duszy. Wydaje się, że brakuje posępnego religijnego pogłosu, o znanej i szanowanej od dzieciństwa melodii niewysłowionej egzaltacji i poświęcenia. Ta religia jest tak naturalna, że świętość zdaje się nie znajdywać w niej miejsca. Takiego poruszenia duszy, świata samego, jakie ogłaszane jest w słowach “Święty, święty, święty, Pan Bóg zastępów” albo “Sanctus Dominus Deus Sabaoth” nie może sprowokować obecność żadnego greckiego boga. W bogach tych, jak również w ich czcicielach, brakuje nam moralnej powagi, którą postrzegamy jako nieoddzielny składnik prawdziwej religii: nie możemy nazwać ich amoralnymi, ale są o wiele za naturalni i radośni, by przywoływać moralność jako najwyższą wartość. I wreszcie, możemy jedynie odczuwać obcość, uświadamiając sobie, że nie ma miejsca na żadną serdeczną zażyłość między człowiekiem a tymi bogami. Nie ma wątpliwości, że ich kocha i czci: ale wspólnota serc, błogość zjednoczenia? Zawsze pozostaje dystans między człowiekiem a bóstwem, nawet, gdy bóstwo kocha człowieka i sprzyja mu. W rzeczy samej, odgraniczenia te są celowo akcentowane. Bogowie zachowują swoją własną egzystencję, od której człowiek jest z samej swej natury na zawsze trzymany z dala. Rezultat jest niemal okrutny, gdy poeta przedstawia Muzy na uczcie bogów, jako zachwycające się nieśmiertelnymi, opiewając ich majestat oraz smutki i cierpienia ludzkości [Hom.Hymn do Apolla 3.189]. Nie można z tego wyprowadzać wniosku, że bogowie rozkoszują się szkodzeniem czy są świadomie obojętni, ale co do tego nie można mieć wątpliwości: tacy bogowie nie mogliby pomyśleć o zbawianiu człowieka od świata i wynoszeniu go do nich samych. A jeśli religia nie składa takiej obietnicy, jakie znaczenie może mieć dla nas?

Z całą pewnością, to oddalenie nie odnosi się tak samo do wszystkich okresów cywilizacji greckiej. Misteria i orfizm są pod wieloma względami bliższe swym podejściem naszej wrażliwości. I jeśli schodzimy do wieków post-klasycznych, cech, które uderzają nas jako swojskie jest coraz więcej. Z tego powodu religioznawstwo szczególną uwagą obdarza te ruchy i okresy. A jednak w tym, co istotne, trzeba uznać, że wrażenie obcości pozostaje. Najbardziej uderzające jest dla obserwatora, który spogląda nie na stulecia zanikającej kreatywności, ale raczej na wczesny wiek geniuszu, którego pierwszym i największym pomnikiem jest korpus poematów Homeryckich. Jest to okres, gdzie wiara w bogów trwała z najżywszym przekonaniem; i to dokładnie tutaj koncepcje boskości mają tak mało zdolności bezpośredniego poruszania serca współczesnego człowieka, że wielu krytyków odmawia im jakiejkolwiek religijnej treści.

Jest to zrozumiałe, a jednocześnie najbardziej niezwykłe. Rozważmy Homera, który jest pierwszym przedmiotem oskarżenia. Podziwiamy nie tylko artyzm jego poematów, ale także bogactwo, głębię, i dostojeństwo jego myśli. Któż mógłby pomyśleć o przypisaniu dziełu, które ciągle potrafi poruszać nas po blisko trzech tysiącach lat powierzchownych poglądów na sprawy kosmiczne? A jednak jego wiarę w bogów obdarzamy w najlepszym razie pobłażliwym uśmiechem, albo tłumaczymy go jako prymitywnego – jak gdyby w świecie tak duchowo dojrzałym prymitywne wierzenie nie było największym ze wszystkich paradoksów. Czy błędu nie należałoby raczej doszukiwać się w uprzedzeniach samych krytyków? Można prawdziwie zadziwić się pewnością sądów o najbardziej inspirujących ideach narodu, dotyczących najwyższych spraw wydawanych bez sprawdzenia, czy założone stanowisko prowadzi do prawdziwego wglądu w obce królestwo myśli.

