Agregator kanałów

”Spartakus”- moim zdaniem.

Blog pantheionu - śr., 20/03/2013 - 20:39

Oglądam sobie Spartakusa w niedziele i postanowiłem zdać swą relację- jak oceniam ten serial.W skali typowo szkolnej daję mu (na razie) 4-. Nie ukrywajmy, że jak większość seriali amerykańskich tego typu, stawiał bardziej na emocje niż na prawdę historyczną (na którą postawił Spartakus z roku 2004) zatem nie mam specjalnie ( poza rażącym błędem, o którym za chwilę) o to pretensji- zresztą dopowiedziana historia wcześniejszego życia głównego bohatera jest w miarę realistyczna (w Spartakusie filmowym była naciągana, a wątek romantyczny rodem z romansidła XIX-wiecznego wręcz mdlący).Za co zatem odebrałem ten punkt oceny serialowi? O jednym jużem był wspomniał w tym wątku- typowo anglosaska maniera anglizowania wymowy łacińskich czy greckich wyrazów- czy jest to dla nich za trudne, czy świadczy o lenistwie? (Raczej o tym drugim). Gwałtem na mych uszach są słowa typu: Kæpiuła, czy Bætieites, jest to przypadłość, której się chyba nie oduczą. Komputerowa krew- niby drobnostka, ale wizualnie wyraźnie zauważalnie sztuczna, a to do tego nierealnie się zachowująca. Komputerowe plenery- sądziłem, że po solidnej lekcji, jaką otrzymała kinematografia po Władcy Pierścieni i po małej poprawce w Rzymie (realistyczny plener miejski, prawdziwe krajobrazy pozamiejskie) zachowane zostanie to w Spartakusie. Jakże się zawiodłem! Green Box to wszystko po za otoczeniem planu. Nie mam zastrzeżeń do drobnych nieścisłości historycznych typu nieodpowiedni rodzaj zbroi, gdyż jest to krzta wobec gafy, jaką zrobiono w Gladiatorze gdzie pomieszano typy uzbrojeń gadiatorów; wszak błąd który zdecydował o odjęciu półpunktu Spartakusowi jest podobny w karygodności do błędu wyżej wspomnianego. Mianowicie Barca jako kartagiński jeniec w czasie trwania akcji serialu byłby wiekowym starcem, musiałby mieć co najmniej 90 lat. W dyskusji w wątku ( http://portyk.pantheion.pl/index.php?topic=673.0) Zoroastres narzekał na nadmiar seksu, cóż może to różnica pokoleniowa a może nawet inna mentalność, ale ja, jako przedstawiciel jednego pokolenia mniej nie zwracałem na niego specjalnie uwagi. Stało się to pewno dlatego, że w dzisiejszych czasach seksualność szczególnie wśród młodych, nie jest już skrywanym taboo, tylko jest traktowana jak normalna część życia, świata i egzystencji, nie będąca ani gorsza ani lepsza lecz zwyczajna. Jednym z pozytywnych aspektów, rzucających światło na twórców, jest kontynuacja produkcji mimo zgonu Whitfielda; uszanowano bowiem jego wyraźną wolę tudzież tysięcy widzów. Przerywanie tej produkcji negatywnie by świadczyło o ideach tych ludzi (nawet jeśli głównymi były nowozelandzkie $). Na koniec zaznaczę, iż nie widziałem jeszcze wszystkich części serialu; zatem me wrażenie może ulec zmianie, co uwidoczni się w następnych wpisach.

Moje pogańskie Cztery Szlachetne Prawdy

Blog pantheionu - pt., 14/09/2012 - 10:10

I. Najważniejszym obowiązkiem jest być szczęśliwym.

II. Szczęście  nie płynie z okoliczności zewnętrznych, ale z właściwego działania wobec okoliczności zewnętrznych.

III. Właściwe działanie to takie, w którym działający staje się kimś doskonalszym niż był, staje się prawdziwym sobą.

IV. Prawdziwe "ja", to ja związane z innymi, urzeczywistniające swoje potencje dla dobra „ja” i „my”.

 

por. buddyjskie Cztery Szlachetne Prawdy

 

Słońcem pisane II

Blog pantheionu - wt., 28/08/2012 - 20:09

Wydawałoby się, że po przeszło dziesięciu wiekach, które minęły od chrztu Polski, nikt już nie wspomina o prapolskich bóstwach, demonach i postaciach mitycznych inaczej niż jedynie w kontekście badań historycznych czy religioznawczych. Niniejszy tomik jest jednym z dowodów, że jest zgoła inaczej. Dla pewnej grupy ludzi, którzy zwą siebie rodzimowiercami, a więc wyznawcami rodzimej wiary słowiańskich przodków, dawni Bogowie nie są wcale martwymi reliktami zamierzchłej przeszłości. Są oni treścią ludzkiego życia, uosobieniem wartości duchowych związanych z powrotem człowieka do natury, z odkrywaniem wciąż na nowo i na różne sposoby własnej słowiańskiej tożsamości.

