X. Trzoda Geriona

Total votes: 2061

Oribasios

Herakles dostał z kolei polecenie przyprowadzenia słynnej trzody Geriona, niezwykłej istoty o trzech głowach i tułowiach oraz sześciu ramionach, uzbrojonej w miecz i włócznię, odzianej w zbroję i hełm. Jego imię oznacza „Krzykacza”. Trzody Geriona strzegł pastuch, Eurytion, syn Aresa mając do pomocy dwugłowego psa owczarka. Trzody te pasły się na dalekim Zachodzie, za „słupami Heraklesa”, które właśnie wówczas heros miał ustawić. Zachodzące Słońce zabarwiło woły na purpurowo, podobnie jak całą wyspę, na której się pasły.

Wówczas miała miejsce sprzeczka z Heliosem, Bogiem Słońca. Docierając do końca drogi, chcąc dostać się tam, gdzie żadna droga nie prowadzi, Herakles porwał za swój łuk i wymierzył w Boga. Ten był tak zaskoczony, że użyczył herosowi swoją złotą czaszę, w której Słońce, po tym jak zachodziło na Zachodzie, zwykło przepływać na Wschód, by znowu wzejść. Herakles użył wówczas swej lwiej skóry jako żagla. Tymczasem Tytan Okeanos chciał wypróbować Heraklesa i wzburzył morze. Heros ponownie chwycił za łuk przymuszając Okeanosa do uspokojenia fal.

Tak Herakles przebył ocean. Po przybyciu na miejsce wspiął się na górę Abas, gdzie rzucili się na niego strażnicy trzód Geriona. Obaj, pies i pastuch zginęli od uderzenia pałki. Menojtes, pasący w sąsiedztwie stada Hadesa doniósł o wszystkim Gerionowi, z którym teraz musiał się zmierzyć heros. Udało mu się zajść Geriona z boku i jedną strzałą przeszyć jego trzy ciała. Drugą strzałę otrzymała spiesząca Gerionowi z pomocą Hera, którą Herakles przegonił raniąc w prawą pierś (inni podają, że działo się to gdy na swojej drodze oblegał miasto Pylos, Heraklesowi wówczas przyszło się zmierzyć również z Aresem, którego trzykrotnie powalił i przebił mu udo). Po tym zwycięstwie heros pognał stado wzdłuż rzeki Krwawej, by wpędzić je do czaszy Heliosa i przewieść na ląd stały. Wówczas zwrócił czaszę Heliosowi. Droga powrotna pełna była znowu zmagań z potworami, olbrzymami i rozbójnikami. Każde królestwo które mijał, albo choćby tylko mógł mijać rości sobie pretensje do jego krwi w rządzącej dynastii, wiele księżniczek uważano za jego żony po obu stronach morza Śródziemnego. Oczywiście wmieszano go po drodze w liczne sprawy rzymskie, ale miał być także protoplastą władców scytyjskich. Ostatecznie zagnał trzody na miejsce.


Niepokojąca to opowieść dla nas, wychowanych w tradycji, w której podstawowym obowiązkiem wobec Bogów jest przyjęcia postawy uniżonej pokory. Tylko jeden przypadek w tradycji biblijnej przychodzi na myśl, jako porównanie: walka Jakuba z Bogiem. Większość jednak reprezentantów chrześcijańskiej tradycji religijnej zwykło traktować to jako jeden jedyny wyjątek, albo interpretować alegorycznie w taki sposób, że i tak ostatecznie okazuje się, iż Jakub wykazał się pokorą i posłuszeństwem. Na widok indywiduum podobnie postępującego z Bogami w rzeczywistości reagują raczej jak ksiądz Piotr z Mickiewiczowskich Dziadów mamrocąc pod nosem Exorciso...

Tymczasem z naszego mitu wypływa wniosek jednoznaczny. Rozwój duchowy oznacza osiągnięcie takiej świadomości własnej natury i wypływających z niej celów, która nie wyklucza gotowości do przeciwstawiania się nawet Bogom, gdy staną nam na drodze, albo nie będą chcieli dopomóc. Taki prometejski iście bunt jest o tyle usprawiedliwiony, że zarówno my, jak i Bogowie należymy do tej samej rzeczywistości, jesteśmy jej przejawem. Innymi słowy nawet władza Bogów nad ludźmi musi mieć pewne granice.

Sądzę, że purpurowa barwa wyspy i wołów, rzeka tam płynąca nazywana „rzeką krwi” pozwala wysnuć przypuszczenie, iż Herakles odmówił Bogom krwawych ludzkich ofiar. Ale to już moje tylko przypuszczenie.

 

Dalej: ->I. Jabłka Hesperyd