Droga herosa jako model rozwoju duchowego

Total votes: 2034

Zoroastres

Pogaństwo, jak każda religia zakłada pewien model rozwoju duchowego. Jest to model pod wieloma względami różny i pod wieloma względami w odmiennym kierunku odmienny w stosunku do proponowanego wiernym przez chrześcijaństwo, stąd, jak sądzę, użyteczne będzie przeprowadzenie porównania tych dwóch modeli.

Chrześcijański model rozwoju duchowego

Na czym polega „rozwój duchowy” chrześcijanina? Sądzę, że w najogólniejszych zarysach można przedstawić go następująco: punktem wyjścia jest 1) moment nawrócenia, czyli po pierwsze oznacza to uznanie swej osobistej nędzy i małości. Nędza ta i małość w dogmatyce katolickiej sformułowana jest uroczystym dogmacie o grzechu pierworodnym, zakładającym, że od Adama i Ewy skłonność do zła jest przekazywana przez akt prokreacji ( por. wykaz dogmatów).

To, co w podejściu do tej niedoskonałości odróżnia chrześcijan (nie tylko od pogan, ale też o żydów) to uznanie własnej bezsilności w stawaniu się lepszym, uznanie konieczności łaski nadprzyrodzonej. Innymi słowy, bez boskiej pomocy człowiek nie może nie być świnią, nie może krzywdzić innych. Wynika z tego, że warunkiem jakiegokolwiek rozwoju duchowego jest łaska, nie tylko warunkiem jednak, ale i zasadniczym mechanizmem. Rozwój ten polega na otwieraniu się na tę łaskę.

Pierwszym takim „otwarciem” bez którego nawrócenie nie jest pełne, jest akt, który dzisiaj, w ruchach ewangelizacyjnych przyjmuje najczęściej formę „uznania Jezusa za swego osobistego pana i zbawiciela”. W pierwotnym chrześcijaństwie był to chrzest, ale odkąd wprowadzono chrzest niemowląt trudno uznać ten moment za przełomowy i skuteczny, dlatego wprowadza się czasem rozróżnienie: otrzymania chrztu (jako niemowlę) i świadomego przyjęcia jego łaski (właśnie w akcie wspomnianego uznania). Cóż oznacza taki uznanie i jakie pociąga za sobą skutki? Po pierwsze jest to uznanie potrzeby zbawiciela, czyli uznanie własnej bezsilności.

Aby łaskę tę otrzymać, trzeba uznać Jezusa nie tylko za swego zbawiciela, ale też pana. Ów „pan” nie jest po prostu zwrotem grzecznościowym, jak w naszym języku „pan Kowalski”. Termin pan, po grecku „kyrios”, jak tłumaczy słownik biblijny greckiego to: posiadacz własności, właściciel, często stosowane w Nowym Testamencie w odniesieniu do właścicieli ludzi. W niektórych tekstach (rzadziej) stosuje się wobec Boga czy Jezusa synonim terminu kyrios – despotes. Innymi słowy, chrześcijanin uznając Jezusa panem uznają siebie za jego własność, co oznacza po prostu zostanie niewolnikiem Jezusa. Dalszy „rozwój” polega na stawaniu się nim coraz bardziej, a jak zauważył Arystoteles, niewolnik jest ożywionym narzędziem swego pana, nie posiada własnej woli decydowania. Jak powiedział Paweł z Tarsu: „Teraz żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” - i jest to esencja chrześcijańskiego rozwój duchowego - „odtąd już nie ja, ale ty”.

Pogański model rozwoju duchowego

Gdy przyjrzymy się tearz drodze pogańskiej, najpełniej realizowanej przez herosów, takich choćby jak Herakles, na pozór dostrzeżemy pewne podobieństwo: również Herakles realizował nie swoją wolę, ale wykonywał polecenia króla Myken Eurysteusa, u którego był w służbie. Również Perseusz zaczyna jako zależny od woli władcy, który ma nad nim władzę i więzi jego matkę. Podobnie Jazon, który poniekąd dobrowolnie zgadza się zrealizować kaprys władcy i wyruszyć po złote runo. Mamy więc u początku wszędzie niemal relację zależności. Ta zależność jest często pochodną woli Bogów – los Heraklesa był określony przez Herę. W najstarszych wersjach mitu była mu życzliwa (jego imię oznaczające "chwała Hery” wskazuje na związek z Herą odpowiadający relacji między średniowiecznym rycerzem a damą jego serca) późniejsi mitografowie z niewiadomych powodów nie lubili Hery czyniąc z niej czarny charakter, ale jak zauważa Kerenyi, pierwotnie była raczej mentorką herosa niż jego przeciwniczką. To prawda, przygotowała mu los surowy, ale jednocześnie był to los, który umiejscowi go w gronie Bogów. Herakles wsławił się swoimi dwunastoma pracami. Najstarsze tradycje wskazują, że Hera celowo wysłała swego podopiecznego do Myken ("jej" miasta) na służbę u Eurystesa. No właśnie: na służbę, a nie w niewolę. Jest to kluczowa różnica: Bogowie nie czynią człowieka niewolnikiem, nie zmieniają jego statusu, ale stawiają w sytuacji trudnej zależności. Zależność ta jest okresowa, nie ma trwać wiecznie. Ma być szkołą, przekształcić herosa, nauczyć go czegoś. Nie sugeruje się, że król, któremu heros ma podlegać jest kim lepszym, wyższym, często jest wręcz przeciwnie. Dzięki temu służba nie upokarza herosa w tym sensie, że nie czyni go mniejszym. Heros uczy się wykonywać to, co konieczne, co trzeba zrobić, niezależnie, czy to miłe czy nie.