 

2

 

Właściwości starożytnej religii greckiej, których nam brakuje, to specyficzne właściwości chrześcijaństwa i pokrewnych religii pochodzących z Azji. To przy pomocy wzorca tych religii regularnie testowana jest grecka, zwykle, najpewniej nieświadomie, lecz z tym większą pewnością siebie. Gdziekolwiek definiowano religię, to te religie i tylko one dostarczały paradygmatu (wzorca). Stąd też w dziedzinie greckich wierzeń ludzie nieświadomie szukali religijności orientalnej, łudząc się, że szukają religijności w ogóle. Ale jako że zadziwiająco mało można było odkryć, zwłaszcza w tych wiekach greckiej kultury najświeższych witalnością i duchem, wniosek, że nie było prawdziwie religijnych treści wydawał się nie do uniknięcia. Wczesnochrześcijańskiego wyjaśnienia, że pogańskie wierzenia były dziełem diabła, nie można było dłużej stosować. A nawet wcześni chrześcijanie byli bardziej kompetentnymi sędziami. Nie traktowali pogaństwa lekko, jako infantylnego czy powierzchownego, ale rozpoznawali go z przerażeniem, jako przeciwny biegun dla chrześcijańskiego punktu widzenia. Dusza człowieka nie mogła wzrastać i dojrzewać, kiedy zaakceptował chrześcijańską wiarę, ale musiała być odnowiona od samych swych korzeni. Takie wrażenie wywoływało pogaństwo upadające; o ileż silniejsze mogłoby zrodzić się pod wpływem starożytnej religii greckiej, jeszcze autentycznej i nieskażonej! Ale jeśli religia grecka stanowi skrajne przeciwieństwo tego, co do dziś dnia konstytuuje wzorzec religii jako takiej, możemy pojąć, że prawdziwe zrozumienie było niemożliwe. Czyż nie powinniśmy znaleźć nowego i lepszego punktu widzenia?

Gdzież, jeśli nie w samym hellenizmie? Religia nie jest jeszcze jedną własnością dodaną do innych rzeczy należących do ludu, które mogłyby równie dobrze być inne lub mogłoby ich nie być wcale. W religii znajduje wyraz to, co najistotniejsze dla ludzi. Miłość i istnienie są zakorzenione w tym samym podłożu i są w duchu jednym. Wszystko prawdziwie istotne konfrontuje się z żywotnymi ideami jej treści, jej mocy, jej celu i te idee postrzegane są jako boskie byty. Jest zatem nieuniknionym, że to, co wieczne, powinno się objawić starożytnym Grekom w formie dość odmiennej niż Hebrajczykom, Persom czy Hindusom. I w ich religii to, co wieczne, mogłoby się odzwierciedlić tylko w mierze, którą ta twórcza i przenikliwa rasa zdolna była poszukiwać, dostrzec i uczcić.

 

3

 

Ziemskość i naturalność, które religii Greków się zarzuca, napotykamy również w ich sztukach plastycznych. Tutaj również różnica w stosunku do [sztuki] orientalnej jest niepomierna. Organiczna struktura zajmuje miejsce potworności; zamiast symbolizmu i oznaczania mamy to, czego się nauczyliśmy – od Greków – rozumieć jako formy natury. A jednak wszystkie te prace tchną wzniosłością i szlachetnością, która wynosi nas ponad przejściowy i przyziemny świat faktów. Przed naszymi oczami ma miejsce cud: to, co naturalne, staje się jednym z tym, co duchowe i wieczne, bez rezygnacji z choćby odrobiny swej obfitości, ciepła i bezpośredniości w mieszaninie. Czyż to nie duch, którego ścisłe zachowanie tego, co naturalne, prowadzi do wizji wiecznego i nieskończonego, uczynił religię Greków tym właśnie, czym była?

