O chrześcijańskiej moralności

Total votes: 1737

John Stuart Mill

Fragment rozprawy "O wolności" w przekładzie Amelii Kurlandzkiej

Ktoś może mi postawić zarzut: „ależ niektóre z przyjętych zasad, szczególniej w najzwnioślejszych i najżywotniejszych przedmiotach, są czymś więcej niż połowicznymi prawdami. Na przykład chrześcijańska moralność jest całą prawdą w tym przedmiocie i jeśli kto uczy innej moralności, jest bezwzględnie w błędzie”. Ponieważ sprawa ta jest w praktyce ze wszystkich najważniejsza, żadna nie może być stosowniejsza do wypróbowania ogólnej zasady. Zanim jednak orzekniemy, czym chrześcijańska moralność jest lub nie jest, byłoby pożądane zdecydować, co przez nią rozumiemy. Jeśli ma oznaczać moralność Nowego Testamentu, to dziwię się, jak ktoś czerpiący jej znajomość z tego dzieła może przypuszczać, że miało ono być całkowitą doktryną moralności. Ewangelia powołuje się zawsze na poprzednio istniejącą moralność i ogranicza swe przepisy do szczegółów, w których ta moralność winna być skorygowana lub zastąpiona przez szersze i wyższe zasady moralne; ponadto wyraża się ogólnikami, których często nie można brać dosłownie i które robią wrażenie raczej poezji lub retoryki niż ścisłości prawodawczej. Nie można nigdy było z niej wyprowadzić całokształtu etycznej bez pomnażania go naukami zaczerpniętymi ze Starego Testamentu − to znaczy systemu szczegółowo opracowanego, lecz pod wieloma względami barbarzyńskiego i przeznaczonego tylko dla barbarzyńskiego ludu. Święty Paweł, zdeklarowany wróg tego judejskiego sposobu tłumaczenia i uzupełniania planu jego Mistrza, również zakłada poprzednio istniejącą moralność − a mianowicie moralność Greków i Rzymian; i jego rady dla chrześcijan są w dużej mierze przystosowaniem się do niej, aż do usankcjonowania niewolnictwa włącznie. Nauka, którą nazywamy moralnością chrześcijańską, choć powinna raczej nosić nazwę teologicznej, nie była dziełem Chrystusa lub Apostołów, lecz powstała znacznie później; wytworzył ją stopniowo Kościół katolicki w ciągu pierwszych pięciu wieków swojego istnienia i choć ludzie nowożytni i protestanci nie przyjęli jej bez zastrzeżeń, dokonali w niej znacznie mniejszych zmian, niż można się było spodziewać. W samej rzeczy zadowolili się raczej obcięciem tego, co dodano do niej w średniowieczu, przy czym każda sekta wstawiła na to miejsce nowe dodatki odpowiadające jej własnemu charakterowi i dążeniom. Byłbym chyba ostatnim człowiekiem, który by przeczył temu, że ludzkość wiele zawdzięcza tej moralności i jej pierwszym nauczycielom; lecz powiadam o niej bez skrupułów, że jest ona w wielu ważnych punktach niekompletna i jednostronna i że gdyby idee i uczucia przez nią nie usankcjonowane nie przyczyniły się do ukształtowania europejskiego życia i charakteru, stan spraw ludzkich byłby gorszy niż obecnie. Moralność chrześcijańska (tak zwana) ma wszystkie cechy reakcji; jest ona w dużej części protestem przeciw poganizmowi. Ideał jej jest raczej negatywny niż pozytywny; raczej bierny niż czynny; mający na celu raczej niewinność niż szlachetność, raczej wstrzymywanie się od złego niż energiczną pogoń za dobrem; a w jej przepisach (jak to dobrze powiedziano) „nie będziesz” zbytnio góruje nad „będziesz”. W trwodze przed zmysłowością stworzyła ona bożka ascetyzmu, który stopniowo dzięki kompromisom zmienił się w bożka legalności. Moralność ta ofiarowuje nadzieję nieba i groźbę piekła jako z góry wyznaczone i właściwe bodźce do prowadzenia cnotliwego życia i spada pod tym względem poniżej poziomu mędrców starożytnych oraz nadaje etyce ludzkiej charakter zasadniczo egoistyczny, ponieważ oddziela poczucie obowiązku poszczególnego człowieka od interesu jego bliźnich, poza wypadkami, w których daje mu interesowną pobudkę do ich uwzględniania. Jest ona zasadniczo doktryną biernego posłuszeństwa; wpaja uległość wobec wszystkich ustalonych władz, których wprawdzie nie należy słuchać, gdy nakazują coś, czego religia zabrania, ale którym nie wolno się opierać, a tym mniej bunt przeciw nim podnosić, bez względu na krzywdę, jaką nam wyrządzają. Podczas gdy obowiązek wobec państwa zajmuje w moralności najlepszych narodów pogańskich nieproporcjonalnie dużo miejsca, naruszając wolność jednostki, czysto chrześcijańska etyka zaledwie wymienia lub uznaje ten doniosły obowiązek. Nie w Nowym Testamencie, lecz w Koranie czytamy następującą maksymę: „Władca, który powołuje jakiegoś człowieka na urząd, podczas gdy w jego posiadłościach znajduje się inny człowiek zdolniejszy do jego sprawowania, grzeszy przeciw Bogu i państwu”. To słabe uznanie, które idea obowiązku względem ogółu znajduje w moralność współczesnej, pochodzi nie z chrześcijańskich, lecz z greckich i rzymskich źródeł; a nawet w moralności życia prywatnego cała wspaniałomyślność, wielkoduszność, godność osobista, a nawet poczucie honoru, są owocem czysto świeckiego, a nie religijnego działu naszego wychowania i nigdy nie mogłyby wyrosnąć na gruncie etyki, dla której jedyną wartością jest posłuszeństwo.