Zapraszamy do zapoznania się z drugą już odsłoną rodzimowierczej poezji, która jedynie na pierwszy rzut oka będzie się jawić Czytelnikowi jako zjawisko egzotyczne. Nic bowiem egzotycznego w kulturze własnego narodu, zaś każdy z nas nosi w sobie przecież choćby cząstkowe dziedzictwo czasów, o których wydawałoby się, że nasza świadomość zbiorowa dawno zapomniała.

A jeśli słowem nieco bardziej prozaicznym powiedzieć chcielibyśmy więcej na temat powstania małej antologii poezji rodzimowierczej, zacząć musimy od „Kniei” – grupy, której pomysł na stworzenie zbioru współczesnych wierszy poruszających rodzimą tematykę doczekał się realizacji pięć lat temu i dziś nadal można go czytać pod tytułem „Słońcem pisane”.
Z częścią obecną zaś, jak wspomniano wyżej – drugą już odsłoną – jest nieco inaczej. Autorzy bowiem rozsiani po całej Polsce, choć przesadą nie będzie napisać – po Europie, nie spotkali się nigdy „realnie”, jakby to współczesnymi słowy określić. Tak więc poszukiwania osób tworzących taką literaturę, rozmowy z nimi, sugestie dotyczące wyboru wierszy z bogatego częstokroć dorobku poetyckiego, cyzelowanie utworów, korekta – wszystko to odbywało się w raczej niepoetyckim świecie internetu.
Tysiące e-maili przyniosło wreszcie efekt w postaci „Słońcem pisane II”.
Autorów tomiku połączyło nie tylko poetyckie słów składanie, ale i wiara, która zdawać by się mogło dawno temu odeszła w zapomnienie. I rzecz jasna – odwaga, bez której wiersze do dziś skrywałyby przepastne szuflady. A odważnymi tym razem okazało się kilkanaście osób, wśród których znaleźli się studenci, nauczyciele, muzycy, dziennikarze, pedagog, geodeta, adwokat, inżynier budownictwa, informatyk i nawet – o Bogowie – biolog molekularny. To ich ballady, hymny, kołysanki, kolędy, protest-songi, elegie, modlitwy czytać można w opublikowanej przy współpracy wydawnictwa Borgis książce.
 Autorzy mają nadzieję, że tomik ten miły jest także słowiańskim Bogom, a tym z ludzi, którzy zechcą się z nim zapoznać, również przypadnie do gustu.   

Śląski „paganfest” pierwsza edycja

Blog pantheionu - wt., 28/08/2012 - 18:58

Mamy zaszczyt zaprosić was na pierwszą edycje śląskiego "paganfestu" która odbędzie się w dniach 29-30 września. W trakcie imprezy będzie można posłuchać ciekawych wykładów na temat Asatru, Wicca i Rodzimowierstwa, skorzystać z runicznych wróżb czy warsztatów rękodzieła. W planie również przewidziany jest koncert zespołu DECAY (jako afterparty po części bardziej edukacyjnej), grill oraz kram z rękodziełem i amuletami. 

Program Imprezy:

SOBOTA:

16:00 – Wykład pod tytułem "Tradycja wicca a samotna ścieżka" poprowadzi Enenna.

17:00 – "Wstęp do religi i demonologi dawnych Słowian" – Wykład poprowadzi Lesza.

18:00 – "Wstęp do magii ochronnej" – Wykład prowadzony przez – Enenne

19:00 – 20:30 – Wróżby runiczne – W cenie biletu każdy uczestnik będzie mógł wziąć udział w zabawie i usłyszeć co runy mają do powiedzenia na temat jego przyszłości oraz dowiedzieć się czegoś o dawnej sztuce wróżenia z run.

21:00 – Koncert zespołu DECAY

ZAKOŃCZENIE PIERWSZEGO DNIA

NIEDZIELA:

17:00 – "Wicca w europejskiej tradycji magicznej" – Wykłąd prowadzony przez Rawimira.

18:00 – "Duchy miejsc i przodków w tradycji Asatru" – Poprowadzi Viking

19:00 – 20:00 – Zabawa z wróżbami.

21:00 – Koncert niespodzianka.

ZAKOŃCZENIE DNIA DRUGIEGO

Przez cały czas trwania wydarzenia otwarty będzie kram z rękodziełem i amuletami.