Nie było nigdy religii, w ramach której to, co cudowne w literalnym sensie przekraczania naturalnego porządku, odgrywało tak niewielką rolę jak w religii starożytnych Greków. Czytelnik Homera musi uznać to za znaczące, że pomimo częstych odniesień do bogów i ich mocy opowiadanie nie zawiera właściwie żadnych cudów. Aby docenić, jak znacząca jest to okoliczność, możemy dokonać porównania ze Starym Testamentem. Tutaj Jahwe walczy dla swego ludu, który nie broniąc się w ogóle, zostaje uratowany przed egipskim pościgiem. Morze rozdziela się tak, by dzieci Izraela mogły przejść suchą stopą, ale fale zamykają się nad Egipcjanami, z których żaden nie uciekł. Lub Bóg pozwala zdobyć miasto, którego mury padają same na dźwięk trąb i krzyk Izraelitów, którzy paradują dookoła nich, tak, że wystarczy tylko, by wmaszerowali do środka. U Homera, oczywiście, nic nie dzieje się bez bogów zaangażowanych w manifestowanie siebie. Ale oprócz tej znaczącej bliskości tego, co boskie, wszystko dzieje się swą naturalną koleją. Słyszymy, a wręcz widzimy, w realistycznych wyobrażeniach, jak bóg we właściwym momencie szepcze zbawienne rady zakłopotanemu wojownikowi, słyszymy, że wzbudza on ducha i rozpala odwagę, która czyni jego kończyny gibkimi i zwinnymi a jego prawicy daje trafność i siłę. Ale gdy przyjrzymy się bliżej sytuacjom, gdy te boskie interwencje mają miejsce, dojrzymy, że nadchodzą zawsze w krytycznym momencie, gdy ludzkie siły nagle skupiają się, jakby zasilone elektrycznym prądem na pewnej intuicji, pewnym rozwiązaniu, pewnym czynie. Te decydujące zwroty, które, jak każdy uważny obserwator wie, są regularnie doświadczane w aktywnym życiu, Grecy uważali za manifestacje bogów. Nie tylko jednak bieg wypadków z jego krytycznymi momentami, ale także samo jego trwanie wskazywało na boskość. We wszystkich większych formach oraz warunkach życia i istnienia Grecy postrzegali wieczne oblicze boskości. Wzięte wszystkie razem te istotności tworzą boskość świata. Stąd poematy Homeryckie są wypełnione boską bliskością i obecnością jak żadnego innego ludu czy epoki. W ich świecie boskość nie jest nałożona jako suwerenna władza nad naturalnymi wypadkami; ona objawia się w formach tego, co naturalne, jako jego sama istota i bycie. Innym ludom zdarzają się cuda; ale większy cud ma miejsce w duchu Greków, gdyż zdolni są tak traktować przedmioty codziennego doświadczenia, że mogą opisać wspaniałe rysy boskości bez utraty choćby odrobiny swojej naturalnej realności. Tutaj dostrzegamy duchową tendencję ludu przeznaczonego na to, by uczyć ludzkość badania natury – zarówno w, jak i wokół człowieka; podejście Greków, trzeba powiedzieć, pierwsze dało ludzkości ideę natury, która jest tak bliska współczesnemu człowiekowi.

 

4

Z doświadczenia, historii i antropologii uczymy się, że świat może jawić się ludzkiemu umysłowi i emocjom w wielorakich postaciach. Między możliwymi sposobami postrzegania i myślenia dwa w szczególności się wyróżniają i przykuwają naszą uwagę z powodu tego, że nie zanikają kompletnie w żadnym miejscu i czasie, niezależnie od tego, jakie by ich jawne znaczenie mogło być. Jeden może być nazwany obiektywnym lub – jeśli sens słowa nie ograniczy się do kalkulującego intelektu – racjonalnym. Jego przedmiotem jest realność natury, a jego celem zrozumienie substancji natury we wszystkich kierunkach i traktowanie jej form i praw ze czcią.