Zwykle służba związana jest z realizacją określonych zadań. Zadanie to ma herosa zniszczyć – w mniemaniu tego, kto je zadał, ale w istocie – z perspektywy życzliwych Bogów i Bogiń, ma rozwijać siły herosa. Samo wykonanie jest pozostawione jego własnej inwencji, zależy od pomysłowości, odwagi, ale i umiejętnym korzystaniu z pomocy Bogów (jak w przypadku Perseusza). Innymi słowy, zadanie pomaga herosowi stać się tym, kim jest. Oznacza to znalezienie własnej miary wielkości i harmonii: na przykład Herakles, uosobienie męstwa popadł pod tym względem w skrajność. Słynne były jego wybuchy ślepego szału, w których zabijał nawet bliskich (zabił w szale własne dzieci, a za drugim razem zabił gościa – co było dla Greków świętokradztwem). Stąd też Bogowie wysłali go na służbę do lidyjskiej królowej Omfale, która oblekła go w kobiecy strój i zlecała m.in. kobiece prace, jak przędzenie. Dzięki temu udało mu się – mówiąc współczesnym językiem – odkryć w sobie pierwiastek kobiecy, który tkwi zresztą w różnej ilości w każdym mężczyźnie (tak jak męski w każdej kobiecie), co stało się lekarstwem na napady szału, będącego dzikim i nieludzkim wybuchem czysto męskiej siły.

Herosi doświadczali w swym życiu wielu cierpień, a jednak – w przeciwieństwie do chrześcijańskich świętych chodzących we włosiennicach czy opasujących się ciasno łańcuchami, cierpień tych nie szukali. Cierpienie w pogaństwie ma doniosłą wartość, ale wyłącznie wychowawczą, nie ma tu żadnej czci dla cierpienia jako takiego, która pojawiła się wraz z koncepcją odkupieńczo cierpiącego boga-Jezusa. Zgoda na cierpienie może być wyrazem męstwa, może być przejściem inicjacyjnym, ale wówczas wymaga mężnego znoszenia. Zaprzeczeniem tego jest Jezus na krzyżu, którego cierpienie najwidoczniej złamało, skoro skarżył się („pragnę”, „Boże czemuś mnie opuścił”). Komuś takiemu można współczuć, ale nie ma w tym niczego do naśladowania. Dlatego chrześcijanie sztucznie nadali wydarzeniu głębszy sens, dzięki czemu owo cierpienie było wprawdzie słabością, ale słabością zbawienną, wprawdzie nie dla samego cierpiącego (skoro nie wytrzymał), ale dla ludzkości, a to dzięki przemianowaniu egzekucji na religijną ofiarę przebłagalną.

Jak zauważył Georgigenes, herosi pogańscy przyjmują zupełnie inną postawę wobec przeznaczenia. W porównaniu z Hiobem, który bezwolnie poddał się wyrokowi i jęcząc czekał na zmianę wyroku wszechmocnego władcy znosząc kolejne ciosy, herosi zmagają się z losem jak Odys, potrafią stanąć do walki nawet z Bogami jak Herakles i za tą obronę własnej godności i integralności, za upór w dążeniu do swojego celu i użyciu w tej wędrówce własnych zdolności i talentów.

I jeszcze jedna istotna różnica - celem rozwoju chrześcijańskiego jest "przebóstwienie", czyli stanie się "przeźroczystym" dla Boga. Ludzkie ego jest absolutnie poskromione, człowiek trwa w zasłuchaniu w słowa pochodzące od bóstwa i bezwzględnie je wykonuje. Najwyższym osiągnięciem rozwoju pogańskiego jest ubóstwienie, które stało się nagrodą Heraklesa. Człowiek staje się Bogiem nie pomimo swego człowieczeństwa (co zakłada koncepcja przebóstwienia) ale dzięki niemu, samo człowieczeństwo zostało w herosie ubóstwione.