O Bogach

Total votes: 1208

Walter Friedrich Otto

[...] Dlaczego olimpijscy bogowie nie stracili zaufania aż do dzisiaj? Mówimy o nich, kiedy chcemy mówić w sposób wzniosły o bycie i świecie. Mimo całego chrześcijaństwa i oświeceniowej nauki Apollo, Dionizos, Afrodyta, Hermes i inni bogowie są dla nas zawsze świetlanymi, wiele znaczącymi zjawiskami. Choćbyśmy byli dalecy od tego, by poważnie w nich wierzyć, ich wzniosłe spojrzenie pada na nas raz po raz, kiedy tylko wznosimy się ponad wszystko, co jest jedynie „faktem”, i docieramy na wyżyny, gdzie przemieszkują ich boskie postaci. Dlaczego w ten sposób nie mówimy o Izydzie i Ozyrysie, o Indrze i Warunie, o Ahuramazdzie i Arymanie, o Wołanie, Donnarze i Frei?

Na pytanie to odpowiedzą nam, że przyczyna tego tkwi w naszej tradycji humanistycznej. Ale tradycja ta nie byłaby w stanie bogów tych, których świątynie zamknięto już przed półtora tysiącem lat, uczynić tak bliskimi naszemu sercu, gdyby ich najgłębsza istota ciągle jeszcze, mimo całego potępienia, nie świadczyła za nimi.

A czymże takim jest ta istota, że ciągle od nowa jawi się nam nawet po upadku świata helleńskiego, wśród ludów mówiących innym językiem, wyznających inną religię i mających inny światopogląd? [...]

Antropomorfizm

afrodyta_03.jpgTzw. antropomorfizm od dawien dawna stanowił jeden z głównych zarzutów zwracanych przeciwko religii starogreckiej [...]. Wiadomo, z jaką gwałtownością Sokrates i Platon wypowiadali się o pewnych pramitach, których pierwotną genezę rozumieli zresztą w równie małym stopniu, co my. Ze szczególną satysfakcją zwykło się jednak cytować słowa poety i filozofa Ksenofanesa, że woły i konie, gdyby miały ręce i mogły rysować, przedstawiałyby bogów jako woły i konie. Cóż za głupstwo! Gdyby woły i konie miały ręce i mogły rysować — co jest pomysłem absurdalnym — to byłyby właśnie ludźmi i byłyby powołane do tego wszystkiego, co zastrzeżone jest wyłącznie dla człowieka.

W koncepcji „antropomorfizmu” znajduje wyraz osobliwe lekceważenie postaci ludzkiej, w której przecież ukazuje się wzorowo to, co wynosi człowieka ponad wszystkie inne istoty żywe, i co, jak w to zawsze wierzono, zbliża go do Bóstwa, tak że jest on w stanie być tym, co wyrażono pięknymi słowami: rozmową z Bogiem [...].

Nadanie więc bogom postaci ludzkiej nie oznacza poniżenia boskości, lecz podniesienie do niej człowieka. To widział jasno Goethe, kiedy pisał (w swej rozprawie o Krowie Myrona): „Intencją i dążeniem Greków jest ubóstwić człowieka, a nie uczłowieczać bóstwo. Jest to teomorfizm, a nie antropomorfizm!”. A w swej pracy o Winckelmannie [...] mówił: „Bóg stał się człowiekiem, aby podnieść człowieka do Boga”.

Wielobóstwo

Wielobóstwo charakteryzujące religię grecką, którym gorszą się innowiercy, nie pozostaje w sprzeczności z monoteizmem, lecz jest, być może, jego najbardziej pomysłową formą.

Cokolwiek byśmy w poszczególnych przypadkach powiedzieli o zrządzeniach bogów, to ostatecznie wiadomo, że o wszystkim decyduje wola Zeusa [...]. Jedność łącząca bogów znajduje już u Homera wyraz w ciągle powracających zwrotach mówiących o tym, że wszystkim kierują „bogowie” lub „Bóg”.

Ale Grecy nie byliby ludem obdarzonym najżywszym duchem, gdyby cudowna wielorakość bytu nie mówiła im o wielości różnych postaci boskich, które choć wszystkie są nieskończone i wieczne, wszakże tylko razem stanowią całość boskości. I [...] uważali oni za rzecz pobożniejszą czcić boskość, gdziekolwiek i jakkolwiek się objawia, w jej całej wspaniałości, niż te różnorakie objawienia za wszelką cenę sprowadzać do jednej jedynej istoty. Albowiem niewolnicza koncepcja boskiej zawiści, która nie potrafi ścierpieć niczego obok siebie, była im całkowicie obca.

A przecież ta boska wielość nie oznacza zwykłej koegzystencji różnych, ale skłóconych ze sobą bóstw. Każdy bóg olimpijski ma własny charakter, różny od charakteru innych bogów, podobnie jak poszczególne dziedziny rzeczywistości, choć różnią się od siebie, to jednak stanowią jedność, którą mit grecki przedstawia w tak głęboki sposób.

gods.jpgWielcy Olimpijczycy tworzą rodzinę, na której czele stoi ojciec, względnie najstarszy brat Zeus, nazywany „królem”. Jego siostra Hera tronuje u jego boku jako jego małżonka; jego bracia, Posejdon i Hades, bóg morza i bóg krainy zmarłych dzielą z nim [...] panowanie nad światem, w taki jednak sposób, że nie mogą przeciwstawiać się jego woli. Apollo, Artemida, Atena, Hermes, Afrodyta i inni są jego dziećmi [...].