Inny sposób myślenia jest magiczny. Zawsze ma do czynienia z dynamiką; moc i działanie są podstawowymi kategoriami, i stąd szuka i czci to, co niezwykłe. Niektóre pierwotne ludu mają specjalną nazwę na ten cudotwórczy aspekt w samym człowieku lub przedmiotach w świecie. To uczucie cudowności wypływa ze szczególnego układu ludzkich emocji, które w pewien nieopisany sposób stają się świadome mocy, z której mogą emanować nieograniczone, to jest nadprzyrodzone, skutki. Stąd jesteśmy usprawiedliwieni, gdy mówimy o magicznym sposobie myślenia. Dla ludzkiej świadomości mocy znaczące zjawiska zewnętrznego świata jawią się jako przypadki manifestacji mocy. Naturalne doświadczenie regularnego czy normalnego oczywiście tutaj też mają miejsce, ale pełne pasji zainteresowanie dla niezwykłości zakłada bardzo wąską koncepcję tego, co jest naturalne. Domena natury jest przerywana przez interwencję straszliwego, w którym to punkcie sfera nieograniczonych mocy i skutków, domena drżącego lęku lub radości, ma swój początek. To, co jest tu oferowane podziwowi i czci, jest niepojmowalne i pozbawione formy. Jest pełną władzą w opozycji do świata doświadczenia, i jego jedyne odniesienie leży w magicznej mocy ludzkich emocji. Z tego punktu widzenia nic w naturalnym świecie nie jest mocno ustalone. Właściwości rzeczy podlegają nieograniczonym zmianom, wszystko może przekształcić się we wszystko.

Ten sposób myślenia zdaje się być związany z pierwotnymi cywilizacjami; ale sam nie jest w żadnym sensie pierwotny. Jest zdolny uzyskać dostojeństwo i wzniosłość. Jest tak głęboko zakorzeniony w ludzkiej naturze, że żaden lud ani wiek nie mogą go w pełni odrzucić, choć różnice w jego skutkach są bardzo znaczące. W wyższych religiach daje wzrost wierze w bóstwo, które staje naprzeciw naturalnego świata z nieograniczoną mocą i którego nie da się zrozumieć. Największą ekspansję jego mocy można zaobserwować w duchowym rozwoju starożytnych Indii. Tutaj tajemniczy, wszechmocy, “prawda prawdy” (Brahman), zostaje pozytywnie zrównany z psychiczną mocą wewnątrz człowieka (Atman); i było nieuniknionym, że świat doświadczenia powinien zostać zdegradowany z rangi mniejszej realności aż do nieistotności zwykłego pozoru.

To, co tu określamy jako charakteryzujące się magicznym myśleniem, nie było naturalnie całkowicie obce Grekom. Ale ktokolwiek kieruje spojrzenia na podstawowe cechy różnych koncepcji świata, musi uzmysłowić sobie, że podejście Greków było wrogie w stosunku do myśli magicznej w dość znaczącym stopniu. Ich stanowisko sytuuje się na przeciwległym biegunie i jest najświetniejszą obiektywizacją racjonalnego sposobu myślenia. W miejsce wąskiego pojęcia tego, co naturalne, mamy tu najszersze możliwe. W rzeczy samej, kiedy dzisiaj wypowiadamy słowo natura w szerokim i żywotnym sensie, w którym Goethe je używał, jesteśmy dłużnikami greckiego ducha. To, co naturalne, może stąd samo stać w chwale tego, co wzniosłe i boskie. Z całą pewnością w wyniku interwencji greckich bogów niezwykłe i wstrząsające wydarzenia miały również miejsce. Nie oznacza to jednakże pojawienia się siły o nieograniczonej władzy; oznacza to, że istnienie manifestuje siebie w nieskończenie różnorodnych żywych wyrazach jako istota naszego świata. Pierwszy i najwyższy nie jest mocą która działa, ale istotą, która manifestuje się w formie działania. I to najświętsze drżenie pochodzi nie ze straszliwej i nieskończonej potęgi, ale raczej z głębi naturalnego doświadczenia.

To rozumienie świata, które nazywamy specyficznie greckim znajduje swój pierwszy i największy wyraz w wieku, którego pomnikami są homeryckie poematy. Od razu rzuca się w oczy niemal kompletna nieobecność elementów magicznych. Goethe przedstawia Fausta jako wypowiadającego życzenie na końcu swego życia:

Gdybym potrafił mosty poza sobą spalić,
wyzbyć się czarnoksięstwa, zaklęcia oddalić,
i przed naturą stanąć w mocy niezawodnej —
ten trud byłby zwycięski i człowieka godny (1).