Przewidziany jest również grill

Całość odbędzie się w PUB-ie KORBA
Złota 1 Katowice

WSTĘP:
10zł – Pierwszy dzień
7zł – Drugi dzień
12zł – Karnet dwudniowy

Wszystkie dodatkowe informacje można uzyskać pisząc na e-mail Stowarzyszenia – alternatywa2011@gmail.com

Patronat medialny -

pantheion.pl – http://pantheion.pl/
Pub Korba – http://pubkorba.prv.pl/ 

 

http://www.facebook.com/events/256440091141432/

 

Zaczarowywanie rzeczywistości

Blog pantheionu - wt., 31/07/2012 - 15:05

Do wpisu tego zainspirowała mnie tocząca się na Wikipedii dyskusja, poświęcona hasłu o powstaniu wandejskim w okresie rewolucji francuskiej. Ściślej – formie tegoż hasła uźródłowienia. Otóż hasło nie było pisane na podstawie ani jednej publikacji naukowej, za "źródło" robił w nim… artykuł Joanny Bątkiewicz-Brożek z Gościa niedzielnego. Artykuł bez żadnej wartości z punktu widzenia historycznego, zresztą autorka żadnego wykształcenia w tym kierunku zdaje się nie posiadać. Jak pozostali redaktorzy owego katolickiego tygodnika jest specjalistką "od wszystkiego": polityki, medycyny, astronomii. Więc i od historii może być, kiedy akurat racja wyższa tego od niej wymaga. Tytuły pisanych przez nią artykułów mówią same za siebie: Przestańcie kłamać o in vitro! czy Francja wybrała lewactwo (tym idiotycznym tytułem opisano… wybór Hollanda na prezydenta Francji).

Wspomniany artykuł nosi tytuł Wolność, równość, kłamstwo. O czym przeczytamy w nim? Przede wszystkim, że wojny wandejskie były pierwszym i jednym z największych ludobójstw w historii ludzkości. Nikt nie podaje w wątpliwość ogromu rzezi, które towarzyszyły rewolucji francuskiej. Tymczasem autorka ukuła termin "kłamstwo wandejskie" (coś pokrewnego "kłamstwu smoleńskiemu"?). Twierdzi, że nie wolno pisać we Francji o powstaniu w Wandei, ba! historycy którzy odważyli się pisać na ten temat są "systematycznie zastraszani" i "szykanowani". A to ci dopiero! Przeczytamy też w tym artykule m.in. arcyciekawe stwierdzenia, jak to że Wandea jest punktem założycielskim wszechświatowego lewactwa, a bezpośrednio czerpali z niej pełnymi garściami Lenin, Stalin czy Hitler! Infantylność i niemerytoryczność tego artykułu są wprost porażające, ale nie chodzi tu przecież o obiektywny przekaz historyczny. Czytelnik wiedzy historycznej nie posiądzie z lektury żadnej, ważne że pozna historiozoficzną wizję dziejów. Świadectwem ogromu niekompetencji pani Bątkiewicz-Brożek jest powoływanie się przez nią na jednego z owych "zastraszanych historyków", profesora paryskiej Sorbony Reynalda Séchera, który to za walkę z "kłamstwem wandejskim" został zwolniony z Sorbony. A teraz niespodzianka! Reynald Sécher ma tytuł doktora a nie profesora. I – uwaga! – nie mógł zostać zwolniony z Sorbony, bo… nigdy na niej wykładał! Tak oto Gość niedzielny robi swoim czytelnikom wodę z mózgu.

W innym artykule z Gościa niedzielnego czytam o katedrze w Toledo. Rozważaniom o pięknie architektonicznym tej budowli towarzyszą znowu historyczne bzdury. Autor artykułu stwierdza, że w Kalifacie Kordoby chrześcijanie cierpieli niewyobrażalne wprost męki i prześladowania, za to po rekonkwiście w krajach katolickich muzułmanie cieszyli się… tolerancją i swobodą wyznania! W końcu chyba jednak autor orientuje się, iż napisał bzdurę, bo nie wprost stwierdza iż po 1492 roku może ta tolerancja nie była taka do końca. Oczywiście przymusowe konwersje i wysiedlenia muzułmanów to nie jest już rzecz, którą można podać. Historiozofia przede wszystkim, poza tym liczba ofiar Torquemady i kolegów trochę był kontrastowała z tak eksponowaną wcześniej (i oczywiście odpowiednio zawyżoną) liczbą ofiar "lewactwa" w Wandei.

Generalnie artykuły "historyczne" w czasopismach katolickich są z reguły na bakier z historią. Pisałem już tu kiedyś o dodatku w Niedzieli, gdzie poczynania konkwistadorów w Nowym Świecie określono jako "cud nawrócenia 3 milionów Indian za wstawiennictwem Matki Boskiej z Gwadelupy"…

 

Strony