Nawet prabogowie, stary ziemski ród Tytanów [...], choć Zeus nie przyjął ich do swej rodziny, pokonani przezeń, uwolnieni zostali z więzów i zawarli z nim pokój, tak że weszli do jego królestwa, i wolno im, czcigodnym, mieszkać w jego głębi. Jakże inny los spotkał pokonanych przez królestwo światłości prabogów innych religii, potępionych i zdemonizowanych!

Ta jedność królestwa bogów pod panowaniem Zeusa jako króla i ojca różni się całkowicie od monoteistycznego jedynowładztwa, które ma wokół siebie tylko sługi i pełnomocników. Poszczególne bóstwa, bynajmniej nie będące jedynie narzędziami najwyższej woli, mogą wprawdzie otrzymywać od Zeusa specjalne zadania i nie wolno im przeciwdziałać jego planom, są jednak i pozostają w całym znaczeniu tego słowa bogami, w których wieczności odbija się wszechświat ze wszystkimi swymi postaciami. Są oni i pozostają wzniosłymi reprezentantami królestw świata i bytu, objawieniami ich boskich głębi, dzięki którym każdy z nich jest nieskończony i na swój sposób stanowi całość bytu i Bóstwa.

Ale istnieje także żywe doświadczenie boskiej jedności wielokształtnego świata bogów, którą także my [...] możemy odczuć tak, jak Grecy: wypełnienie bogami całego bytu, w którym uśmiecha się Afrodyta, błyszczą wspaniałe oczy Apolla, Artemida tańczy i poluje wraz z Nimfami, Atena wzywa do czynu, Hermes inspiruje ludzi, a Dionizos w błogim upojeniu spogląda ku gwiazdom — wszystko to zaś jest jednym jedynym boskim życiem, jedną boską prawdą bytu [...].

Wiedzy o tym nie daje żaden namysł ani spekulacja, lecz jedynie wielka chwila, w której można by powiedzieć wraz z Nietzschem: „Czyż świat mój nie był doskonały?”

Cóż jednak jednoczy ten świat?
Właśnie duch doskonałej chwili!

Po grecku można go nazwać Zeusem — lub jakimś jeszcze większym imieniem [...]

Tacy są bogowie, których Homer nazywa „żyjącymi lekko” [...]. Żyją oni lekko, tzn. bez wysiłku i bez trosk, jak śpiew, któremu udzielają oddechu, jak melodia, która, pogodna czy smutna, przychodzi z łatwością i ma charakter uroczysty, wolna od ziemskiego przyciągania [...].

Również miejsce, w którym mieszkają szczęśliwi bogowie, wznosi się wysoko ponad wszelkie ziemskie burze.

Gdzie nigdy burza nie grzmi, deszcz ścian nie obija,
Śnieżna zamieć nie prószy, — tylko się przewija
Nieustanna pogoda, ni to namiot lity:
Tam bogom raj wesela płynie niepożyty...
(Odyseja, VI, 43-46, przekł. L. Siemieńskiego)
[...]

Podobnie jak bóstwa te objawiają człowiekowi prawdziwe szlachectwo i prawdziwą wielkość nie przez nakazy i nauki, lecz przez samo swe istnienie, tak też przez istnienie to otwierają przed nim głębie i dale świata.

W ten sposób odkrywamy istotę greckiego doświadczenia Bóstwa.

Temu, kto spogląda w ich oblicze, bogowie ukazują nieskończone bogactwo bytu.

Każde z nich ukazuje mu to bogactwo na swój szczególny sposób: Apollo ukazuje byt świata w jego czystości i ładzie, istnienie jako poznanie i pieśń przynosząca wiedzę, jako nieskalanie przez demoniczne sidła. Jego siostra Artemida objawia inną czystość świata i istnienia, wiecznie dziewiczą, ludyczną i choreiczną, zaprzyjaźnioną ze zwierzętami i radośnie na nie polującą, chłodno odpychającą i porywająco oczarowującą. Z oczu Ateny rozbłyskuje wspaniałość męskiego i znaczącego czynu, wiecznej chwili zwyciężającego wszystko dokonania. W duchu Dionizosa świat jawi się jako praświat, jako prastara dzikość i bezgraniczne upojenie. W imieniu Afrodyty świat staje się złoty, wszystkie rzeczy ukazują oblicze miłości, boskiego cudu, który zaprasza do oddania, do stopienia się i zjednoczenia z ukochaną istotą.

Moglibyśmy tak ciągnąć jeszcze dalej. Ale te obrazy powinny wystarczyć. Czy nie ukazują one prapostaci nieskończonego życia świata, jego zachwytów i jego ciemnych tajemnic? Rzeczywistości świata nie są więc naprawdę niczym innym, jak bogami, obecnością bogów i ich objawieniami. Każda z nich jest we wszystkich swych sferach i na wszystkich swych stopniach przepełniona Bóstwem, które jawi się zarówno w świecie żywiołów, jak i w królestwie roślin i zwierząt, i ukazuje się w obliczu człowieczym. A każdy z bogów zawsze otwiera przed nami cały świat. Albowiem w jego szczególnym objawieniu zawierają się wszystkie rzeczy.