Nigdzie indziej, tylko w świecie greckim to życzenie się spełnia; to w greckim duchu natura, przed którą Faust pragnął stanąć bez żadnych obcych wtrętów, stała się ideą.

Grecki geniusz musiał otrzymać postacie swej religii i kultu w czasach przedhomeryckich, gdyż u Homera są one już ustalone, a książka ta zamierza ukazać, że pozostały one u podstaw tymi, którymi były dla Homera. Znaleźć czyjś świat jest równoznacznym – czy to dla ludu czy jednostki – ze znalezieniem siebie samego, ze zrealizowaniem własnego charakteru. Okres, którego pojmowania świata uczymy się od Homera, jest stąd okresem geniuszu w hellenizmie. Jeśli jakiekolwiek narody wcześniejszych pokoleń mogą być skojarzone z imionami homeryckich bogów, to ma to stosunkowo niewielkie znaczenie. Specyficznie grecka idea, która uczyniła ich tym, kim byli, powstała i przynależała do wieku, dla którego Homer jest naszym świadkiem.

Powiada się często, że to potrzeby ludzkiej natury, ich rozwój i zmiana wyrażają się w formułowaniu bogów. Dość prawdziwe, ale na pewno między tymi potrzebami są wymogi myślenia i percepcji. Najbardziej znaczącym wydarzeniem w życiu ludu – niezależnie czy rozpoznajemy czy nie, powiązanie z zewnętrznymi kolejami losu – jest powstanie sposobu myślenia, który jest szczególny dla niego, jakby zaprojektowany dla niego od początku czasu, dzięki któremu jest odtąd rozpoznawalny w historii świata. Proces ten miał miejsce, gdy prehistoryczny pogląd przekształcony został w pogląd, który znajdujemy najpierw u Homera i z którym nie spotykamy się nigdy potem w porównywalnej jasności i wielkości. Chociaż wiele możemy przypisać bogactwu myśli i smaku samego poety, w jego przedstawieniu boskich przejawów, naturalny idealizm czy idealny naturalizm, który zadziwia i urzeka nas w tych przejawach, pozostaje podstawową charakterystyką tego nowego i prawdziwego sensu greckiej religii.

5

Starożytna religia grecka pojmowała rzeczy tego świata z najpotężniejszym możliwym poczuciem realności, a mimo to – nie, z tego właśnie powodu – rozpoznała w nich cudowny zarys tego, co boskie. Nie obracała się wokół lęków, tęsknot i duchowych rozterek ludzkiej duszy; jej świątynią jest świat, z którego żywotności i ruchu wydobywa swą wiedzę o boskości. Tylko ona nie ma potrzeby izolować się od dowodów doświadczeń, gdy tylko dzięki całej bogatej gamie ich odcieni, jasnych i mrocznych, krystalizują się one w wielkich obrazach bóstw.

Nie powinniśmy pozwolić zniechęcić się natrętnym sądom gorliwców i pedantów, którzy oskarżają religię homerycką o niemoralność czy prymitywną surowość, ponieważ jej bogowie są częściowo w sprzeczności, a czasem zupełnie folgują sobie w postępowaniu, które zakazane jest w ramach mieszczańskiej etyki. To pewne, greccy filozofowie również angażowali się w tego rodzaju krytycyzm, ale fakt, że pobożne poczucie natury mogło zaniknąć nawet w hellenizmie, nie usprawiedliwia takiego krytycyzmu. Dla pobożnego naturalizmu jest wiele ważnych rzeczy, które mogą zdawać się głupie i nikczemne teoretykom i moralizatorom. Ale odkąd zrozumieliśmy, czym jest to, co ta pobożność czci, nie powinniśmy dłużej ważyć się na potępianie tych rzeczy, które ona toleruje i wybacza.

W kulcie starożytnej Grecji jest nam objawiona jedna z największych religijnych idei ludzkości – ośmielamy się powiedzieć, religijna idea ducha europejskiego. Różni się ona bardzo od idei religijnych innych cywilizacji, a zwłaszcza od tych, które zwyczajowo dostarczają naszemu religioznawstwu i filozofii przykładów początków religii. Jest jednak istotnie związana z wszelkimi oryginalnymi dziełami hellenizmu i poczęta została w tym samym duchu. Jak wiele innych wiecznych osiągnięć Greków stoi przed ludzkością jako nieprzemijająca. Zdolność, która w innych religiach jest stale udaremniana i hamowana, tutaj rozkwita z podziwu godną pewnością geniuszu – zdolność widzenia świata w świetle boskości, nie świata tęskniącego do, aspirującego do, lub mistycznie obecnego w rzadkich ekstatycznych doświadczeniach, ale świata w którym się urodziliśmy, częścią którego jesteśmy, z którym spleceni jesteśmy naszymi zmysłami i, poprzez nasze umysły, zobowiązani mu, za jego hojność i witalność. I te postaci, w których świat ten na boski sposób objawił się Grekom – czy nie ukazują swej prawdy przez fakt, że ciągle są dzisiaj żywe, że ciągle spotykamy je, kiedy wznosimy się z drobnych skrępowań do poszerzonej wizji? Zeus, Apollo, Atena, Artemida, Dionizos, Afrodyta – gdziekolwiek idee greckiego ducha są szanowane, tam nie możemy nigdy zapomnieć, że były to jego największe idee, a nawet w sensie całościowości jego idei w ogóle; i przetrwają tak długo, jak duch europejski, który w nich osiągną swą najbardziej znaczącą obiektywizację, nie jest całkowicie ujarzmiony przez ducha Orientu czy utylitarnej racjonalności.

 

UWAGA

Narodziny ducha, o którym mówiliśmy uprzedzając, są założone w poematach homeryckich, w których znajdujemy jego najbardziej zupełną, jak i najwcześniejszą ekspresję. Nasze wyjaśnienie opiera się zatem na świadectwie homeryckim. Świadectwo przytaczane z innych źródeł ma być uzupełnieniem i komentarzem dla obrazu wierzeń homeryckich.

Możemy całkowicie pominąć wszelkie różnice co do daty między Iliadą a Odyseją, jak również różnorodność między poszczególnymi częściami epiki, ponieważ co do istoty religijny pogląd jest w nich zgodny.

Nie powinno się podnosić zastrzeżeń dla takich wyrażeń, jak “era homerycka”, które nierzadko są stosowane ze względu na wygodę. Nie oznaczają one nic więcej niż czas, podczas którego poglądy na świat udokumentowane przez Homera były dojrzałe i ustanowione. Nie ma intencji do ograniczenia zakresu jego stosowalności lub wymuszenia, czy to w przestrzennym, czy społecznym sensie.

Nieszczęśliwym przesądem naszego wieku jest, że myśli dotyczące świata wyrastają z potrzeb wielu, jedynie po to, by osiągnąć samotne wyżyny w umysłach niewielu. To raczej wśród rzadkich i duchowo obdarzonych ludzi – czy to grup, czy jednostek – rodzą się jedynie po to,  by być poniżonymi i opuszczonymi aż do miejsca, gdzie stały się nędzne, nudne i toporne, a ostatecznie usztywnione. Jedynie wiek duchowo ubogi mógłby wierzyć, że popularny zwyczaj i idea religijna nigdy nie miały znaczenia wykraczającego poza zdolności, myśli i doświadczenia prostego człowieka. By znaleźć ich żywe źródło trzeba wstąpić na wyższe regiony.

Każda religia i każdy pogląd na świat ma prawo, by być osądzany nie na poziomach, gdzie stał się płaski, ordynarny, i z racji braku charakteru jest jak każdy inny, lecz ze względu na jasne i wielkie zarysy jego wysokości. Tylko tam jest tym, czy jest naprawdę i czym inne nie są.

 

Przypis: (1) przeł. E. Zegadłowicz, wyd. wolne lektury, 316